Reklama

Reklama

Łukasz Piszczek przeżył ciężkie chwile. Groziła mu długa przerwa

Przez chwilę nad Łukaszem Piszczek zawisło niebezpieczeństwo czarnego scenariusza, ale ciężkie chmury udało się rozgonić. Pechowiec październikowego meczu reprezentacji Polski z Czarnogórą liczył się z myślą, że potrzebna będzie operacja uszkodzonego kolana, ale szczęśliwie obrano metodę leczenia zachowawczego, które aż o połowę skraca okres absencji.

Gdyby zaordynowano operację, awans na mundial w Rosji mógł mieć dla Piszczka słodko-gorzki smak. Z jednej strony 32-latek świętował zakwalifikowanie się do przyszłorocznych mistrzostw świata, po 12 latach przerwy, ale jednocześnie mógł powoli godzić się z myślą, że jego - kluczowego piłkarza w talii selekcjonera Adama Nawałki - prawdopodobnie zabraknie na najważniejszej imprezie piłkarskiej.

Reklama

Taki scenariusz byłby wielce prawdopodobny, gdyby potwierdziły się obawy po bardziej szczegółowych badaniach kolana już w Dortmundzie. To wtedy pojawiła się obawa, że konieczna będzie operacja. O ciężkich chwilach sprzed kilku tygodni, zwłaszcza w sferze mentalnej, Piszczek zdecydował się opowiedzieć w obszernej rozmowie z "Przeglądem Sportowym".

"Ci, którzy widzieli tylko rezonans, skłaniali się ku zabiegowi. Poprosiłem o dodatkową ocenę, dlatego pojechałem do Berlina na konsultację z profesorem, który operował moje lewe biodro, a jest specjalistą również od kolan" - mówi piłkarz.

Po tej wizycie wreszcie mógł wziąć głęboki oddech. "Na szczęście wykluczył taką konieczność" - podkreśla piłkarz Borussii Dortmund.

Zamiast zabiegu chirurgicznego, specjalista zaordynował leczenie zachowawcze naderwanego więzadła pobocznego w kolanie.

Ta forma leczenia drastycznie skraca czas pauzowania Piszczka, o ile w międzyczasie nie pojawią się żadne niepokojące objawy, ani powikłania. Zamiast wykluczenia nawet na pół roku z gry, absencja prawego obrońcy może potrwać tylko trzy miesiące.

Do kontuzji doszło w wyniku nieszczęśliwego zderzenia Piszczka z bramkarzem "Biało-Czerwonych" Wojciechem Szczęsnym, ale defensor nie żywi urazy do rodaka.

"Na wypadek złożyło się kilka błędów. (...) Później napisał SMS-a, że też obejrzał tę akcję i jest mu przykro. Niepotrzebnie. Absolutnie nie mam do niego pretensji" - zaznaczył Piszczek na łamach "PS".

Reprezentant Polski ma wrócić do treningów w połowie grudnia, a na plac gry już z początkiem przyszłego roku.

Art

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje