Reklama

Reklama

Łukasz Teodorczyk: Mamy wyjść na boisko i wygrać

- Częściej niż dotychczas będziemy stawiani w roli faworyta - powiedział w rozmowie z Interią napastnik reprezentacji Polski Łukasz Teodorczyk. Niedzielnym meczem z Kazachstanem "Biało-czerwoni" rozpoczynają walkę o awans na mistrzostwa świata w 2018 roku w Rosji. Pojedynek w Astanie (początek godz. 18.00) pokaże stacja Polsat i Polsat Sport.

Reklama

Przeszedł pan z Dynama Kijów do Anderlechtu Bruksela. Pierwsze wrażenie po przeprowadzce do Belgii?

Łukasz Teodorczyk (napastnik reprezentacji Polski i Anderlechtu Bruksela): Znalazłem się bardzo szybko w podstawowym składzie Anderlechtu Bruksela, zresztą po to właśnie tam przyjechałem. Tak naprawdę przed debiutem zaliczyłem dwa treningi. Trener powiedział, że w sumie to nie miałem nawet czasu na to, aby nauczyć się imion kolegów z zespołu i nie może ode mnie wymagać cudów, więc po prostu mam wejść na boisko i robić to, co umiem najlepiej. A miasto? Brukseli nie miałem jeszcze okazji zwiedzić. Na razie mieszkam w hotelu, po powrocie z kadry będę szukał mieszkania.

Długo pan się zastanawiał nad zmianą barw klubowych?

- W Dynamie Kijów brakowało mi grania, "nabijania" minut. Kiedy pojawiła się możliwość przenosin do Belgii nie zastanawiałem się długo. Mój menedżer załatwił transfer błyskawicznie pomimo drobnych problemów.

Jakim cudem, niemal z marszu, zaczął pan strzelać gole?

- W Dynamie Kijów nie grałem tylu minut, ile bym chciał. Pomimo tego nie obrażałem się, tylko ciężko trenowałem. Nie wychodziłem z założenia, że nie muszę się przemęczać, bo i tak wejdę na boisko na kilka minut i dam sobie jakoś radę. Pewnie dlatego po przenosinach do Belgii bylem w dobrej dyspozycji, nie musiałem dochodzić do formy, pracować nad wytrzymałością. To wszystko przywiozłem już z Kijowa.

Legendą Anderlechtu Bruksela jest Marcin Wasilewski. Daje się to odczuć?

- Jasne. Kilka razy pracownicy Anderlechtu pytali mnie, czy znam "Wasyla". Da się to odczuć. Nic dziwnego. Ludzie cenią piłkarzy z charakterem. Mam nadzieję, że też mnie polubią.

Przez dobry występ na Euro 2016 reprezentacja Polski postrzegana jest jako mocna drużyna. Czy w związku z tym w meczu z Kazachstanem spodziewa się pan ciężkiej przeprawy? Rywal podejdzie do zawodów podwójnie zmotywowany?

- Na razie pewne jest to, że częściej niż dotychczas będziemy stawiani w roli faworyta. Kazachstan staje do meczu w roli tego, który nie musi wygrać, tylko może. A my jedziemy do Astany po to, aby pokazać, że to co działo się podczas turnieju we Francji nie było przypadkiem.

Sztuczna murawa nie przeszkodzi wam? Kiedy ostatni raz grał pan na takiej nawierzchni?

- W lidze belgijskiej jedna z drużyn gra na sztucznej nawierzchni i dzięki temu niedawno miałem okazję sprawdzić, jak się kopie piłkę w takich warunkach. Pewne różnice są. Piłka inaczej się zachowuje, powierzchnia jest bardziej tępa. Z tego co zauważyliśmy podczas odpraw meczowych, nawierzchnia na boisku w Kazachstanie nie jest nowa, swoje lata już ma. To dodatkowe minusy. Do tego warunki klimatyczne, długa podróż i zmiana czasu. To są jednak tylko szczegóły. Mamy wyjść na boisko i wygrać. Tyle.

Liczy pan, że wybiegnie chociaż na chwilę na boisko? Konkurencja w ataku jest olbrzymia.

- Skoro zostałem powołany na zgrupowanie i jadę z zespołem do Kazachstanu to dlaczego niby miałbym nie myśleć o grze? Jestem w dobrej dyspozycji, chciałbym się pokazać.

Po ogłoszeniu kadry na mistrzostwa Europy nie miał pan ochoty wyżalić się w mediach, że nie jedzie pan do Francji?

- Absolutnie nie. Dobrze wiedziałem, dlaczego nie otrzymałem powołania od Adama Nawałki. Nie grałem wystarczająco dużo, nie zdobywałem bramek. Nie pokazałem, że jestem gotowy.

Zapraszamy na relację na żywo z meczu Kazachstan - Polska!


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje