Ludovic Obraniak. Kto tak naprawdę nie chce pomocnika Bordeaux?

Adam Nawałka i cały PZPN zaczął załatwiać sprawę powrotu do kadry Ludovica Obraniaka tak, żeby za wszelką cenę jej nie załatwić. A tylko udowodnić kibicom, że to piłkarz nie chce grać. Co na tym zyska zespół narodowy?

Nie będę toczył burzliwej debaty, czy pomocnik Bordeaux potrzebny jest reprezentacji Polski. Patrząc na klub, Ligue 1 - czyli pozycję Ludo w klubowej piłce, niewielu jest polskich piłkarzy mających wyższy zawodowy status. Dlatego rozumiem Adama Nawałkę, że chciał odzyskać go dla drużyny, oczywiście sprawdzając wcześniej, w jakiej jest formie. Fizycznej i psychicznej. Pamiętajmy, że rezygnacja z gry u Waldemara Fornalika była dla Ludo czymś traumatycznym.

Reklama

Selekcjoner się zmienił, ale obawiam się, że stosunek PZPN-u do Obraniaka pozostał taki sam. Nawałka skontaktował się z piłkarzem za pośrednictwem szefa mediów Związku, dowiadując się, iż Ludo z przyczyn rodzinnych nie może przyjechać na towarzyskie spotkania ze Słowacją i Irlandią. Ucieszyć to trenera nie mogło, zapewne odebrał tę odpowiedź, jako dalszą część dąsów zawodnika. Gdyby jednak naprawdę zależało mu na odzyskaniu gracza Bordeaux, nie biegłby na skargę do mediów i nie nadawał sprawie rozgłosu.

Wygląda na to, że PZPN Obraniaka w kadrze nie chce, chce tylko mieć czyste ręce. Sprawa jest jednak o tyle złożona, że Ludo zagrał z orłem na piersi już 32 razy. Leo Beenhakker i Franciszek Smuda na niego stawiali, wątpliwości pojawiły się, gdy prezesem PZPN-u został Zbigniew Boniek, który otwarcie krytykował piłkarza jeszcze jako felietonista. Wiceprezes Roman Kosecki nazwał Obraniaka "panienką", zapominając, w jaki sposób sam zakończył przygodę z drużyną narodową. Przypomnę: 11 października 1995 roku w Bratysławie zerwał z siebie koszulkę, za co arbiter wyrzucił go z czerwoną kartką. Polska traciła wtedy resztkę szans na Euro'96 w Anglii.

Rozumiem w jakimś stopniu nonszalancję Bońka - za jego czasów drużyna narodowa była wielka, choć już mundial w Meksyku wskazywał, że idą złe czasy. Złe czasy nadeszły, jednym z ich symboli był Kosecki, który grał w kadrze od 1988 do 1995 roku, czyli w okresie, gdy przegrała kwalifikacje do wszystkich wielkich turniejów. Wiceprezes powinien więc zdawać sobie sprawę, jak trudno osiąga się reprezentacyjny sukces.

Publiczne wystąpienie Bońka z tyradą, że rządzony przez niego Związek nie będzie naturalizował piłkarzy, co znaczy, iż nie skorzysta więcej z takich przypadków jak nieznający polskiego Ludo, też nie mogło wpłynąć dobrze na wzajemne stosunki. Obraniak zaczął czuć się w Polsce niechciany, narastało przekonanie, że robią z niego kozła ofiarnego, na którym skupia się złość i frustracja za wyniki niezgodne z oczekiwaniami. Debata o stanie kadry zmieniła się w debatę o Obraniaku, co, jak zobaczyliśmy po rezultatach kolejnych meczów, miało mały związek z rzeczywistością. 

Zgadzam się, że zawodowy piłkarz to nie "panienka". Trudno wsadzić Obraniaka pod klosz, traktować inaczej, prowadzić przez reprezentacyjną karierę jak rozkapryszone dziecko. U Beenhakkera i Smudy nigdy nie było z nim jednak kłopotów, a więc nie jest to chyba piłkarz o charakterze Maria Balotellego? A jeśli nawet, to rozsądny Cesare Prandelli potrafił okiełznać nawet tak trudnego chłopaka, rozumiejąc, że celem nadrzędnym jest dobro reprezentacji Italii.

Chciałbym, żeby Adam Nawałka postępował tak samo. Jeśli Obraniaka nie potrzebuje, nie musi go powoływać. Ale jeśli uznaje, że gracz Bordeaux mógłby coś wnieść do drużyny, niech działa skutecznie i roztropnie, a nie głośno i bez efektów. Skoro z Obraniakiem umiał dogadać się Smuda, możliwości Nawałki też raczej to nie przekracza, trzeba tylko chcieć czegoś więcej niż udowodnienie kibicom, iż to piłkarz Bordeaux ma złe intencje.

Z wszystkich dotychczasowych działań PZPN pod wodzą Bońka przebija niechętny upór wobec Obraniaka. Czy nowy selekcjoner zechce się wyłamać? Pierwszy krok zrobił taki, jak lojalny pracownik tego Związku. Sprowadzanie sprawy Obraniaka do jego relacji z Bońkiem i Koseckim może okazać się szkodliwe dla drużyny. Tymczasem Nawałkę bardziej niż lojalność w stosunku do prezesów, obowiązuje lojalność w stosunku do barw narodowych. Pozycję selekcjonera wzmacniają nie tyle umizgi wobec pracodawców, co siła budowanej przez niego drużyny.

Dyskutuj z autorem artykułu na jego blogu


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje