Reklama

Reklama

Kołtoń i jego dzieło "Zibi, czyli Boniek". Nowa lektura obowiązkowa

​Dziś wydaje nam się, że nie ma nic łatwiejszego niż być Bońkiem. Masz odpowiednie geny, talent, dokładasz do tego wytężoną pracę, więc sukcesy przychodzą same. Nic bardziej błędnego. Drogę na szczyt trzeba sobie wydrapać, wytargać, wykopać, co świetnie udokumentował Roman Kołtoń na 800 stronach biografii "Zibi, czyli Boniek".

Książek o Zbigniewie Bońku powstało już kilka. W Polsce ("Prosto z Juventusu" Andrzeja Persona, "Na polu karnym" Krzysztofa Wągrodzkiego) i we Włoszech ("Boniek, la furia dell’Est" Bruno Bernardiego, czy "Il grande Boniek: Zibi re di couri" Marco Bernardiego i Darwina Pastorina). Kołtoń deklasuje jednak wcześniejsze pozycje. Nie tylko ogromem materiałów, ale też dokumentacją tekstową i zdjęciową.

Reklama

Z jego pozycji uzyskujemy obraz sportowego i społecznego życia w PRL-u. Zarówno w epoce Edwarda Gierka, jak i Wojciecha Jaruzelskiego z wprowadzonym przez niego stanem wojennym. Widzimy niemal dzień po dniu, mecz po meczu, gol po golu krętą i koniec końców zwycięską ścieżkę Bońka.

Kołtoń dotarł do faktów i do ich interpretacji w tamtych czasach. Dotarł do świadków. Widzimy scysję młodego Zbyszka z legendarnym Zdzisławem Krzyszkowiakiem, w efekcie której Boniek wkrótce przeniesie się do Widzewa. Dowiadujemy się dlaczego akurat tam, a nie do Ruchu, który również zabiegał o talent wszech czasów z Bydgoszczy.

Red. Kołtoń nigdy nie krył sympatii do Bońka-piłkarza i Bońka-prezesa, wbrew temu nie unika tematów dla niego niewygodnych. Boiskowych scysji, oskarżeń o rzekome sprzedanie meczu Pogoń - Widzew, co zarzuca Zibiemu Mirosław Tłokiński, wojen z PZPN-em, afery na Okęciu, słownych przepychanek z właścicielem Juventusu Giannim Agnelim, kopnięcia ze złością piłki w kierunku zmieniającego go trenera Giovanniego Trapattoniego i wielu innych. Autor punktuje mecze i stadiony, na których Boniek słyszy wyzwiska "ruda małpa", przypomina kulisy wejścia do studia telewizyjnego w koszulce CCCP, podczas MŚ 1982 r. Wszystko obiektywnie przedstawione, bez malowania laurki bohaterowi.

Dziennikarz wyjaśnia też, jakim cudem dzisiejszemu szefowi PZPN-u udało się zyskać zielone światło na wyjazd z Polski na długo przed ukończeniem 30., na którą to barierę musieli czekać choćby Kazimierz Deyna, Grzegorz Lato, Jan Tomaszewski, Jerzy Gorgoń czy Antoni Szymanowski. Na dodatek Bońkowi eskapada na Zachód, gdzie zarabiało się w dolarach, udała się w środku stanu wojennego.

Kołtoń dotarł do wielu cennych świadków. Przy współpracy z Marcinem Lepą z Polsatu Sport udało mu się namówić na wywiad, na potrzeby biografii, syna właściciela Romy Dino Violego - Ettora. Dowiadujemy się z niego m.in., że na negocjacje z klubem z Wiecznego Miasta Zibi dotarł czarnym ferrari, pożyczonym od ... Michela Platiniego. By skrócić czas przejazdu 400 km, jakie dzielą Rzym z Turynem.

Kliknij i czytaj dalej na drugiej stronie!

Dowiedz się więcej na temat: Roman Kołtoń | Zbigniew Boniek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje