Mateusz Klich: Chodzi o to, by znaleźć się w Brazylii

Piłkarz PEC Zwolle Mateusz Klich pozostaje optymistą i przed dwoma ostatnimi meczami eliminacji mistrzostw świata wierzy jeszcze w awans Polaków. "Nie chodzi o moje odczucia, ale o to, by się znaleźć w Brazylii" - zaznaczył. W piątek spotkanie z Ukrainą.

Po meczu w Charkowie czeka biało-czerwonych jeszcze starcie na Wembley z Anglią. Dwa zwycięstwa mogą dać drużynie nawet pierwsze miejsce w grupie. 

Reklama

"Czujemy stawkę tych dwóch spotkań. Oczywiście pierwszy, z Ukrainą jest tym najważniejszym. Wiadomo będzie, czy jeszcze o coś gramy, czy możemy się pakować. Każdy zdaje sobie sprawę z tego, jaki to jest mecz" - zaznaczył.

Zgrupowanie, które się zaczęło w Warszawie w poniedziałek, na razie przebiega spokojnie. "Jest normalnie, ale pewnie bliżej meczu będzie presja rosła. W piątek rano to już będą małe nerwy" - przyznał.

Jego zdaniem Polska tworzy dobry zespół, ale czas, by wyeliminować błędy, po których reprezentacja traci bramki. Nie przejmuje się również tym, że biało-czerwoni ostatni mecz na wyjeździe z renomowanym zespołem wygrali w 2006 roku za kadencji Leo Beenhakkera. Wówczas w Brukseli pokonali Belgię 1-0. 

"Każda passa, też ta zła, kiedyś się kończy. Musimy przecież w końcu wygrać na obcym stadionie. Mam nadzieję, że tak będzie właśnie w piątek. Ukraina to nie jest megamocna piłkarsko drużyna. To oczywiście niezły zespół, ale to nie jest Hiszpania. Wiara w sukces jest zatem duża" - podkreślił Klich.

On sam by chciał, by selekcjoner Waldemar Fornalik postawił na dwóch ofensywnych zawodników w przodzie. "To jednak są jego decyzje. Gdy sam dostanę szansę, to będę się starał, ale lepiej byłoby zagrać dwoma ofensywnymi. Nie możemy jednak zapominać o tym, że przede wszystkim nie możemy stracić gola" - ocenił.

23-letni Klich doskonale pamięta jeszcze czasy, kiedy obserwował przed telewizorem mecze Polaków, w których barwach grał Mariusz Lewandowski czy Marcin Wasilewski. Teraz mogą zagrać razem w jednym zespole.

"Pamiętam, jak chłopaki już grali w kadrze, kiedy ja o niej dopiero marzyłem. Na pewno fajnie się z nimi spotkać. To doświadczeni zawodnicy i poza boiskiem ważne, by się dogadywać. Dla mnie wszystko jest ok. Wydaje mi się, że ich doświadczenie może odegrać wielką rolę. Mogą nam tylko pomóc" - uważa.

Klich jest zadowolony, że FIFA zmieniła decyzję i pozwoliła na obecność kibiców na trybunach w meczu w Charkowie.

"Lepiej grać przy pełnym stadionie, nawet jeśli będą to tylko kibice Ukraińców. Wszyscy widzieliśmy, jak ostatnio wyglądał mecz Legii z Apollonem Limassol w Lidze Europejskiej - jak sparing. Ciężko się gra jak jest pusto. Oczywiście fani rywali stworzą piekło, a tej garstki Polaków i tak nie będzie słychać, ale my gramy dla siebie i przede wszystkim jako drużyna musimy pokazać dobry futbol i nie dać rozwinąć skrzydeł rywalom" - dodał.

Spotkanie w Charkowie w piątek o 20.00.

Dowiedz się więcej na temat: Mateusz Klich | Waldemar Fornalik | PEC Zwolle

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje