Reklama

Reklama

Mateusz Klich: Najlepsi na świecie mają piłkarzy, a nie kopaczy

- Prawda jest taka, że im więcej dobrych piłkarzy masz wokół siebie, tym lepiej się gra w piłkę. W najlepszych drużynach na świecie nie mają kopaczy, tyko świetnych piłkarzy. W kadrze mamy wielu dobrych zawodników i stać nas na jeszcze lepszą grę. Sęk w tym, że musimy więcej potrenować. Ciężko jest spotkać się po raz pierwszy w życiu i po dwóch dniach wspólnych treningów błyszczeć później podczas meczu - powiedział pomocnik reprezentacji Polski Mateusz Klich po pokonaniu Danii 3-2 na PGE Arenie w Gdańsku.

35 tys. kibiców, wspaniały stadion PGE Arena w Gdańsku, emocjonujący mecz, w którym sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie - fani "Biało-czerwonych" nie mogli sobie lepiej wymarzyć środowego wieczoru. Debiut (nie licząc epizodu z Argentyną) rodem z marzeń zaliczył też Mateusz Klich z holenderskiego Zwoelle, którego bramka i asysta pomogły reprezentacji Polski w pokonaniu groźnych Duńczyków.  

Mateusz Klich trafił do siatki już w czwartej minucie, przy akcji Jakuba Błaszczykowskiego zdał się na swoją intuicję.

Reklama

- Takie piłki często się wycofuje do zawodników wchodzących z drugiej linii. Ja wiedziałem, że Kuba ją wycofa, gdyż widział, że Robert Lewandowski ściągnął na siebie niemal całą defensywę. Obrońcy częstą zapominają o zawodnikach wchodzących z drugiej linii i ja to wykorzystałem - opowiadał Klich. - Zawsze staram się wejść w "szesnastkę" i czekać na takie piłki. Kuba mnie widział i super podał.

- Celowałem w górę, bo wtedy bramkarzowi trudniej o skuteczną interwencję, ale nie mierzyłem w okienko, to zbyt ryzykowne, można chybić. Nawet nie pamiętam, że piłka wpadła w okno. Będę musiał obejrzeć powtórkę w telewizji i zobaczyć na chłodno, jak to wyglądało - mówił były piłkarz Cracovii. - Ciężko jest zakładać przed meczem, że się strzeli bramkę. Mi się to udało, na dodatek zaliczyłem asystę. Z tego debiutu mogę być naprawdę zadowolony.

Po transferze z Cracovii do VFL Wolfsburg, na którym Cracovia zarobiła 700 tys. euro, kariera Klicha uległa zahamowaniu. Piłkarz nie zdołał się przebić w Bundeslidze, ciężki reżim treningowy u ówczesnego trenera "Wilków" nie preferującemu futbol techniczny, młodemu Polakowi.

- Treningi u Feliksa Magatha były ciężkie, ale nie nazwałbym ich wyniszczającymi. Za to na pewno brakowało mi rozgrywania meczów i to bardzo. Wiadomo, że piłkarz może sobie trenować ile chce, ale najważniejsze jest ogranie, jakie zyskuje się w meczach. Bez tego nie ma formy. W Wolfsburgu nie grałem, przyjeżdżałem na młodzieżówkę i ten brak gry w klubie był odczuwalny. Teraz wracam do formy i mecze są coraz lepsze. Z meczu na mecz czuję się lepiej - cieszy się ze zwrotu w karierze Klich.

Przed debiutem w wyjściowym składzie seniorskiej reprezentacji Mateusz był podekscytowany. Już podczas treningów wywarł dobre wrażenie na sztabie szkoleniowym. - Przed meczem z Danią nie byłem zestresowany, ale emocje były niemałe. Mimo wszystko na tej kadrze byłem wcześniej tylko raz i przez chwilę, więc fajnie się znaleźć w gronie najlepszych piłkarzy - opowiadał Klich. - Starałem się pokazać w treningach, że zasługuję na to, aby trener dał mi szansę. Dostałem ją, strzeliłem bramkę i tak się odpłaciłem za zaufanie.

Przed meczem trwały dywagacje odnośnie tego, kto zagra w drugiej linii - Mateusz Klich, czy Piotr Zieliński. Tymczasem w drugiej połowie, gdy przyszło ratować wynik, trener Waldemar Fornalik zdecydował się na grę jednym i drugim rozgrywającym.

- Cieszę się z wejścia Piotrka. Dobrze się czuję na boisku, gdy jest więcej partnerów, którzy potrafią grać w piłkę. Piotrek w jakimś stopniu rozruszał naszą grę z przodu. Ja z kolei miałem trochę inne zadania w drugiej połowie. Bardziej defensywne, byłem jednym z dwóch defensywnych i myślę, że wywiązałem się z nich dobrze - uważa Mateusz. - Nie byłem aż tak cofnięty, jak Grzesiek Krychowiak, ale jednak grałem defensywnego. Zresztą w Zwolle też gram na tej pozycji numer "osiem". Całe życie tak gram - łączę zadania defensywne z tymi ofensywnymi. Tak naprawdę łączę pozycję "osiem" z pozycją rozgrywającego - klasyczną "dziesiątką". Ja tak lubię - podłączyć się do ofensywy, ewentualnie dostać piłkę z tyłu i ją rozegrać.

- Prawda jest taka, że im więcej dobrych piłkarzy masz wokół siebie, tym lepiej się gra w piłkę - podkreśla Klich. - W najlepszych drużynach na świecie nie mają kopaczy, tyko świetnych piłkarzy. W kadrze mamy wielu dobrych zawodników i stać nas na jeszcze lepszą grę. Sęk w tym, że musimy więcej potrenować. Ciężko jest spotkać się po raz pierwszy w życiu i po dwóch dniach wspólnych treningów błyszczeć później podczas meczu.

Wszystko na to wskazuje, że Mateusz Klich zapracował na kolejne powołania od Waldemara Fornalika.

Z Gdańska Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL