Reklama

Reklama

Kapitan Orłów w wielkiej formie, rodzi się zespół na ME

Co tak naprawdę wynika z meczu towarzyskiego Polska - Argentyna (2-1)? Piłkarze z pewnością dowiedli, że wieści o fatalnej atmosferze panującej w ich kadrze, są wyssane z palca. Przede wszystkim tworzyli zespół, może jeszcze nie najlepiej zgrany, ale jednak zespół. Ważne też, że kapitan reprezentacji Jakub Błaszczykowski odzyskuje dawny błysk.

Pewnie brakuje w nim pozytywnie zakręconych, dobrych duchów klasy Kamila Kosowskiego, który cementował szatnię Wisły, czy Jacka Bąka, który wodził rej przez lata w reprezentacji.

Oni rozumieją się w ciemno

Sporym plusem jest akcja, jaką z Kubą Błaszczykowskim przeprowadził Paweł Brożek. "Brozio" może naciskać na pozycję Roberta Lewandowskiego, który jest na razie numerem "jeden" wśród atakujących "Biało-czerwonych". "Lewy" potrafi w pojedynkę przesądzić o zwycięstwie, co pokazał chociażby w meczu z Norwegią. Miewa jednak słabsze momenty, w których zawodzi go skuteczność.

Poza tym Brożek z Błaszczykowskim rozumieją się w ciemno, czego nie da się powiedzieć o duecie Kuba - Lewandowski. Obaj wprawdzie grają w Borussii, ale nieczęsto się zdarza, że w tym samym czasie przebywają na boisku i występują na swych nominalnych pozycjach. Robert sporo czasu spędził na murawie jako ofensywny pomocnik, w reprezentacji potrzebny jest jako napastnik. Często zdarzało się, że gdy Kuba wchodził na murawę, to "Lewy" zaraz z niej schodził. Np. w przedostatnim spotkaniu ligowym z Werderem (Borussia przegrała 0-2) zdążyli razem pograć raptem przez 20 minut. Tymczasem z Brożkiem kapitan reprezentacji zgrał się podczas pięciu rund wspólnych występów w Wiśle, gdy od każdego z nich zaczynało się układanie składu (zwłaszcza w sezonie 2005/2006).

Reklama

Błaszczykowski zagrał w niedzielę najlepszy mecz w kadrze od 2-2 z USA, a kto wie, czy nie od 2-0 z Bułgarią w marcu 2010 roku. Był motorem napędowym większości akcji Polaków, a poza tym dobrze pracował w obronie popisując się kilkoma odbiorami piłki w okolicach własnego pola karnego. Wraca dobry Kuba, który był najlepszym piłkarzem reprezentacji Leo Beenhakkera. Takiego lidera ataku ta kadra potrzebuje.

Niezła gra Jakuba Wawrzyniaka na lewej obronie to sygnał, że ta strona defensywy nie spoczywa tylko na łasce, a raczej nie jest uzależniona wyłącznie od zdrowia Sebastiana Boenischa. Wprawdzie legionista w spotkaniu z Argentyną lepszy był w działaniach ofensywnych, niż w defensywnych, ale to dotyczy również króla prawej strony obrony - Łukasza Piszczka.

Tylko "team spirit"

Braków jest wiele. Defensywa jest piętą achillesową nie tylko czterech obrońców, czy wspomagających ich pomocników - Rafała Murawskiego, Dariusza Dudki i Adama Matuszczyka, tylko całego zespołu. Akurat przy bramce dla Argentyny Marco Rubena zablokować powinien Kamil Grosicki, powinien agresywniej podejść do rywala nie bacząc na to, że jego specjalnością są działania ofensywne. Nie ma wątpliwości, że jeśli nie będziemy grać na zasadzie: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego na Euro 2012 nic nie osiągniemy. Jeśli nawet grająca w rezerwowym składzie Argentyna miała większy potencjał piłkarski (np. Ruben gra coraz więcej w Villarreal, a przez przypadek, po odejściu z Realu Jerzego Dudka, w całej ekstraklasie Hiszpanii nie ma ani jednego Polaka), to tym bardziej będą miały go zespoły, które trafią do "polskiej" grupy podczas Euro 2012. Dlatego na przewagę w umiejętnościach technicznych, czy indywidualne akcje nie będziemy mogli liczyć. Tylko perfekcyjne przygotowanie taktyczne i kondycyjne, a także podporządkowanie wszystkiego interesowi zespołu ("team spirit") mogą uratować reprezentację Franza Smudy.

W czwartek na stadionie Legii gramy z Francją. Orły powinny pokazać, że czas pracuje na ich korzyść i z każdym dniem spędzonym na zgrupowaniu prezentują się coraz lepiej.

Dyskutj na blogu Michała Białońskiego

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje