Reklama

Reklama

Mecz Niemcy - Polska. Zbigniew Boniek o szansach Polaków

- Niemcy mają swoje problemy, ale i tak są groźni. Mają Goetzego, Muellera, Kroosa. Doczekaliśmy jednak takich czasów, że jedziemy na teren mistrza świata, a w duchu każdy liczy na dobry wynik. O czym to świadczy? O dobrej pracy jaką wykonuje sztab reprezentacji i o tym, jak nasza drużyna się rozwija – powiedział Interii przed starciem Niemcy – Polska prezes PZPN-u Zbigniew Boniek.

Sprawdź sytuację w "polskiej" grupie eliminacji Euro 2016!

Reklama

Interia zaprasza na relację NA ŻYWO z meczu Niemcy - Polska! Początek w piątek o 20.45

Tutaj znajdziesz relację LIVE w wersji na urządzenia mobilne

Interia: Nie licząc eliminacji do Euro 2008, zazwyczaj po sześciu kolejkach rywalizacji byliśmy wyautowani i musieliśmy liczyć na cud. Teraz w meczu z mistrzami świata gramy o 1. miejsce w grupie. Aż trudno uwierzyć! Dociera to do pana?

Zbigniew Boniek, prezes PZPN-u: - Ja bym powiedział tak, że naszym celem jest awans do mistrzostw Europy, a to, że gramy z mistrzami świata nie ma żadnego znaczenia. Za spotkanie z nimi dają takie same trzy punkty, jak za mecz z Gibraltarem. Tyle że te z meczu z Gibraltarem są w teorii łatwiejsze do zdobycia i można je niemal z góry sobie dopisać, natomiast te za mecz z mistrzami świata stoją pod dużym znakiem zapytania. Oczywiście, sam fakt, że gramy z mistrzami globu, na ich terenie, po ubiegłorocznym zwycięstwie nad nimi, jakie odnieśliśmy w Warszawie, dodaje temu spotkaniu dodatkowych emocji.

- Zdajemy sobie sprawę z trudności, jakie tam napotkamy, z ich chęci rewanżu. Poza tym, nie wyobrażamy sobie, żeby Niemców mogło zabraknąć na turnieju finałowym we Francji. Mają dwa mecze - oprócz tego z nami i ze Szkocją, więc będą chcieli w obu zdobyć komplet punktów.

- Gdyby się udało wygrać w Niemczech, dostalibyśmy taki strzał do przodu, że się w głowie nie mieści, ale czy to będzie takie łatwe, to zobaczymy.

Teoretycznie remis nam powinien wystarczyć, ale zawsze powtarzał pan, że jeżeli chce się zremisować, to trzeba grać tak, aby wygrać. Jeśli nastawimy się na walkę o podział punktów, to faktycznie może się to źle skończyć.

- Ja nie jestem od tego, aby ustalać taktykę. Niektórzy nasi reprezentanci mogliby mieć mocniejszą pozycję w klubach. Do tego dochodzą kontuzje. Po urazie jest Jędrzejczyk, Pazdan [opuścił już zgrupowanie - przyp. red.], Szukała miał problemy, zmieniał klub. Kuba Błaszczykowski nie grał w Borussii. Teoretycznie lepiej wyglądaliśmy kadrowo rok temu, ale to wcale nie znaczy, że do Frankfurtu jedziemy po porażkę.

Niemcy też mają swoje problemy po rezygnacji z kadry Lahma, a ataku na pewno nam zazdroszczą.

- Ale i tak są groźni. Mają Reusa, Goetzego, Muellera, Kroosa. Doczekaliśmy jednak takich czasów, że jedziemy na teren mistrza świata, a w duchu każdy liczy na dobry wynik. O czym to świadczy? O dobrej pracy jaką wykonuje sztab reprezentacji i o tym, jak nasza drużyna się rozwija. Wiadomo, że mecz ma olbrzymie znaczenie, ale żaden wynik nie przekreśla szansy ani nam, ani Niemcom.

Terminarz końcówki eliminacji mamy korzystniejszy. Nam został wyjazd do Szkocji, a Irlandię mamy u siebie, podczas gdy oni z obydwoma tymi trudnymi rywalami grają na wyjeździe. Z dostarczycielem punktów - Gibraltarem rozegrali też już dwumecz.

- Jeśli jednak chodzi o terminarz najbliższego dwumeczu, to ja bym go odwrócił i wolałbym najpierw grać z Gibraltarem, a później z Niemcami. W ten sposób Niemcy najpierw musieliby przejść bój w Szkocji, a potem dopiero z nami. Tego się jednak nie da zmienić, więc gramy w takiej kolejności, jaka została ustalona.

Wie pan ilu jest Polaków, którzy strzelili gola Niemcom na ich terenie?

- Nie wiem. Wiem, że jednego ja im strzeliłem, z rzutu wolnego, ale przegraliśmy 1-3, choć mogliśmy spokojnie zremisować. Tak to bywa w meczach z Niemcami. Wydaje się z przebiegu gry, że możesz zremisować, a niemal zawsze przegrywasz.

Tak, pana gol był przedniej urody. Oprócz pana w Niemczech strzelali jeszcze Krzysztof Baszkiewicz (w 1959 roku, zremisowaliśmy 1-1) i w całkiem już zamierzchłych czasach Teodor Peterek - w 1938 roku, w Chemnitz przegraliśmy 1-4.

- Czyli można powiedzieć, że w tej erze pół nowożytnej tylko ja im strzeliłem? Dzisiaj na szczęście mamy piłkarzy i drużynę, która jest niebezpieczna. To będzie szalenie ciężki mecz. Mam nadzieję, że także dla Niemców.

- Przed startem eliminacji wszyscy mówili, że Niemcy nie będą mieli żadnych problemów, wygrają wszystkie mecze i zdobędą 30 pkt. Rzeczywistość jest jednak inna. Gdyby z nami Niemcy nie wygrali, to się będą musieli namęczyć w tych eliminacjach. Wygrać na wyjazdach ze Szkocją i Irlandią nie jest tak łatwo.

A Gibraltaru już na rozkładzie nie mają.

- Gibraltar pewnie przegra wszystkie mecze, ale o ile pamiętam, to z Niemcami u siebie do 46. min przegrywał tylko 0-1. To już nie te czasy, że możesz słabeuszowi napakować 20-0.

Ludzie odzyskali wiarę w reprezentację Polski. Do tego stopnia, że o bilety na spotkanie we Frankfurcie niemal bili się w środku nocy. W internecie rozeszły się one w cztery godziny!

- To jest problem, ale zapotrzebowanie na taki mecz zawsze będzie większe niż pojemność stadionu, Gdybyśmy dostali 200 tys. wejściówek, to też byśmy sprzedali. Jako federacja dostaliśmy 2,2 tys. biletów, a mamy zobowiązania w stosunku do sponsorów, więc do wolnej sprzedaży trafiło 60-70 procent. Tak jest z meczami wyjazdowymi, bo z tymi, które organizujemy, to prawie wszystkie trafiają do sprzedaży internetowej. Na Stadionie Narodowym mamy 54 tys. miejsc, z czego prawie 52 tys. jest przeznaczonych dla normalnego kibica.

Nie próbował pan interweniować w DFB (Niemiecka Federacja Piłkarska) o zwiększenie puli wejściówek dla Polaków?

- We Frankfurcie mają stadion na 44 tys. widzów i dali nam pięć procent miejsc - zgodnie z przepisami UEFA. Dochodzą nas informacje, że Polacy pokupowali bilety z puli przeznaczonej dla Niemców, więc doping będziemy mieli solidny.

- Niemcy mają wyprzedane wszystkie mecze reprezentacji na najbliższe dwa-trzy lata. My mamy z tym trochę więcej problemów, bo na Gibraltar sprzedaliśmy na razie 22 tys. biletów. Panuje przekonanie, że Gibraltar to nie jest mocny rywal, a ja się pytam, czy prawdziwy kibic nie powinien iść dopingować swój zespół bez oglądania się na to, z kim on gra? Gdyby ktoś mi dał do wyboru ciężki mecz Polska - Belgia 1-1, czy festiwal strzelecki 4-0 i cztery bramki Lewandowskiego z Gibraltarem, na Narodowym, to pewnie wolałbym ten drugi. Historię tworzy się nie tylko poprzez mecze z Niemcami, ale też dzięki tym z Gibraltarem, Gruzją, Szkocją i Irlandią. Z każdym z nich należą się te same trzy punkty.

Proszę powiedzieć, czy coś z tej współpracy z Niemcami, jaką nawiązał PZPN jeszcze za kadencji Grzegorza Laty pozostało?

- Oczywiście, że tak. Z federacją niemiecką mamy bardzo dobre stosunki. Teraz będziemy podpisywać umowy odnośnie współpracy dotyczącej szkolenia trenerów grup młodzieżowych. Dzieli nas tylko 90 minut na boisku, poza tym nasze stosunki z prezydentem Niersbachem i całym DFB są jak najlepsze.

To ciekawe, że nasza Ekstraklasa i Bundesliga to dwa różne światy, które dzieli przepaść pod każdym względem, a na poziomie reprezentacji możemy rywalizować jak równy z równym.

- Jakbyśmy nasze szanse oceniali przez pryzmat piłki klubowej, to powinniśmy być już dawno wyeliminowani. Powinny być przed nami nie tylko Niemcy, ale i Szkocja z Irlandią. Nie zapominajmy jednak o tym, o czym nikt nie mówi, że mamy dużo zdolnej młodzieży. Piłkarzy, którzy tylko zagrają kilka dobrych meczów, to od razu wyjeżdżają za granicę. Przez to nasza Ekstraklasa nie jest za mocna i nie możemy awansować do Champions League. Ktoś tam się podnieca, że drużyna z Kazachstanu awansowała do tego elitarnego grona. Niech sprawdzi, ile Kazachowie płacą piłkarzom, kto u nich gra i jakich zawodników się tam ściąga. A u nas? Sprowadza się kogoś, kto tylko z wyglądu przypomina wielkiego piłkarza, umiejętności już jednak zupełnie nie te.

- Gdy gramy z Kazachami, czy Białorusinami to na poziomie wszystkich reprezentacji - młodzieżowych także - wygrywamy. Ale w piłce klubowej jest już inaczej.

Dlaczego?

- Bo prowadzenie klubu na zawodowym poziomie ma niewiele wspólnego ze szkoleniem i nie do końca odzwierciedla piłkarską rzeczywistość w danym kraju. Jeśli już, to odzwierciedla rzeczywistość finansową danego kraju. Chociażby fakt, że u nas - może poza Legią - nie ma klubu, który jest w stanie płacić piłkarzowi 50 tys. euro miesięcznie. Proszę spojrzeć na to, kto u nas gra i co się dzieje z naszymi talentami! Taki Linetty zaczyna grać dobrze i chcą go sprzedać. Z jednej strony to jest fajne, bo można szkolić młodzież, dzięki przykładowi karier takich jak ta Lewandowskiego czy Milika, młodzi garną się do piłki. Tyle że na miejsce tych, co wyjeżdżają, należy umiejętnie sprowadzać graczy do Polski. Trzeba umieć penetrować rynki.

- Proszę zwrócić uwagę na fakt, że u nas w ogóle nie ma Argentyńczyków, a to przecież jedna z najciekawszych i najlepszych piłkarskich emigracji w Europie. Ja wiem, że wprowadziliśmy limit graczy spoza UE, ale u nas nie stawia się na Argentyńczyków. Sprowadzamy innych, słabszych obcokrajowców. Dziwimy się później, że czołówka ligi po siedmiu kolejkach to Piast, Cracovia, Pogoń.

- Zajmijmy się jednak reprezentacją, którą czeka ciężkie wyzwanie. Idziemy do przodu.

Od czasów Maura Cantoro, którego Wisła sprowadziła z Włoch i który miał włoski paszport, więc nie zabierałby miejsca dla sportowca spoza Unii, faktycznie nie mamy w lidze dobrego Argentyńczyka.

-  Bo ktoś musiałby gdzieś pojechać, obejrzeć jakiś mecz, mieć zorganizowany scouting. Ja mówię tak, że w naszej Ekstraklasie za słabo się trenuje, a później jest płacz, że nie możemy awansować do Champions League. Wrócił ostatnio do Polski Władimer Dwaliszwili. Nie wiadomo skąd, nie wiadomo gdzie grał, ale wszedł na 15 minut i był lepszy od pozostałych. Dlatego naszej ligi do Bundesligi faktycznie porównywać się nie da, a na poziomie reprezentacji jedziemy do nich z podniesioną głową i liczymy jeszcze na to, że ich możemy "ukłuć". Ale powtarzam - trzy punkty zdobyte w meczu z Niemcami mają taką samą wartość jak trzy punkty z meczu z Gibraltarem, tylko skala trudności jest dużo, dużo wyższa. Jesteśmy jedyną drużyną w grupie, która Niemcom już te trzy "oczka" zabrała.

Andrzej Buncol i Waldemar Matysik opowiadali nam, że są dumni po tej wygranej sprzed roku, że Niemcy zaczęli nas doceniać i im łatwiej rozmawiać o piłce na ulicach. Oni na pewno będą we Frankfurcie.

- Jeśli ktoś z zasłużonych dla reprezentacji Polski piłkarzy chciał przyjechać, to staraliśmy się mu pomóc w osiągnięciu biletu w ramach naszych skromnych możliwości, jakie mieliśmy na spotkanie we Frankfurcie. Natomiast ja przede wszystkim zapraszam do nas na mecze, na Stadion Narodowy, gdzie mamy więcej przestrzeni dla wszystkich.

Rozmawiał Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje