Reklama

Reklama

Mecz Niemcy - Polska. Andrzej Buncol: Najwyższy czas, by Niemcy znów przegrali u siebie

- Polacy we Frankfurcie muszą zagrać odważnie. Podejść do rywala z respektem, ale nie bać się go i walczyć. Jeśli zagrają tak jak w Warszawie, mają dużą szansę na zwycięstwo - ocenia w rozmowie z Interią Andrzej Buncol, były reprezentant Polski, który od lat mieszka w Niemczech.

Sprawdź sytuację w "polskiej" grupie eliminacji Euro 2016!

Reklama

Interia zaprasza na relację NA ŻYWO z meczu Niemcy - Polska! Początek w piątek o 20.45

Tutaj znajdziesz relację LIVE w wersji na urządzenia mobilne

Interia: Gdy rozmawia pan z niemieckimi znajomymi, to czuje pan, że po ubiegłorocznym meczu w Warszawie zaczęli nas inaczej postrzegać?

Andrzej Buncol: Oczywiście. Niemcy teraz skupiają się na sobie i budują nową drużynę. Odszedł m.in. Philipp Lahm, a był to ważny piłkarz tej drużyny. Są bardzo zdeterminowani i podkreślają, że chcą wziąć rewanż za porażkę w Warszawie.

Mają więcej problemów od Polski?

- Po MŚ zmieniła się ta drużyna. Ostatnie wyniki nie były zbyt dobre, gra też nie wyglądała najlepiej. Przebudowują zespół, a na to potrzeba czasu.

Niedawno przegrali w meczu towarzyskim ze Stanami Zjednoczonymi.

- Wiadomo, że w takich spotkaniach nie grają najlepsi. Nie chcę powiedzieć, że sparingów nie traktuje się poważnie, ale mecze towarzyskie to jednak coś innego.

Adam Nawałka to już rozpoznawalna postać?

- Szczerze? Nie słyszałem tu, by kiedykolwiek o nim mówili. Nie widziałem nic o nim w telewizji, w gazetach też nic nie przeczytałem.

Dziś mecz z Niemcami! Wygramy?

Głośniej jest pewnie o Robercie Lewandowskim.

- Robert gra bardzo dobrze. Szanują go. Uważają, że jest jednym z najlepszych napastników na świecie. Zasłużył sobie na to, bo jest w wysokiej formie. Wszystkie kluby życzyłyby sobie, by takiego napastnika mieć u siebie.

Przez pewien czas pana podopiecznym był Arkadiusz Milik. Spodziewał się pan, że tak potoczy się jego kariera?

- Cały czas w niego wierzyłem. Nie dostawał zbyt wiele szans w Bayerze Leverkusen. W tej chwili gra bardzo dobrze. Strzela gole w klubie i w reprezentacji Polski. Arek jest jeszcze młody, ale bardzo utalentowany. Zrobi karierę.

Myśli pan, że gdyby teraz trafił do Bayeru, to by sobie poradził?

- Po pierwsze, gdy przychodził z Polski, to był bardzo młody. Po drugie, w klubie był Stefan Kiessling, który strzelał mnóstwo goli. Wiadomo, jak jest z napastnikami. Skoro trafia, to żaden trener nie posadzi go na ławce. Arek miał ciężko, by przebić się do składu. Może gdyby Kiesslieng w pewnym momencie się zaciął, to Polak wskoczyłby do składu. Ale Niemiec zdobywał gole seriami. Z drugiej strony może wyszło dobrze, bo zmiana wyszła Arkowi na lepsze.

Jak Polacy muszą zagrać we Frankfurcie?

- Odważnie. Podejść do rywala z respektem, ale nie bać się go i walczyć. Jeśli zagrają tak jak w Warszawie, mają dużą szansę na zwycięstwo.

Nawałka zazwyczaj gra ofensywnie. Wystawia dwóch napastników - Lewandowskiego i Milika. Teraz też powinno tak to wyglądać?

- Dlaczego nie? Nie możemy się ich bać. Taktyki bym nie zmieniał.

Jakie są słabe strony Niemców?

- Boczni obrońcy - tam mają najwięcej problemów. Odszedł Lahm, a nowi nie mają takiej jakości. Zresztą Niemcy sami wiedzą, że na prawej i lewej obronie mają największe braki. Nie mają graczy światowej klasy.

Niemcy takich napastników jak my nie mają.

- Mueller może grać w ataku albo też Goetze. Jakoś rozwiązują ten problem, ale takiego klasycznego napastnika faktycznie nie mają. Takiego jak Robert Lewandowski.

Wie pan kiedy ostatnio Niemcy przegrali u siebie w eliminacjach dużego turnieju?

- Nie mam pojęcia.

W 2007 roku ulegli Czechom 0-3.

- W 2007? To już osiem lat! Najwyższy czas, by znowu przegrali!

Rozmawiał Łukasz Szpyrka

Dowiedz się więcej na temat: Andrzej Buncol | mecz Polska Niemcy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje