Reklama

Reklama

Mecz Niemcy - Polska. Stanisław Oślizło: Jest ogromna szansa ich pokonać

​4 września we Frankfurcie nad Menem piłkarska reprezentacja Polski zagra z Niemcami w eliminacjach mistrzostw Europy 2016. Jesienią ubiegłego roku zespół trenera Adama Nawałki pokonał mistrzów świata 2-0 i jest liderem grupy D. Wygrana czy choćby remis w rewanżu to zadanie bardzo trudne.

Ku pokrzepieniu serc przypominamy, że właśnie 4 września Polacy odnieśli jedno z najwyższych zwycięstw w historii, pokonując Norwegię 9-0. Rok 1963 wspomina Stanisław Oślizło, wybitny obrońca reprezentacji Polski i legenda Górnika Zabrze.

Polska też już grała z Niemcami 4 września. W 1996 roku w Zabrzu zespół prowadzony przez trenera Antoniego Piechniczka przegrał 0-2. Gole dla gości, którzy kilka tygodni wcześniej zostali mistrzami Europy strzelili Oliver Bierhoff i Juergen Klinsmann.

Tomasz Gancarek: Rzadko reprezentacji Polski udawało się wygrywać aż dziewięcioma bramkami, ale takie wydarzenie miało miejsce. Na stadionie w Szczecinie, to był rok 1963. Polska grała wtedy z Norwegią i rozbiliśmy Norwegów.

Stanisław Oślizło: - Doskonale pamiętam ten mecz, debiut Włodka Lubańskiego. Zresztą udany debiut, bo Włodek bramkę zdobył mając .....teraz nie wiem, czy dopiero przekroczył szesnastkę, czy zbliżał się do siedemnastego roku życia. Nie umniejsza to faktu, że był to doskonały piłkarz, który zasługiwał na miejsce w reprezentacji. A kwestia wyniku 9-0. Dzisiaj trudno wygrać tak wysoko nawet z drużyną z A klasy. Zadawałem sobie pytanie, czy Norwegia jest taka słaba w tym okresie, czy Polska taka dobra. Na pewno Polska zawsze miała dobrych piłkarzy. Raz wychodziło, jak właśnie w meczu z Norwegią, tydzień później sromotna porażka w Rzymie, z Włochami - 0-6. Tak więc huśtawka. Dzisiaj mamy zespół bardziej ustabilizowany. Trener Nawałka ma to szczęście, że sporo zawodników gra w czołowych ligach europejskich: angielskiej, niemieckiej, hiszpańskiej, włoskiej, tureckiej, rosyjskiej.... Także obecnie polscy zawodnicy są pod opieką najlepszych trenerów europejskich i stąd ta gra, ten poziom.

Ten wynik, 9-0 z Norwegami, to nie był przypadek, bo w 1963 roku rozegraliście dwa spotkania z tą reprezentacją. Pierwsze, w Oslo, kilka miesięcy wcześniej przed tym szczecińskim meczem też gładko wygraliście - 5-2.

- To potwierdza moją tezę i myśl, że to Norwegowie w tym okresie byli drużyną, którą można było ograć. Nie znam rezultatów drużyny norweskiej w innych spotkaniach, z innymi rywalami, ale te dwa mecze Norwegii z Polską to nam przyniosły jakąś chlubę, zadowolenie. A dla niech to był znak, że trzeba się jeszcze wiele uczyć.

Panie Stanisławie, wracając jeszcze do tego meczu ze Szczecinie, nasza reprezentacja to była mieszanka młodości, w postaci Włodzimierza Lubańskiego i już sporego doświadczenia wielu innych zawodników.

- Na pewno najmłodszym zawodnikiem był Włodek Lubański. Ale jego wejście już na pierwsze treningi na stadionie Górnika Zabrze znamionowały, że to jest piłkarz z ogromnym potencjałem, ogromnym talentem. Że jeżeli tylko jakieś nieszczęście się nie przytrafi, pobije wszystkie rekordy. Bardzo żałuję, że właśnie ta kontuzja, odniesiona podczas meczu z Anglią na Stadionie Śląskim, przekreśliła jego karierę, bo byłby rekordzistą wszech czasów. I bardzo bolałem nad tym, że Włodek nie dostał zgody na wyjazd do Realu Madryt, bo tam miał propozycję. I na pewno nie było gorszy od di Stefano, który kończył karierę.

Takiego sukcesu absolutnie nie da się powtórzyć 4 września w meczu z mistrzami świata, natomiast remis uznamy za dobry wynik?

- Wydaje mi się, że w tej chwili jest ogromna szansa ograć Niemców, bo po mistrzostwach świata przechodzą maleńki kryzys. Może samozadowolenie niektórych zawodników, obniżka formy. Można to wykorzystać. Wydaje mi się, że Polska jest w stanie.... co najmniej nie przegrać tego spotkania.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje