Reklama

Reklama

Kontuzjogenny wyjazd do Korei Płd.i powrót gorącej debaty

Zbigniew Boniek ma rację - gra w reprezentacji Polski powinna być wielkim honorem dla każdego piłkarza. Tymczasem rzeczywistość jest brutalna. Z Białym Orłem na piersi grają dziś zawodnicy, którzy w dzieciństwie marzyli o grze dla Niemiec, czy Francji.

Zbigniew Boniek napisał niesamowicie ważny tekst o naturalizowanych na gwałt piłkarzach dla naszej reprezentacji. Można się z Zibim zgadzać, można się nie zgadzać, ale obok jego analizy nie można przejść obojętnie. Boniek dotyka sedna, opisując, co leży u podstaw chęci gry w reprezentacji. Jako były wybitny reprezentant Polski wie dokładnie, o czym mówi. "Gdy następuje pierwsze powołanie, człowiek jest dumny z samego siebie. Dumni są rodzice, dziadkowie, koledzy, narzeczona, czy żona. Piłkarz łapie się czasem na tym, że patrzy w lustro i śpiewa Mazurka Dąbrowskiego. OK, tak może być, albo podobnie, po naniesieniu drobnych poprawek. To taka prywatna próba generalna. Kto jej nie zrobił, niech podniesie rękę. Ja robiłem to zawsze!" - to wielki fragment! Człowiek, który na mundialu w Hiszpanii strzelił hat-tricka w meczu z Belgią i dokonał wielu innych rzeczy, przyznaje się, że gra w kadrze była dla niego takim honorem, że przed lustrem ćwiczył nasz hymn! To wielka sprawa pokazująca wielki wpływ sportu na mentalność człowieka.

Reklama

Kto ma grać, a kto nie? Trudno o sztywną zasadę

Bońkowi i mi również nie podoba się, że dzisiaj gra w reprezentacji postrzegana jest przez pryzmat pieniądza. Zibi zastanawia się, czy Olisadebe, Roger Guerreiro, Boenisch, Matuszczyk, Polanski, Obraniak, Perquis marzyli w dzieciństwie o grze z Orłem na piersi. Rzecz jasna, że nie mogli marzyć, bo nie przyszło im to do głowy. Sugeruje, że teraz przystali na to ze względu na korzyści finansowe. Można się kłócić, czy chodziło im bardziej o promocję na dużej imprezie, jaką będzie Euro 2012, ale fakt - na końcu z nią zawsze wiążą się niemałe wpływy.

Musimy jednak pamiętać, że zarzucając każdemu nowemu Polakowi merkantylizm, możemy niektórych niesłusznie zranić. Miałem okazję rozmawiać niedawno z Maorem Meliksonem o jego planach gry dla "Biało-czerwonych". Ubodła go nagonka na jego osobę, jaka wywiązała się w polskich i izraelskich mediach. W Izraelu przypomnieli sobie o Maorze dopiero wtedy, gdy wybił się w Wiśle i pojawiły się głosy - m.in. Zbigniewa Bońka, by powołać go do kadry Polski. Gdy w końcu Franciszek Smuda z Grzegorzem Latą zamierzali to zrobić, podniosły się głosy, że to chłodna kalkulacja Meliksona i jego menedżera, związana z pieniędzmi i faktem, że Izrael stracił szanse na awans na Euro 2012. - Jakoś nikt nie pomyślał, że może postanowiłem grać dla Polski dlatego, że dobrze się tu czuję, bo ludzie mnie akceptują, cieszy ich moja gra, a to mnie napędza i wcale nie mam na uwadze pieniędzy, jakie mogą się wiązać z grą w reprezentacji Polski, a więc kraju mojej mamy - argumentował żywo gestykulując Maor Melikson.

Widać z tego, że Zibi ma rację, ale i Meliksonowi nie można jej odmówić. Trudno zatem będzie wprowadzić jakąś sztywną zasadę - tych możemy powoływać, a tych już nie. Każdy przypadek rozpatrywałbym indywidualnie. Kapitan reprezentacji Polski, Jakub Błaszczykowski apeluje, by przy powoływaniu do kadry nowy Polaków kierować się tym, czy mają oni polskie korzenie. W tej sytuacji Kuba zamyka drogę do "Biało-czerwonych" nie tylko Rogerowi, ale też Manuelowi Arboledzie. Polskie pochodzenie i wysoka klasa sportowa nie są dla mnie wystarczającymi wyznacznikami reprezentanta Polski. Piłkarz grający z Białym Orłem na piersi powinien też biegle mówić po polsku, a tego nie potrafią Ludovic Obraniak, ani Damien Perquis. Deklasuje ich w tym względzie chociażby reprezentant .... Niemiec, Lukas Podolski, a to trochę źle świadczy o naszych reprezentantach.

Może przejść do historii - doznał kontuzji siedząc na ławie

Trzech ważnych piłkarzy reprezentacji Polski, przed odlotem do Korei Płd., nagle doznało kontuzji. Wojciech Szczęsny, Łukasz Piszczek i Ludovic Obraniak nie jadą z reprezentacją Polski do Korei Płd. Zgłosili kontuzje, choć nie mieli ich kończąc mecze ligowe. Nie chcę zasugerować, że symulują, bo nie mam takich przesłanek, ale wszystko to wygląda dziwnie. Obraniak może przejść do historii, jako pierwszy piłkarz, który doznał kontuzji siedząc na ławce rezerwowych.

Selekcjoner Orłów, Franciszek Smuda na każdym kroku podkreślał wagę spotkania z Koreańczykami. - To mocny, klasowy zespół. Gier z takimi potrzebujemy - dowodził. Teraz będzie musiał sobie poradzić bez trzech ważnych piłkarzy, a przecież wciąż nie może liczyć na dochodzącego do siebie po kontuzji Sebastiana Boenischa, zatem w Seulu zabraknie nam czterech ważnych ogniw. Wobec tych uszczerbków, wartość tego sprawdzianu maleje, chyba że Smuda potraktuje go, jako przegląd zaplecza.

Spośród kontuzjowanych najbardziej szkoda Obraniaka, który mógłby sobie pograć przynajmniej w reprezentacji, skoro trener Lille Rudi Garcia nie stawia na niego zbyt często.

Dowiedz się więcej na temat: Zbigniew Boniek | Franciszek Smuda | reprezentacja Polski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje