Reklama

Reklama

Kluczowa decyzja w historii polskiej piłki. 50 lat temu Kazimierz Górski został selekcjonerem

Dokładnie 50 lat temu, 1 grudnia 1970 roku selekcjonerem reprezentacji Polski mianowany został Kazimierz Górski. Choć lata jego pracy usłane są sukcesami, początkowo niewiele wskazywało na to, by drużyna którą przejmował mogła nawiązać walkę ze światowymi potęgami i zapisać się w historii jako "Orły Górskiego".

Po nieudanych dla naszej reprezentacji eliminacjach mistrzostw świata 1970 (Polska zajęła w nich drugie miejsce, ustępując Bułgarii) i niezłych, lecz pozbawionych błysku późniejszych meczach władze PZPN podjęły decyzję o rozstaniu z dotychczasowym trenerem, Ryszardem Koncewiczem. Stery kadry powierzono pracującemu dotychczas z reprezentacją U-23 Kazimierzowi Górskiemu. Nowy selekcjoner przejmował zespół. który rozpoczął już walkę w eliminacjach mistrzostw Europy, a w perspektywie miał m.in. bój o udział w igrzyskach olimpijskich w Monachium oraz odbywającym się dwa lata po nich (1974) mundialu w RFN.

Reklama

W nieco ponad dwa lata Górski zdołał odbudować kadrę i tchnąć w nią nowego ducha. Znacząco odmłodził zespół, którego kluczowymi ogniwami stali się Kazimierz Deyna i Grzegorz Lato. W 1972 roku jego zespół wywalczył złoty medal igrzysk, a marsz po złoty medal wyglądał niezwykle imponująco. Jego Orły pokonywały kolejno: Kolumbię (5:1), Ghanę (4:0) i NRD (2:1). Maszyna wyhamowała na moment, remisując z Danią (1:1), lecz triumfy nad ZSRR (2:1) i Maroko (5:0) otworzyły drogę do finału. W nim, dzięki dwóm bramkom Kazimierza Deyny pokonaliśmy Węgry 2:1 i mogliśmy się cieszyć z największego sukcesu w ówczesnej historii naszej piłki.

Jeszcze bardziej efektowny był jednak występ Polaków w odbywających się dwa lata później mistrzostwach świata. Już same okoliczności wywalczenia awansu na tę imprezę i odprawienie w eliminacjach z kwitkiem Anglików (po pamiętnym, dramatycznym meczu na Wembley) pokazywały, że z naszą kadrą trzeba będzie się liczyć. Mundial był jednak w jej wykonaniu absolutnym popisem. Pokonanie w fazie grupowej Argentyny (3:2) i Włoch (2:1) oraz "rozdzielające" te dwa sukcesy rozbicie Haiti (7:0) sprawiły, ze o występach Orłów mówił cały świat. Dwa kolejne zwycięstwa - już w drugiej fazie turnieju, nad Szwecją (1:0) i Jugosławią (2:1) sprawiły, że awans do finału był już tylko o krok. Niestety, pamiętny "mecz na wodzie" przeciwko RFN, przegrany 0:1 odebrał szanse na walkę o złoto. W boju o trzecie miejsce drużyna pokonała jednak Brazylię (1:0) i cieszyć się mogła ze srebrnych medali, które wówczas przyznawano za trzecie miejsce.

Zdobycie krążka i kolejny w ciągu zaledwie dwóch lat gigantyczny sukces sprawiły, że poprzeczka oczekiwań względem kadry powędrowała zdecydowanie wyżej. Powszechnie liczono, że drużyna wywalczy - po raz pierwszy w historii - awans na mistrzostwa Europy. Zabrakło niewiele - Polacy zajęli w grupie drugie miejsce, ustępując jedynie Holandii, która wywalczyła taką samą liczbę punktów (8). Rezultat ten uznano za rozczarowanie, podobnie jak wywalczenie w 1976 roku "tylko" srebrnego medalu igrzysk olimpijskich po porażce w finale z NRD (1:3). To właśnie po tym turnieju Górski podał się do dymisji. Zastąpił go Jacek Gmoch.

Pod wodzą Górskiego reprezentacja Polski rozegrała łącznie 68 spotkań, z których wygrała 37, 12 zremisowała a 19 przegrała. Po zakończeniu pracy z kadrą wyjechał on do Grecji, gdzie prowadził między innymi Panathinaikos i Olympiakos. Po zakończeniu pracy trenerskiej wrócił do Polski, zasiadał we władzach PZPN, a od 1995 roku był honorowym prezesem związku.

Dowiedz się więcej na temat: Kazimierz Górski | reprezentacja Polski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje