Reklama

Reklama

Mecz Niemcy - Polska. Kamil Glik: Niemcy są żądni rewanżu

Podpora naszej reprezentacji i kapitan Torino FC wierzy, że "Biało-Czerwoni" skutecznie przeciwstawią się w jutrzejszym meczu we Frankfurcie nad Menem mistrzom świata. - Jak trzeba zagrać? Skutecznie. Tak jak to było w pierwszym meczu w Warszawie - podkreśla Kamil Glik.

Interia zaprasza na relację NA ŻYWO z meczu Niemcy - Polska! Początek w piątek o 20.45

Reklama

Tutaj znajdziesz relację LIVE w wersji na urządzenia mobilne

Interia: Piątkowy mecz z Niemcami to najważniejsze spotkanie w eliminacjach, czy istotniejsze będę te w październiku ze Szkocją i Irlandią? 

Kamil Glik: - My przede wszystkim koncentrujemy się na tym, co będzie w piątek i poniedziałek. To w tej chwili najważniejsze mecze. Może się przecież okazać, że już teraz możemy zapewnić sobie awans albo być w świetnej pozycji wyjściowej. Stanie się tak, jeśli w dwóch nadchodzących spotkaniach z Niemcami i Gibraltarem zdobędziemy cztery punkty, nie mówiąc o sześciu, a nasi przeciwnicy je pogubią. Tak że koncentrujemy się na tym, co jest teraz, a o październikowych meczach nie myślimy. Zobaczymy, co przyniesie najbliższa przyszłość. 

Jak trzeba zagrać we Frankfurcie, żeby przywieźć stamtąd punkt, czy punty? 

- Wiadomo, jaka jest sytuacja w naszej grupie. Niemcy grają u siebie i muszą to spotkanie wygrać. Tym bardziej, że zaraz po meczu z nami grają ze Szkocją. Jak zagrać? Przede wszystkim skutecznie, czyli podobnie, jak to było w ostatniej konfrontacji w Warszawie. To nie my będziemy się dłużej utrzymywali przy piłce. Grając z mistrzami świata nie możemy się odkryć i grać otwartej piłki, bo mogłoby się to źle skończyć. Swojej szansy musimy upatrywać w grze z kontry i przy stałych fragmentach gry. 

Pana rodzina ma niemieckie pochodzenie. Starcie z Niemcami ma dla Kamila Glika jakieś większe znaczenie? 

- Absolutnie nie. Ten mecz jest dla mnie tak samo wyjątkowy, jak dla innych. Nie ma żadnych podtekstów. Wiadomo, że spotkania z Niemcami, Rosją czy Anglią, ze względu na zaszłości historyczne, zawsze wywołują dodatkowe emocje. Teraz dodatkowo dochodzi fakt, że lider grupy gra z wiceliderem, więc wynik jest ważny dla układu tabeli.  

Jak jest faktycznie w pana wypadku, ma pan niemiecki paszport? 

- Mam przygotowane wszystkie dokumenty, żeby taki paszport sobie wyrobić, i w każdej chwili mógłbym o to wystąpić. Jesteśmy jednak w Unii Europejskiej i taki dokument do niczego nie byłby mi przydatny.

We Włoszech utrzymuje pan dobry kontakt z Miroslavem Klose. Czy były snajper reprezentacji Niemiec wspominał coś o nadchodzącym spotkaniu? 

- Od czasu do czasu rzeczywiście jesteśmy w kontakcie i rozmawiamy. Z tego co mówił, to Niemcy są żądni rewanżu za porażkę w pierwszym meczu. Dla nich to spotkanie jest o tyle ważne, że przecież później czekają ich dwa trudne wyjazdowe mecze ze wspomnianą Szkocją, a potem z Irlandią. 

W kadrze na Niemcy i Gibraltar znalazło się miejsce dla Kamila Wilczka, z którym grał pan razem w Wodzisławskiej Szkole Piłkarskiej, Silesii Lubomia, hiszpańskiej Horadadzie i Piaście. To dla pana zaskoczenie? 

- Mniej zaskoczyłoby mnie jego powołanie na mecz, który graliśmy po sezonie (z Grecją - przyp. red.), niż teraz. Kamil zasłużył sobie jednak na to, bo za sobą ma bardzo dobry rok. Dobrze też radzi dobie teraz na zgrupowaniu. Ze swojej strony staram mu się pomagać, jak mogę i wprowadzać do zespołu. Mam nadzieję, że jeśli nie w piątek, to w kolejnym poniedziałkowym meczu dostanie szansę na pokazanie się. 

Wróćmy do pana. W letnim okienku transferowym pana byli lub obecni koledzy z Torino Angelo Ogbonna i Matteo Darmian przenieśli się na Wyspy Brytyjskie. Jak to wszystko wyglądało w pana przypadku? 

- Angelo wiadomo, przeniósł się z Juventusu do West Hamu, a Matteo od nas z Torino do Manchesteru United. Kiedy odszedł, to wiedziałem, że na pewno kolejnym zawodnikom, w tym mnie, nie będzie łatwo zmienić klubu, bo prezes nie chciał za bardzo osłabiać drużyny. Latem Torino wzmocniło dwóch, trzech naprawdę dobrych graczy i na razie, choć za nami dopiero początek sezonu, wszystko dobrze funkcjonuje. Graliśmy trzy mecze, jeden w pucharze i dwa w lidze, i na koncie mamy trzy wygrane. Co do mojej osoby, to były zapytania, ale konkretów, które w pełni zadowoliłyby klub, nie było. Spokojnie więc, z pustą głową, przygotowywałem się jak najlepiej do sezonu. Nie zaprzątałem sobie głowy transferem. 

Cele Kamila Glika na ten sezon? 

- Są jasne. Z reprezentacją awans na Euro, a co do klubu, to nie nastawiamy się na nic konkretnego. Koncentrujemy się na każdym kolejnym nadchodzącym spotkaniu, tak, żeby nie rozbudzać nadziei. W klubie chcę grać jak najlepiej, bo wiadomo, że potem przekłada się to też na reprezentację. 

Na koniec pytanie o Piasta. Dalej gra pan w ochraniaczach gliwickiego klubu? 

- Tak jest niezmiennie, czy to w meczach ligowych, czy w reprezentacji. Tak też będzie i w piątek. Są dla mnie szczęśliwe. Co do Piasta, to śledzę, jak idzie im w lidze. Na pewno są dużym zaskoczeniem. Grają fajny i konsekwentny futbol. W domu we Włoszech mam zresztą polską telewizję, więc jestem ze wszystkim na bieżąco. 

Rozmawiał Michał Zichlarz

Sprawdź sytuację w "polskiej" grupie eliminacji Euro 2016!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje