Kolejne "gromy" spadają na kadrę. "Niewiarygodne, co pokazuje. Nie wiadomo, o co chodzi"
Porażki reprezentacji Polski zawsze powodują duże medialne echo, zwłaszcza jeśli są tak bolesne i pozbawione nadziei jak ta niedzielna 0:2 z Albanią w Tiranie. "Orły" Fernando Santosa oddały tylko jeden celny strzał, po raz kolejny nie pokazując żadnego ciekawego pomysłu na konstrukcję akcji ofensywnych. Henryk Kasperczak w rozmowie z Polską Agencją Prasową był wyraźnie poruszony dyspozycją "Biało-Czerwonych". - To niewiarygodne, co oni pokazują na boisku. Nie wiadomo o co chodzi tej drużynie - powiedział.

Reprezentacja Polski przegrała z Albanią w Tiranie 0:2, czym utrudniła sobie walkę o bezpośredni awans na mistrzostwa Europy w Niemczech. W tabeli grupy wyprzedzają ją trzy zespoły, a bilety otrzymują dwa zespoły. "Biało-Czerwoni" mają oczywiście furtkę bezpieczeństwa w postaci marcowych barażów, ale z pewnością nikt nie chciałby przeciągać kwestii zakwalifikowania się aż do wiosny.
Nie wszyscy krytykują jednak zespół i Fernando Santosa. W tym gronie jest Antoni Piechniczek. - Do straty pierwszego gola panowaliśmy na boisku, skracaliśmy grę, dobrze się przemieszczaliśmy, blokowaliśmy. Kosztowało to dużo wysiłku, ale było 0:0 i wierzyliśmy, że prędzej czy później gol padnie. Tymczasem rywalowi wyszedł strzał życia. Być może przebieg spotkania byłby inny, gdyby została uznana bramka zdobyta przez nas - powiedział Polskiej Agencji Prasowej.
Henryk Kasperczak o powrocie Krychowiaka i Grosickiego do kadry: "Co to są za decyzje?"
Wypowiedzi PAP udzielił także inny znany trener, Henryk Kasperczak. Jego opinie są wprost przeciwne do tych formułowanych przez Piechniczka. Były selekcjoner Tunezji, Mali czy Senegalu stanowczo ocenił postawę "Orłów" na Air Albania Stadium.
Zwycięstwo sprawiałoby, że awansowalibyśmy na pierwsze miejsce w tabeli i wszystko zależałoby od nas, a teraz jesteśmy bardzo uzależnieni od innych wyników. Ale jak mogło być lepiej, skoro w grze nie ma żadnego stylu? Nasze ataki nie przynoszą żadnego efektu, a po pierwszej straconej bramce stanęliśmy w miejscu. Nie było żadnej reakcji. Albania przyjęła bardzo prostą taktykę: wiedziała, że Polacy są groźniejsi w kontratakach, więc dobrze się przed tym zabezpieczyła. Ona w zasadzie grała to, co my potrafimy najlepiej
Zdaniem 77-latka główną winę ponoszą piłkarze, a nie selekcjoner. - Ta generacja, która awansowała co ćwierćfinału mistrzostw Europy w 2016 roku już odchodzi. Zastało jeszcze kilku ważnych piłkarzy, ale już są coraz mniej ważni, ale młodzi nie nadążają. Nie mamy dobrego zespołu. To że nasza reprezentacja osiąga ostatnio tak kiepskie wyniki jest wielką winą zawodników. To niewiarygodne, co oni pokazują na boisku. Nie wiadomo o co chodzi tej drużynie - stwierdził ostro. Nie jest jednak również obrońcą Santosa.
Selekcjoner nie może tak długo szukać rozwiązań. Odstawił Krychowiaka i Grosickiego, a potem do nich wrócił. Przecież gdyby nie porażka w czerwcu z Mołdawią, to ci piłkarze nie dostaliby powołania. Co to są za decyzje? Sukcesy zazwyczaj odnosiły te drużyny, które miała stabilny skład, a tu co mecz, to zmiany. Cały czas coś się dzieje, a nie ma zespołu
Na końcu porównał sytuację polskiej piłki do tej portugalskiej lub francuskiej. Mistrzowie Europy sprzed siedmiu lat pod batutą Roberto Martineza wygrali wszystkie z pięciu meczów, a nad Sekwaną trener Didier Deschamps może wybierać z trzech-czterech zawodników na każdej pozycji. Zdaniem Kasperczaka dysproporcje w poziomie gry nie stworzyły się przez mniejsze "stężenie" talentu u naszych juniorów i ich trenerów, lecz przez zbyt słaby nacisk na infrastrukturę szkoleniową i struktury.
Zobacz również:











