Reklama

Reklama

Koronawirus w sporcie. Wojciech Kowalczyk alarmuje: Zarażą rodziców i kolegów!

​W ramach łagodzenia obostrzeń związanych z walką z pandemią, od poniedziałku rząd zezwolił na dostęp do lasów i parków. Premier Mateusz Morawiecki i minister zdrowia Łukasz Szumowski apelowali o rozsądne z nich korzystanie, ale nie wszyscy posłuchali, na co zwrócił uwagę wicemistrz olimpijski z Barcelony Wojciech Kowalczyk.

- Po pierwsze, od 20 kwietnia otwieramy dostęp do lasów i parków. Przy czym nie traktujmy tego jako zaproszenia do niekontrolowanej rekreacji, do bardzo szerokich wyjść, to ma być zwiększony komfort zdrowia psychicznego dla ludzi i tak do tego podchodzimy - apelował premier Morawiecki.

Reklama

Okazuje się, że zmęczeni kilkutygodniowym zamknięciem w domach Polacy natychmiast ruszyli na spacery i przebieżki w terenach zielonych. Niestety, często uczynili to niemal tłumnie. Przykuło to uwagę byłego napastnika, a obecnie kontrowersyjnego komentatora wydarzeń nie tylko sportowych - Wojciecha Kowalczyka. Popularny "Kowal", choć piłkarska kariera rzuciła go raz do Hiszpanii, a drugim razem na Cypr, pozostał wierny stolicy, a dokładniej dzielnicy Bródno. Uważnie śledzi jej losy, jest jej słynnym mieszkańcem. Oto, co zauważył pierwszego dnia po zniesieniu zakazu wstępu do parków i lasów:

"Park Bródnowski wygląda jak jedna wielka impreza. Dzieci wrócą z parku do domu i zarażą rodziców, rodzice jak pracują, to zarażą kolegów i koleżanki z pracy. Jak inne parki w Polsce?"  - napisał na Twitterze.

"Najbardziej niebezpieczni ludzie na świecie, czyli młodzież w wieku 16 lat i wyżej dostali wolne parki." - dodał później.

Na pewno nie można powiedzieć, że "Kowal" nie ma racji. Spacerować, biegać można przecież w miejscach, w których nie roi się od ludzi. Koronawirus przecież nie odpuszcza.



MB

Dowiedz się więcej na temat: Wojciech Kowalczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje