Reklama

Reklama

Leo: Team spirit wrócił!

Piwo w kadrze nie jest zakazane, a Ebi Smolarek będzie musiał się jeszcze tłumaczyć za swój niefortunny gest w kierunku selekcjonera - m.in. to wyniknęło z rozmowy dziennikarzy Canalu + z selekcjonerem reprezentacji Polski Leo Beenhakkerem.

Leo był gościem niedzielnego programu "Liga + Extra". DORADŹ LEO KOGO WYBRAĆ NA CZECHY!

- W trakcie meczu z San Marino nie zauważyłem gestu, jaki skierował w kierunku ławki Ebi Smolarek. Kilkakrotnie oglądałem tę sytuację na dvd . Rozmawiałem o tym z Ebim i nadal będę rozmawiał, ale jeśli nawet go powołam na mecz z Czechami, to ta kwestia nie jest zamknięta - podkreślał Leo. Ebi po strzeleniu gola wykonał w kierunku ławki charakterystyczny młynek, sugerujący zmianę. Odniósł się w ten sposób do tego, że w meczu ze Słowenią był rezerwowym i Polakom nie udało się wygrać meczu na inaugurację walki o udział w MŚ 2010 r.

Reklama

Beenhakker dostał też pytanie o to, czy jego kontakty z piłkarzami są wciąż dobre, bo pojawiają się niepokojące sygnały, że może być inaczej. - Interesują się piłką we Francji i tam po mistrzostwach Europy, które były dla nich katastrofalne, przechodzą proces odnawiania drużyny. W takiej sytuacji zawsze trzeba znaleźć nowego kapitana, wicekapitana itd. Tak jak się kupi 20 kurczaków, wrzuci do skrzyni, to zaczynają walczyć ze sobą. Tak samo jest przy budowaniu drużyny, pojawiają się problemy - obrazowo mówił Leo. - Podczas pierwszych dni była niepewność, ale przed San Marino wszystko było w porządku i wspaniale. Rozmawialiśmy ze sobą, obiecaliśmy sobie że wygramy, zdobędziemy trzy punkty. Tak też się stało. Po meczu z San Marino usiedliśmy całą drużyną i piliśmy piwo. Wyobraźcie sobie, że czasem pijemy piwo! Po tym wszystko, co przeszliśmy na obozie przed mecze z San Marino i po nim uważam, że z wieloma zawodnikami osiągnęliśmy bardzo dobry kontakt. Uważam, że duch w drużynie wrócił. I to jest bardzo ważne - tłumaczy Leo Beenhakker.

Holenderski szkoleniowiec odniósł się też do wywiadu Dariusza Dziekanowskiego dla "Dziennika", w którym były asystent Beenhakkera ostro zaatakował trenera bramkarzy reprezentacji Polski Fransa Hoeka. M.inn. o to, że ignoruje polskich członków sztabu trenerskiego, ingeruje w to, co do niego nie należy, jak choćby w wykonywanie stałych fragmentów gry.

- Hoek nie odpowiada za stałe fragmenty gry. To jest totalna bzdura - mówił Leo, który bolał nad tym, co się stało. - Do Euro największymi moimi przyjaciółmi byli Frans i Darek Dziekanowski. Później, podczas turnieju kłóciliśmy się, było napięcie między nami. Uważam, że to było głupie. Rozmawialiśmy ze sobą o tym. Pracowaliśmy wspólnie 24 miesiące i z tych 23 miesiące byliśmy przyjaciółmi. Zdarza się, że w grupie 36 osób kilka się pokłóci. Wiem, że niedobrze, iż to się stało podczas ważnej imprezy. Byłem zdenerwowany tą sytuacją. Z drugiej strony jednak trzeba się szanować i takie sprawy rozwiązywać honorowo. Dogadywać się w swoim gronie, a nie uciekać z problemami do mediów, choć wiem, że to dla nich świetna pożywka.

Beenhakker zaznaczył, że nie zrezygnuje z pracy z Hoekiem, bo to jeden z najlepszych na świecie fachowców od trenowania bramkarzy. Zwrócił też uwagę na to, iż inny szkoleniowiec bramkarzy w kadrze - Andrzej Dawidziuk nie ma problemów ze współpracą z Hoekiem.

DORADŹ LEO KOGO WYBRAĆ NA CZECHY!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL