Reklama

Reklama

Kuszczak: Smuda zbudował atmosferę błyskawicznie

- Powiem szczerze, że tak szybkiego zbudowania atmosfery, jak u trenera Smudy, nie widziałem nigdzie. Po dwóch dniach zgrupowania na treningach śmiechy, zabawy, pełne poświęcenie na boisku, zgranie na murawie i poza nią. O to tutaj chodzi! - podkreślał po wygranej z Kanadą bramkarz Polaków i Manchesteru United Tomasz Kuszczak.

INTERIA.PL: Przełamaliśmy passę czterech przegranych meczów z rzędu, ale cel jest trochę dalej. Jak pan traktuje wygraną z Kanadą?

Reklama

Tomasz Kuszczak, bramkarz reprezentacji Polski i Manchesteru United: - Wygrana najbardziej istotna jest dla dziennikarzy, którzy ostatnio krytykowali nas, że nie dość, że nie możemy wygrać meczu, to jeszcze bramki nie potrafimy strzelić. Dzisiaj dostali i jedno, i drugie. Wiem, że każdy chce dobrego wyniku. W momencie przyjazdu na zgrupowanie było powiedziane jednak, że po pierwsze, pracujemy nad taktyką na treningach i staramy się ją przenosić na boisko podczas meczów. Taka jest kolej rzeczy podczas budowania zespołu. Wiem, że nie tylko dziennikarze, ale też kibice chcą widzieć bramki i zwycięstwa. Dlatego cieszymy się, że dzisiaj im to zapewniliśmy. Będziemy ciągnąć dalej ten wózek w tym właśnie kierunku.

Podoba się panu się atmosfera, jaka panuje w nowej kadrze trenera Smudy?

- Powiem szczerze, że tak szybkiego zbudowania atmosfery nie widziałem nigdzie. Po dwóch dniach zgrupowania na treningach śmiechy, zabawy, pełne poświęcenie na boisku, zgranie na murawie i poza nią. O to tutaj chodzi! Widać, że trener Smuda dobrał dobrą grupę ludzi ambitnych, którzy chcą coś dla polskiej piłki zrobić, na murawie walczyć, oddać serce za reprezentację, a nie tylko na nią przyjeżdżać. Ja jestem Polakiem i miło mi jest wrócić do klubu i się pochwalić tym, że Polska znowu zwycięża i gra dobrze w piłkę.

Która sytuacja była dla pana najtrudniejsza w meczu z Kanadą?

- Graliśmy nieźle jako zespół, ale trochę miałem pracy. Interweniowałem w sytuacji sam na sam, ale była też jedna wrzutka, która przy silnie wiejącym wietrze okazała się być strzałem. Udało się piłkę wybić na róg. Grunt, że nie puściłem nic. Starałem się grać odważnie, często wychodziłem z bramki, wspomagałem defensywę. Rywal miał jednego wysokiego napastnika, więc musiałem być aktywny na przedpolu. Im częściej wychodzę do dośrodkowań i je wyłapuję, tym lepiej dla zespołu.

Czuje pan oddech Wojtka Szczęsnego na plecach?

- Nie tylko Wojtka, ale wszystkich bramkarzy. Wojtek jest świetnym, młodym talentem i będzie chciał przekonać trenera do siebie. Ale liczymy się nie tylko my, dobrych bramkarzy w Polsce nie brakuje. Konkurencja nigdy nie śpi. Muszę wyjść z konfrontacji z nią obronną ręką. Chcę być w reprezentacji Polski na stałe.

Kiedy pan zacznie bronić w Manchesterze?

- Wszystko zależy od trenera Fergusona, ale ja jestem dobrej myśli. Miałem wejść do bramki już w meczu Ligi Mistrzów z CSKA Moskwa, ale się nie udało. Dlatego z niecierpliwością będę czekał na ten kolejny, z Besiktasem. Przyjazd na zgrupowania reprezentacji i gra w niej może się okazać dla mnie przepustką do gry w klubie. Liczę na to, że trener w końcu mi zaufa i powie: "Tomek, pora na ciebie". Ogólnie Sir Alex mi ufa, ale mam nadzieję, że teraz da mi szansę grania regularnie, bo jestem bramkarzem, na którego warto postawić.

A nie zaszkodziła panu publiczna krytyka Edwina van der Sara?

- To ni była krytyka, tylko żart, który został wyolbrzymiony. Krytyka pod adresem moich kolegów z zespołu nie jest w moim stylu. Gdybym sobie na nią pozwolił, to klub by mnie ukarał, a nic się takiego nie stało. Nie tylko Edwin, ale też Ben są moimi kolegami i szanujemy się, a nie krytykujemy.

Rozmawiał w Bydgoszczy: Michał Białoński

CZYTAJ TAKŻE

"Orły" Franza zdominowały i ograły Kanadę!

Najlepsi Dudka i Sadlok! Tak grały "Orły"!

Franz: Będę ich holował, bo potrafią grać!

Stary, dobry "Kosa": Kiedy wyglądałem źle?

Dudka: Od wyniku ważniejszy jest styl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama