Macedonia Płn. - Polska 0-1. Krytykowane Orły mogą jako pierwsze awansować na ME
Nikt nie zaprzeczy, że długimi momentami zęby bolały od nieporadności naszych piłkarzy, ale czy od tego wrażenia ważniejsze nie powinny być fakty: Polska jest pierwszym zespołem na Starym Kontynencie, który po trzech kolejkach eliminacji ma komplet punktów i nie stracił żadnej bramki. Jak tak dalej pójdzie, ekipa Jerzego Brzęczka jako pierwsza awansuje na Euro 2020, choć jest mocno krytykowana nawet po zwycięstwach.

Było grubo po północy, gdy na Arenie Todora Proeskiego, w gronie polskich dziennikarzy analizowaliśmy to spotkanie. Trzeba to przyznać - byliśmy skołowani.
- Ja już nie wiem, co o tym meczu myśleć. Czy bardziej przejmować się, że długimi momentami wyglądaliśmy słabiej na tle Macedończyków, którzy pełnią mniej ważne role w słabszych klubach niż nasi piłkarze. Czy powinniśmy brać pod uwagę wynik, skuteczność zespołu Brzęczka - analizował Mateusz Borek z Polsatu Sport.
Trzeba przyznać, że tak szczelnej defensywy jak w tych eliminacjach nie mieliśmy dawno. Para Kamil Glik - Jan Bednarek radzi sobie coraz lepiej, wbrew upływającym latom zawodnika Monaco. Tomasz Kędziora i Bartosz Bereszyński dzielnie ich wspomagali, nie obijali się na środku Grzegorz Krychowiak z Mateuszem Klichem. Klasę potwierdzał Łukasz Fabiański. W defensywie mieliśmy kolektyw, którego niełatwo przestraszyć.
By uzyskać postęp, musimy zwracać też uwagę na minusy. Biorąc pod uwagę chroniczny brak piłki przy nodze Orłów w ostatnich minutach I połowy i całego meczu, wracały wspomnienia z niesławnego pożegnania z mundialem. O ile na finiszu wygranej 1-0 nad Japonią przeszliśmy do nawałkowego niskiego pressingu, o tyle w Macedonii ten pressing wycofaliśmy pod ziemię, albo schowaliśmy go do piwnicy. Nie było go w ogóle, żadnego doskoku do piłki, agresywnego podejścia pod rywala. Do tych elementów trzeba mieć jednak parę w płucach, której w Skopje naszym zabrakło.
- Nie zamierzam się tłumaczyć gorącą temperaturą. Ona była taka sama dla obu ekip - uciął temat gry w upale Kamil Grosicki. Nasz zespół słaniał się na nogach. "Grosikowi", który skończył rozgrywki ligowe ponad miesiąc temu, nie pomogły nawet indywidualne treningi z fizjologiem kadry Leszkiem Dyją.
Jerzy Brzęczek prowadzi stopniową przebudowę zespołu. Wprowadził nowe ogniwa: Mateusza Klicha, Tomasza Kędziorę, Krzysztofa Piątka i - ze zmiennym szczęściem - Przemysława Frankowskiego. O ile prawoskrzydłowy w listopadowej wyprawie do Portugalii, w ramach Ligi Narodów, był postacią wyróżniającą się pozytywnie, o tyle w Skopje przepadł w pojedynkach z rywalami. Miał ich zwodzić, stwarzać sytuacje, a tymczasem w jednej sytuacji to Eljif Elmas zrobił z piłkarza Chicago Fire wiatrak. Przemek podejmował złe wybory, nie podawał do podążającego za linię obrońców Kędziory.

Skrzydła musimy mieć lepiej rozwinięte niż obecnie. Czy w przyszłości poprawi ich stan Dawid Kownacki z Damianem Kądziorem, który rozwinął się w Dinamie Zagrzeb? A może warto ustawić na flance Arkadiusza Milika, którego w stawienie na mecz z Niemcami, w eliminacjach Euro 2016, było kluczem w budowie tej reprezentacji? To dylematy selekcjonera. Tak samo jak jest nim zdecydowanie, czy powinniśmy grać jednym czy dwoma napastnikami.
Za wzmocnieniem składu ofensywy opowiada się nie tylko prezes PZPN-u Zbigniew Boniek, ale też kapitan "Biało-Czerwonych" - Robert Lewandowski.
- Grając jednym, ciężej nam się utrzymać przy piłce, zagrać do przodu. Szczególnie, jeśli rywal gra trzema środkowymi obrońcami, tak jak to robiła Macedonia. Im częściej atakujemy, tym więcej stwarzamy sytuacji i wtedy mamy też zarazem odciążoną obronę i wzrasta pewność siebie - argumentuje "Lewy".
Można się zastanawiać nad innym zestawieniem środa pola. W odwodzie są przecież: Jacek Góralski, Damian Szymański, Karol Linetty. Sęk w tym, że próby z nimi w składzie już były i nie wypadły nazbyt optymistycznie.
W poniedziałek na PGE Narodowym zmierzymy się z rozpędzonym jak nigdy Izraelem. Jego 3-0 na Łotwie robi wrażenie.
Lewandowski jeszcze przed wyprawą do Skopje apelował do kolegów, by koncentracji i zaangażowania starczyło także na drugie czerwcowe spotkanie. - To dla nas bardzo trudny i bardzo ważny mecz - uważa Robert.
Łukasz Fabiański dodaje: - W kontekście do meczu z Izraelem najważniejsze jest, żeby się dobrze zregenerować.
Odnowa biologiczna na dobre się zaczęła. "Biało-Czerwoni" o godz. 4 rano wrócili do Warszawy. Lądowali w Modlinie, gdyż lotnisko im. Fryderyka Szopena nie przyjmuje lotów po północy.
Za wyjątkiem remisu 1-1 ze Słowenią u siebie w 1. kolejce eliminacji (21 marca) Izrael wszystko wygrywa, a Eran Zahavi strzela gola za golem. W poniedziałek na Narodowym zmierzy się kilku poważnych snajperów. Jeśli "Biało-Czerwoni" zainkasują trzy punkty, drzwi do przyszłorocznych ME uchylą w znacznym stopniu.







