Mecz Polska - Dania. Niecodzienna wygrana Orłów. Pomógł dziennikarz

To było najsłynniejsze zwycięstwo "Biało-czerwonych" w meczu o punkty z Duńczykami. Zwycięstwo odniesione przy "zielonym stoliku". W październiku 1987 roku olimpijska reprezentacja Polski przegrała w Szczecinie z Danią 0-2. Dwa tygodnie później FIFA przyznała jednak wygraną naszej drużynie. Wszystko dzięki nieżyjącemu już dziennikarzowi "Piłki Nożnej" Romanowi Hurkowskiemu.

Zapraszamy na relację na żywo z meczu Polska - Dania w sobotę od 20.45!

Reklama

Relacja na żywo dla urządzeń mobilnych

W eliminacjach do igrzysk olimpijskich w Seulu Polakom przyszło się zmierzyć w silnej grupie A z RFN, Danią, Rumunią i Grecją. Jak się potem okazało, dwie pierwsze drużyny miały w swoich składach zawodników, którzy zdobyli później mistrzostwo świata czy Europy. Drużyna prowadzona przez śląskiego szkoleniowca Zdzisława Podedwornego do ostatniej kolejki walczyła jednak o awans na igrzyska.

- Mieliśmy bardzo dobry zespół, z zawodnikami, którzy później z powodzeniem dawali sobie radę, czy to w zespole narodowym, czy w zagranicznych klubach. Z różnych przyczyn jednak nie wyszło, nie udało się awansować do igrzysk. Także z takiego powodu, że był to w kraju trudny czas. Pamiętam, jak lecieliśmy na turniej do Indii. Piłkarze mieli dziurawe korkotrampki - wspomina dzisiaj trener Podedworny.

W ekipie Niemiec Zachodnich grali wtedy tej klasy zawodnicy, co Juergen Klinsmann, Thomas Haessler, Frank Mill czy Andreas Koepke. Wszyscy w 1990 roku świętowali mistrzostwo świata. Świetnych piłkarzy mieli też Duńczycy, którzy w latach 80. i na początku 90. przeżywali złoty okres w historii swojego futbolu.

Olimpijska drużyna Danii, prowadzona przez Richarda Moellera Nielsena, miała w składzie graczy, którzy później z tym samym szkoleniowcem święcili sensacyjny triumf podczas Euro 1992. Z meczu Polska - Dania w Szczecinie z 1987, w składzie była ponad połowa zawodników, którzy byli potem w kadrze na ME do Szwecji. Byli to słynny bramkarz Peter Schmeichel, obrońcy Lars Olsen i Kent Nielsen, pomocnik Kim Vilfort oraz John Jensen, a także bramkostrzelny napastnik Flemming Povlsen.

Co tu robi Frimann?

Z takimi zespołem przyszło się zmierzyć "Biało-czerwonym" w eliminacyjnym spotkaniu rozegranym 28 października 1987 w Szczecinie. Trener Podedworny desygnował na boisko następujący skład: Marek Szczech - Waldemar Tęsiorowski (77. Robert Warzycha), Piotr Piekarczyk, Eugeniusz Ptak, Janusz Góra - Mirosław Myśliński (46. Leszek Kosowski), Kazimierz Sokołowski, Marek Chojnacki, Krzysztof Iwanicki - Grzegorz Więzik, Marek Leśniak. Rywal okazał się jednak za silny. Po dwóch trafieniach Vilforta goście pewnie wygrali 2-0. Grzebało to praktycznie nadzieje Polaków na awans do olimpijskiego turnieju w Seulu, tym bardziej, że kilkanaście dni wcześniej doszło do klęski z RFN w Osnabrück 1-5.

Jak się jednak okazało, rezultat meczu w Szczecinie został później zweryfikowany na korzyść reprezentacji Polski! Wszystko przez znanego, a niestety nieżyjącego już, dziennikarza "Piłki Nożnej" Romana Hurkowskiego, a także świetnego pomocnika Anderlechtu Bruksela Pera Frimanna, który w tym spotkaniu nie powinien był wystąpić.

Syn Romana Hurkowskiego, Rafał, na swoim blogu tak przypomina całą historię.

"Dziennikarz 'Piłki Nożnej', Roman Hurkowski, na długo przed spotkaniem sporządził listę zawodników, którym przepisy w tych eliminacjach grać zabraniają. Obok tercetu z RFN - Hoeness, Rummenigge, Matthaeus - kwartetu z Polski - Żmuda, Smolarek, Boniek, Dziekanowski - znalazł się na niej również duet z Danii: Michael Laudrup i właśnie Per Frimann (lista była oczywiście dłuższa, wymieniamy jedynie czołowe nazwiska). Przepisy były wówczas niezwykle skomplikowane i wielokrotnie nowelizowane. Redaktor "PN" śledził je jednak na bieżąco i tuż przed meczem z Danią wyraził swe zdziwienie na łamach gazety.

W artykule pt. "Bratysława - mecz pocieszenia. Szczecin - Dania z Frimannem?" napisał: "(...) Duńczycy awizują najmocniejszy skład, jaki mogą wystawić bacząc na ustalone przez FIFA kryteria. W agencyjnych doniesieniach na temat ich kadry dziwi jednak jedno nazwisko - Per Frimann. Ten 25-letni pomocnik Anderlechtu, który jesienią 1981 strzelił Widzewowi bramkę w meczu pucharowym, nie grał wprawdzie - z powodu kontuzji - w finałach Mexico '86, ale w eliminacjach do tej imprezy zaliczył: 46 minut meczu z ZSRR w Kopenhadze, 77 minut meczu z ZSRR w Moskwie oraz 22 minuty meczu z Norwegią w Oslo. Zaś z tego co wiemy, w kwalifikacjach do IO '88 mogą uczestniczyć zawodnicy, którzy w eliminacjach bądź finałach MŚ rozegrali maksimum jeden niepełny mecz. Sprawa pewnie definitywnie wyjaśni się w Szczecinie, w każdym razie Frimann powrócił już do pierwszej reprezentacji Danii i ma w niej 13 występów."

Mecz z Danią odbył się 28 października. Przez blisko tydzień PZPN nie poczynił żadnych znaczących kroków. Wydawało się, że nikt do odkryć redaktora nie przywiązuje większej wagi.

10 listopada na czołówce "Piłki Nożnej" pojawiła się informacja: " Sensacja? Na dwa dni przed meczem reprezentacji olimpijskich Polski i Danii pisaliśmy, że Per Frimann nie może grać, ponieważ wystąpił w eliminacjach do MŚ. Frimann w Szczecinie zagrał, FIFA powinna przyznać Polsce walkower. Czy PZPN złożył protest?"

Walkower dla Polski!

Protest wpłynął. 13 listopada 1987 roku FIFA poinformowała, że weryfikuje wynik meczu Polska - Dania na 2-0 dla "Biało-czerwonych"! - Redaktor Hurkowski, dzięki swojej mozolnej pracy wyszukał, że w zespole rywala nie powinien zagrać jeden z piłkarzy. Wykonał benedyktyńską pracę, że znalazł coś takiego, a dzięki temu my wygraliśmy. To nie była nasza wina, że przeciwnicy popełnili taki błąd, który nie tak dawno był też udziałem Legii - mówi trener Podedworny.

W końcówce eliminacji, dzięki dwóm cennym punktom za przegrane wcześniej spotkanie z Danią (wtedy za zwycięstwo otrzymywało się 2 pkt.), olimpijska reprezentacja Polski, była o krok od awansu. W meczu przeciwko RFN na Stadionie Śląskim, przy kilkudziesięciu tysiącach fanów, prowadziła do 90 minuty 1-0. Gola z karnego zdobył Jan Furtok. Skończyło się jednak na rozczarowującym remisie 1-1...

- Do dziś mam przed oczami całą sytuację. Prowadzimy, kibice śpiewają już hymn narodowy, kiedy Andrzej Rudy traci piłkę i idzie kontra. A przecież wystarczyło tylko utrzymać się przy piłce, albo wyekspediować ją gdzieś daleko. Rywal przejął ją jednak i wywalczył rzut różny. Po nim dośrodkowanie, Józek Wandzik nie zdołał przechwycić piłki, a Frank Mill z najbliższej odległości wyrównuje - wspomina Zdzisław Podedworny.

- Przed ostatnim meczem w Aarhus, dalej mieliśmy szansę na awans. Trzeba było jednak wygrać. Duńczycy, po tym co stało się u nas, byli jednak podwójnie zmotywowani i wysoko wygrali 3-0. Ostatecznie grupę wygrali Niemcy i to oni pojechali na igrzyska do Seulu - mówi ówczesny szkoleniowiec olimpijskiej reprezentacji Polski.

Na igrzyskach w 1988 roku RFN wywalczyła brązowy medal pokonując w starciu o trzecie miejsce Włochów 3-0. Klinsmann, Mill czy Wuttke należeli wtedy do gwiazd zespołu Hannesa Lohra. Duńczycy zrekompensowali sobie niepowodzenie w olimpijskich eliminacjach kilka lat później, zdobywając niespodziewane mistrzostwo Europy. A Polacy? Cztery lata później wygrali olimpijskie eliminacje i na igrzyskach w Barcelonie zdobyli srebro, ale to była już inna generacja piłkarzy.

To nie będzie spacerek

Trenera Podedwornego pytamy na koniec, jakie ma przewidywania co do sobotniego starcia ze skandynawskim zespołem w Warszawie. - Na pewno czeka nas trudny mecz i nie można liczyć na to, że będzie to spacerek. Zresztą mówią o tym sami nasi trenerzy. Duńczycy zawsze są niewygodnym rywalem. Mają w składzie dobrych piłkarzy, którzy grają w dobrych ligach. Wiadomo jednak, że trzeba wygrać i odrobić straty poniesione w pierwszym meczu w Astanie. Łatwo jednak nie będzie - podkreśla doświadczony szkoleniowiec.

Michał Zichlarz

El. MŚ: wyniki, tabele, strzelcy, terminarz

Dowiedz się więcej na temat: reprezentacja Polski | reprezentacja Danii

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje