Reklama

Reklama

Maciej Rybus mógł grać w mistrzu Turcji. "Oferta była na mailu, ale czekałem na Lokomotiw”

Latem miałem ofertę mistrza Turcji, Başakşehiru. Ale w Rosji mam żonę, dwóch synów, mieszkanie, znam język i kulturę, a w klubie mnie szanują. Po co mi zmiany? Szczególnie, że liga rosyjska jest podobna do tureckiej – powiedział Interii obrońca reprezentacji Polski Maciej Rybus. Miesiąc temu Lokomotiw Moskwa poinformował o przedłużeniu kontraktu z 31-letnim zawodnikiem.

Sebastian Staszewski, Interia: - 19 grudnia ogłoszono, że po raz kolejny przedłużyłeś kontrakt z Lokomotiwem Moskwa, tym razem do czerwca 2022 roku...

Maciej Rybus: - Właściwie to umowa przedłużyła się automatycznie. Od lipca miałem w niej zapis, że po rozegraniu 1200 minut nastąpi prolongata o rok. A że jesienią grałem regularnie, to już na początku listopada zapis wszedł w życie. Oficjalna informacja została jednak opublikowana dopiero w grudniu.

Reklama

Nie chciałeś zmienić otoczenia? Kilka miesięcy temu otrzymałeś propozycję mistrza Turcji, Başakşehiru.

- Propozycja była już na mailu, ale do ostatniej chwili czekałem na ofertę Loko. Dlatego nie można powiedzieć, że odrzuciłem możliwość gry w Turcji. Moim priorytetem było po prostu pozostanie w Rosji. Mam tu żonę, dwóch synów, mieszkanie, znam język, w klubie mnie szanują. Po co mi zmiany? Szczególnie, że liga rosyjska jest podobna do tureckiej. Dlatego byłem cierpliwy. Pamiętam, że poleciałem z żoną na krótkie wakacje do Soczi. Dokładnie w tym czasie prezydent Lokomotiwu dowiedział się, że rozmawiam z Başakşehirem i zadzwonił z kontrpropozycją. Szybko wysłali ofertę i od tamtego telefonu dogadaliśmy szczegóły w zaledwie jeden dzień. Szczerze powiem, że nie chciałem zmieniać klubu. Czekanie było nerwowo, bo mogłem zostać na lodzie, ale na szczęście tak się nie stało.

Miałeś inne propozycje?

- Było jeszcze poważne zainteresowanie z Olympiakosu Pireus, ale najkonkretniejszy był Başakşehir.

Wolałeś zostać w Rosji, bo miałeś w pamięci nieudaną przygodę z Olympique Lyon?

- Jeżeli musiałbym zmienić ligę to spakowałbym walizkę i pojechał. Nie wydaje mi się, abym miał problem z aklimatyzacją w Turcji. Ale w Rosji żyję już łącznie osiem lat, czuję się tu niemal jak u siebie.


Od kilku dni jesteście na obozie w Hiszpanii. Jak oceniasz współpracę z Marko Nikoliciem, młodym szkoleniowcem, który kilka miesięcy temu zastąpił legendę Lokomotiwu, 73-letniego Jurija Siomina?

- Marko przyszedł w trudnym, intensywnym momencie. Był już koronawirus. Mieliśmy wtedy cykl: rozruch, mecz, odnowa. W poprzednich latach przyzwyczailiśmy kibiców do dobrych wyników, a ostatni sezon nie był w naszym wykonaniu najlepszy. Dlatego teraz mamy zamiar mocno popracować na zgrupowaniu. Po pierwszych dniach obozu mogę powiedzieć, że praktycznie cały czas trenujemy z piłkami. Wszystkie ćwiczenia i zadania taktyczne robimy z futbolówkami u nogi. Trener zapowiedział nam to zresztą na samym początku. To spora odmiana po tym, co pamiętam na przykład z czasów współpracy z trenerami Stanisławem Czerczesowem i Raszidem Rahimowem. U nich to była gonitwa...

W rosyjskim futbolu następuje więc pokoleniowa wymiana? Stara rosyjska szkoła odchodzi do lamusa?

- Siomin na pewno nie odejdzie na emeryturę, to typ wojownika. Poczeka i pewnie niedługo dostanie jakąś ofertę z ligi rosyjskiej. Natomiast nie zauważyłem, żeby w Rosji zrobił się boom na zagranicznych szkoleniowców. U nas jest Nikolić, Spartak Moskwa ma Domenico Tedesco, w Zenicie był wcześniej Roberto Mancini. Można jeszcze policzyć Wiktora Ganczarenkę z CSKA. Natomiast pojawiło się kilku szkoleniowców z duża karierą piłkarską. W Zenicie jest Siergiej Siemak, Rostów prowadzi Valerij Karpin.

Kolejny sezon w Priemjer-Lidze rozpocznie czterech Polaków. Poza tobą to twój klubowy kpolega Grzegorz Krychowiak, Sebastian Szymański z Dynamo Moskwa i Rafał Augustyniak z Urału Jekaterynburg. Kto jest najlepszy?

- Chyba "Krycha". Od pierwszego treningu było widać, że to świetny piłkarz. Był przecież w wielkich klubach, takich jak Sevilla czy Paris Saint-Germain. Szczególnie dobrze pokazał się na początku, był liderem drużyny. Ostatnio szło mu troszkę gorzej, ale niedługo zespół odzyska balans fizyczny i Grzesiek znów pokaże, co potrafi. Dla mnie to aktualnie jeden z najlepszych pomocników w całych rozgrywkach.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!

A Szymański? Roman Oreszczuk, były piłkarz Legii Warszawa, a obecnie menadżer i ekspert w rosyjskiej telewizji, powiedział Interii, że Szymański niedługo może wyjechać do silnego, zachodniego klubu.

- Zobaczymy. Seba wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie Dynamo, gra regularnie, strzela bramki i notuje asysty. Jego problemem jest jednak to, że jest rzucany z pozycji na pozycję. Raz jest skrzydłowym, raz "ósemką", a raz "dziesiątką". Do pokazania pełni umiejętności potrzebuje stabilizacji.

A co z tobą? Wciąż walczysz o wyjazd na mistrzostwa Europy.

- Na Euro 2012 zagrałem od początku w meczu z Grecją, ale trener Smuda zmienił mnie po czerwonej kartce Wojtka Szczęsnego. Na Euro 2016 nie pojechałem z powodu kontuzji. A Euro 2020 przełożyli... Może to klątwa? A mówiąc poważnie, to mam nadzieję, że pojadę na turniej i zrobimy jakiś fajny wynik. 

Rozmawiał Sebastian Staszewski, Interia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje