Reklama

Reklama

Józef Wojciechowski: Nawałka to jedyny sukces Bońka

Za cztery dni odbędą się wybory prezesa PZPN. Na ostatniej prostej kampania nabiera rumieńców. W poniedziałkowe popołudnie w siedzibie swojej firmy spotkał się z przedstawicielami mediów Józef Wojciechowski, jedyny kontrkandydat Zbigniewa Bońka. Wojciechowski ma obawy, że głosowanie nad wyborem prezesa nie będzie czyste. Nie chce systemu elektronicznego i zamówił już szklaną urnę oraz specjalne parawany.

Co ciekawe, dziennikarze nie mogli nagrywać spotkania z Wojciechowskim ani w formie audio, ani wideo. Wyjątek uczyniono tylko dla przedstawicieli radia, którzy mieli prawo zarejestrować ostatnie kilka minut wystąpienia JW. Organizatorzy nie zezwolili także na sporządzanie notatek w komputerze.

JW to prawdziwy kandydat last minute. Jego zgłoszenie wpłynęło do PZPN-u kilka minut przed zamknięciem listy. - To dlatego dopiero teraz prezentuję swój program - powiedział.

Wojciechowski ma sporo zastrzeżeń co do czterolecia panowania Bońka. - Jedynym sukcesem, jaki mu się udało osiągnąć, to zatrudnienie Adama Nawałki. A zresztą pewnie znakomitych wyników pod jego wodzą i tak by nie było, gdyby nie osoba Roberta Lewandowskiego - mówił.

Reklama

To zdanie wywołało szeroki uśmiech na ustach obecnego także na spotkaniu Cezarego Kucharskiego. Menedżer "Lewego" wraz z Radosławem Majdanem to jak na razie dwaj najwięksi poplecznicy JW. - Innych nazwisk nie chcę ujawniać. Na razie razem tworzymy trzyosobowy team - stwierdził Wojciechowski.

Kucharski po chwili dodał, że w razie wygranej multimilionera nie zamierza zasiadać w strukturach związku. Posady za to pewny może być Majdan. Podobnie jak Ryszard Komornicki, którego rolą będzie organizacja szkolenia. Zapytany przez nas Wojciechowski, czy w jego sztabie są też najwięksi antagoniści Bońka - Kazimierz Greń i Zdzisław Kręcina, JW powiedział tylko: - Nie potwierdzam. Póki co żadnych nazwisk.

Zdaniem kandydata na prezesa Boniek za mało angażuje się w sprawy związku, co wynika z tego, że Zibi mieszka na co dzień we Włoszech. - Co chwilę słyszę z jego ust wypowiedzi, że co mamy do czynienia z jakimś problemem, to nie jest to kompetencja PZPN-u. A ja twierdzę zupełnie inaczej. PZPN stoi na samej górze polskiej piłki i to do niego należy branie udziału w rozwiązywaniu problemów - stwierdził Wojciechowski.

A jako największe bolączki wymienił chuligaństwo na trybunach, problemy finansowe klubów Ekstraklasy, I i II ligi oraz słabe szkolenie piłkarzy i trenerów. Wojciechowski uważa, że PZPN powinien reinwestować zarobione pieniądze na gaszenie pożarów, a nie chomikować kasę na kontach i jeszcze np. zarabiać na trenerach. - Licencje dla szkoleniowców są bardzo drogie. A przecież na godziwe zarobki mogą liczyć tylko ci, którzy pracują w Ekstraklasie. Gdy zostanę prezesem, to PZPN będzie organizował bezpłatne staże zagraniczne dla trenerów - zapewnił.

Ale według JW, żeby wygrać, w piątkowe popołudnie głosowanie musi przebiegać w inny sposób niż proponuje PZPN. Zbigniew Boniek jest zwolennikiem systemu elektronicznego czyli tzw. maszynek. Każdy z delegatów otrzymuje urządzenie wielkości smartfona i naciskając odpowiedni guzik bierze udział w wyborach. - To niedopuszczalne, bo łamie to zasady tajności. Znam historie, że po kilku dniach od głosowań na maszynkach, osoby dostawały telefon z PZPN-u z reprymendą, że oddali głos nie w taki sposób, jak życzyła sobie tego władza - powiedział Wojciechowski, dodając, że zamówił już szklaną urnę i specjalne parawany. - Powinno być tak, jak w UEFA i FIFA. Dany delegat idzie głosować w specjalne miejsce, wychodzi zza kotary i wrzuca głos do specjalnej urny. Później głosy podlicza komisja skrutacyjna - powiedział.

Wojciechowski ma ogromne obawy, że głosowanie nad wyborem prezesa nie będzie czyste. W poniedziałek JW zwrócił się z prośbą o interwencję w tej sprawie do ministra sportu Witolda Bańki.

Jak przyznał biznesmen, do kandydowania na prezesa PZPN skłonili go jego współpracownicy oraz doświadczenie, które wyniósł z Polonii. - No i od lat działam w biznesie. Wiem, jak zarządzać wielką firmą, która dysponuje sporym budżetem. Dziwię się, że wcześniej Michał Listkiewicz i Grzegorz Lato zdecydowali się na kandydowanie nie mając żadnego doświadczenia w tej dziedzinie - stwierdził.

Zapytany przez nas, czy w kwestii upadku Polonii ma sobie coś do zarzucenia, odpowiedział: - Musiałem sprzedać klub, bo zaczęło gorzej wieść mi się w biznesie. Kiedy odchodziłem z Konwiktorskiej, klub nie miał żadnych długów. Firma, która ode mnie kupiła Polonię, później zbankrutowała.

Wojciechowski zdradził także, dlaczego zdecydował się wesprzeć finansowo Stal Rzeszów, z której otrzymał mandat delegata na Walne Zgromadzenie Sprawozdawczo-Wyborcze PZPN. Bez tego nie mógłby brać udziału wyborach. - Łączą mnie kontakty towarzyskie. Mój angaż tam nie jest wielki, rzadko bywam w Rzeszowie - wyjaśnił dość zdawkowo.

JW zdecydował się na podobny wybieg, co Boniek przed kilkoma dniami. Jedyna różnica była taka, że Boniek do PZPN-u zaprosił konkretne redakcje, a Wojciechowski swoje zaproszenia kierował imiennie. W związku z tym nie wszyscy, którzy stawili się w siedzibie JW Construction w podwarszawskich Markach zostali wpuszczeni na spotkanie z byłym właścicielem Polonii. - Niestety, pańskiego nazwiska nie ma na liście - usłyszał z ust recepcjonistki Maciej Barszczak, dziennikarz TVP, który zjawił się na spotkaniu w zastępstwie swojego kolegi z redakcji Macieja Iwańskiego.

Krzysztof Oliwa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama