Reklama

Reklama

Kontuzja Lewandowskiego. Kowalczyk miał podobną: Robert sobie poradzi

Z powodu kontuzji kości piszczelowej Roberta Lewandowskiego czeka przerwa w grze co najmniej do kwietnia. Okazuje się, że podobny uraz miał Wojciech Kowalczyk. - Okazuje się, że z takim urazem można dokończyć mecz i dopiero później, gdy opadną emocje czujesz ból. Ten miesiąc pauzy nie powinien wpłynąć na dyspozycję Roberta - powiedział popularny "Kowal" w programie "Stan Futbolu" na antenie TVP Sport.

Robert Lewandowski doznał urazu w I połowie meczu Ligi Mistrzów z Chelsea w Londynie, którego był największą gwiazdą - wypracował dwie bramki, a trzecią strzeli. "Lewy" dograł do końca i dopiero po powrocie do Niemiec zaczął doskwierać mu ból w nodze. Okazało się, że złamania krawędzi piszczeli w okolicy lewego kolana.

Kłopoty z piszczelą miał też Wojciech Kowalczyk. Kontuzji tej doznał 7 października 1997 r. w wyjazdowym starciu z Mołdawią, w ramach eliminacji MŚ, jakie wygraliśmy 3-0, po hat-tricku Andrzeja Juskowiaka.

- Tym meczem, za kadencji Janusza Wójcika, kończyliśmy nieudane eliminacje. Trzy dni później graliśmy w Gruzji, a ja w ogóle nie mogłem chodzić. Pojechaliśmy na prześwietlenie. Ono nic nie wykazało - opowiadał Kowalczyk. 

Reklama

Co ciekawe, kłopoty z właściwą diagnozą urazu mieli również Hiszpanie.

- Wróciłem do Hiszpanii. W Betisie po jednym treningu musiałem przez trzy dni pauzować. Hiszpanie robili większe i lepsze badania - nic nie wykryli. Zimą przeszedłem na wypożyczenie do Las Palmas i dopiero tam wykryli lekkie pękniecie kości piszczelowej wzdłuż - dodaje. 

- W Las Palmas stwierdzili tak: "No dobra, w takim razie nie wypożyczamy cię na pół roku, tylko na półtora i my cię wyleczymy". Problemem było to, że w tamtych czasach nawet w Sewilli nie potrafili tego wykryć. To, że sztab medyczny reprezentacji Polski w Gruzji, wyobrażacie sobie ten przedwojenny szpital w Tbilisi z tym aparatem rentgenowskim, nie dziwi. Ale nawet w Betisie tego nie wykryli, dopiero lekarze na Wyspach Kanaryjskich z diagnozą sobie poradzili - mówi Kowalczyk. 

- W dzisiejszych czasach u Roberta z wykryciem poradzili sobie szybko. Okazuje się, że z takim urazem można dokończyć mecz i dopiero później, gdy opadną emocje czujesz ból. Ten miesiąc pauzy nie powinien wpłynąć na dyspozycję Roberta - uważa srebrny medalista IO w Barcelonie.

Na 99 procent "Lewy" opuści zaplanowane na koniec marca zgrupowanie reprezentacji Polski, w związku z meczami towarzyskimi z Finlandią (27 marca we Wrocławiu) i Ukrainą (31 marca w Chorzowie).

MiKi

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje