Reklama

Reklama

Kadra Smudy już w Chicago

Niewielka grupa polonijnych kibiców powitała na chicagowskim lotnisku O'Hare piłkarską reprezentację Polski, która przyleciała na towarzyski mecz z drużyną USA. - Podróż minęła sprawnie i szybko - ocenił trener Franciszek Smuda. Świetnie sprzedają się bilety na to spotkanie. Do tej pory sprzedano ok. 30 tysięcy wejściówek.

Choć kibiców witających polską ekipę nie było zbyt wielu, to stworzyli iście rodzinną atmosferę. - Kocham reprezentację i wierzę w nią. Wierzę, że Smuda poprowadzi reprezentację do sukcesu. Jestem tutaj, bo kocham piłkę nożną i kocham Polskę. Dla nas wszystkich jest to duże wydarzenie, że będziemy mogli kibicować polskim piłkarzom - powiedział wyraźnie wzruszony Artur "Chomik" Jarosiński, który w Stanach Zjednoczonych mieszka od 20 lat.

Piłkarze wzbudzili zainteresowanie także wśród lecących z nimi innych pasażerów. - Na początku nie wiedziałem, o co chodzi, i kto to jest, ale później się dowiedziałem. Piłkarze siedzieli obok nas i zachowywali się normalnie, jak każdy człowiek lecący samolotem - powiedział jeden z pasażerów.

Reklama

- Wszyscy w dobrych nastrojach - stwierdził Smuda. - Cieszymy się, że zagramy na "polskim" stadionie. Sądzę, że większość biletów kupią nasi rodacy. Z drugiej strony Stany Zjednoczone to bardzo dobry przeciwnik, a my tylko takich szukamy. Takie sparingi mają pomóc odpowiednio przygotować się do mistrzostw Europy.

Większość piłkarzy po raz pierwszy zawitała do Chicago. Jednym z niewielu, którzy mogą wspominać pobyt w tym mieście, jest wracający do kadry po 4,5-letniej przerwie Andrzej Niedzielan. W 2007 roku zdobył jedynego gola w meczu Wisły Kraków z Sevillą w finale towarzyskiego turnieju Chicago Trophy.

- Dwa miłe powroty w jednym. I do reprezentacji, i do Chicago. Faktycznie, udało mi się tu strzelić bramkę i mam nadzieję, że podtrzymam dobrą passę w tym mieście - powiedział 31-letni napastnik Korony Kielce.

Z kolei Radosław Majewski ocenił, że najważniejszym zadaniem zawodników na pierwsze godziny pobytu w USA będzie pokonanie różnicy czasu. - Podróż minęła dobrze, nie było żadnych problemów, ale dziewięć godzin to trochę długo. Podobnie jak siedem godzin różnicy czasu. Zobaczymy, jak będziemy się czuć w pierwszych godzinach i dniach - zaznaczył piłkarz Nottingham Forest.

Z lotniska O'Hare piłkarze pojechali autokarem do położonego w centrum miasta hotelu "Seneka", gdzie już wcześniej zostali zakwaterowani: prezes PZPN Grzegorz Lato oraz dyrektor reprezentacji Konrad Paśniewski.

- To jest hotel, który już znamy, bo tutaj mieszkała kadra Pawła Janasa w 2004 r. Jest to także miejsce, gdzie pracuje wielu Polaków. To przestronny obiekt z wygodnymi pokojami - powiedział Paśniewski. Dodał, że nad dietą piłkarzy czuwać będzie kucharz Tomasz Leśniak, który doleci w czwartek.

W środę i w czwartek mają się odbyć dwa treningi, rano i po południu, na stadionie Stagg Field przy Uniwersity of Chicago. - Zaproponowano nam wcześniej kilka miejsc i to w mojej ocenie było najlepsze do treningów - tłumaczył dyrektor reprezentacji.

Po przylocie kadry do Chicago potwierdzono także, że w czwartek odbędzie się spotkanie z polonijnymi kibicami w sklepie Centrum Sport, położonym w polskiej dzielnicy. Dojdzie do niego m.in. na życzenie sponsora, czyli firmy Nike.

Bilety na mecz towarzyski piłkarskich reprezentacji USA i Polski, który w sobotę 9 października rozegrany zostanie na stadionie Soldier Field w Chicago, sprzedają się nieźle. Do tej pory sprzedano ich już prawie 30 tysięcy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama