Reklama

Reklama

Kogo denerwują sukcesy Roberta Lewandowskiego?

Gdy jakiś Polak odniesie światowy sukces, to jedni pogratulują i przyklasną, ale znajdzie się niezwłocznie równie liczne grono zawistników (w nowomowie "hejterów"), którzy będą osiągnięcie deprecjonować. Pokazuje to przypadek Roberta Lewandowskiego.

"Wy ciągle o tym Lewandowskim", "Za chwilę Robert z lodówki wyskoczy", "Nie przesadzajcie z tym ‘Lewym’. "Strzela, bo ma świetnych partnerów, podają mu na pustą bramkę" - słychać tu i ówdzie.

Nawet wśród Niemców nie ma sporu - Lewandowski to jeden z najlepszych napastników świata, który jest ważnym ogniwem w jednym z trzech-czterech największych klubów na Ziemi. Tak efektownie i efektywnie jak Bayern nie gra dzisiaj ani Real, ani Barcelona, nie mówiąc już o chwiejnych formą sportową potentatach z Premier League. Dość powiedzieć, że ekipa Guardioli pobiła rekord najlepszego otwarcia sezonu z czasów Juppa Heynckesa - w sezonie 2012/2013 w pierwszych siedmiu meczach zdobył 21 pkt z bilansem +19 goli. Teraz ten bilans był o jednego gola lepszy (+20), a po ośmiu kolejkach jest jeszcze bardziej niewiarygodny - komplet punktów i 24 bramki na plusie.

Reklama

Wyliczankę można kontynuować - Bawarczycy w drugich połowach mają piorunujący stosunek 22 bramek zdobytych, bez choćby jednej straconej!

Żaden obcokrajowiec w 52-letniej historii Bundesligi nie strzelił 100 goli tak szybko jak "Lewy" - na początku 168. występu. Szybciej setkę osiągnęło tylko sześciu Niemców, w tym Gerd Mueller. A słabi obcokrajowcy w Niemczech nie grali i nie grają. Jeśli chodzi o napastników, to wystarczy przypomnieć kilka nazwisk: Roy Makaay, Giovane Elber, Luca Toni, Ailton, Claudio Pizarro, Mario Mandżukić.

Ze średnią 0,61 gola na mecz Robert ustępuje tylko dwóm ludziom - Gerdowi Muellerowi (0,81) i gwieździe Borussii Dortmund z lat 60. Lotharowi Emmerichowi (0,64).

Jeżeli liczby was nie przekonują co do faktu, jakiego Polsce udało się wypuścić na świat piłkarza, niech to zrobi "Der Kaiser" Franz Beckenbauer. W programie telewizji Sky Bundesliga o nazwie "Die Fussballdebatte" jednym z tematów wiodących było ewentualne umiejscowienie w składzie tak znakomicie grającego Bayernu Francka Ribery’egoArjena Robbena po ich powrocie po kontuzji. Kogo zdjąć, bo przecież nie Douglasa Costę, który zalicza asystę za asystą i wkręca rywali w ziemię? W pewnym momencie debaty Beckenbauer powiedział: "Robben napędza drużynę i napędza, ale Lewandowski jest lepszym piłkarzem".

Nie sądzę, by wszyscy w Polsce zgodzili się z tą tezą wielkiego Franza, którego opinie w Niemczech są wykładnią.

"Lewy" z 10 golami w siedmiu meczach Bundesligi wyrównał rekordy Gerda Muellera z sezonów 1968/69 i 1977/78. Nikt oprócz tej wielkiej dwójki nie dobił do "dychy" równie szybko.

Polak z siedmioma golami strzelonymi z rzędu w Bundeslidze dla monachijczyków zanotował kolejne historyczne osiągnięcie. Poza Lewandowskim udało się to tylko G. Muellerowi w maju 1973 roku.

Niemcom imponuje nie tylko skuteczność, ale też skromność i prostota Lewandowskiego.

- Strzelanie goli jest moją pracą, w ten sposób pomagam drużynie - podkreśla Robert, a "Bayern Magazin" wybija to w wywiadzie tygodnia.

I faktycznie, Robert ma ten dar boży, który powoduje, że trafianie do siatki przychodzi mu łatwiej niż udzielanie wywiadów, co i tak robi należycie.

Zbyt wielu mamy piłkarzy, których cenimy za mądre wypowiedzi, a nie za mądrą grę.

Najważniejsze, że jedna rzecz nas teraz połączy - reprezentacja Polski. Każdy Polak, na czele z Lewandowskim liczy na to, że fantastyczna seria strzelecka "Lewego" będzie trwała także w dwumeczu ze Szkocją i Irlandią!

Korespondencja z Monachium

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy