Jesteśmy w piekle. To koniec Fernando Santosa w Polsce
To musi być koniec pracy Fernando Santosa z reprezentacją Polski. W ciągu sześciu spotkań przegraliśmy trzy razy - z Czechami, Mołdawią i Albanią. W tabeli grupy eliminacyjnej jesteśmy nawet za Mołdawią, a tylko przed Wyspami Owczymi. Łącznie za kadencji Portugalczyka prezentowaliśmy się dobrze może z kwadrans. Graliśmy dziś w piekle. I jesteśmy w piekle.

Air Albania Stadium z zewnątrz jest miejscem kultury. Wypachnione, modnie ubrane kobiety robią zakupy w sklepach z kosmetykami. Mężczyźni w garniturach wjeżdżają windą na najwyższe piętra hotelu Marriott. Ale w środku jest po prostu piekłem.
Albański kocioł pochłonął "Biało-Czerwonych"
To po prostu niewiarygodny kocioł. Kocioł, którego nie oddadzą żadne słowa. Kocioł, którego nie da się przekazać za pomocą tekstu, ani nawet transmisji telewizyjnej. To po prostu brutalna energia, uderzająca niczym siła dzikiego zwierzęcia.
To także momentami czysta agresja i ostentacyjny brak szacunku do przeciwnika. Do przeciwnika oraz do kogokolwiek. To momenty, w których Albańczycy mogą uwolnić tłumione przez lata żale do świata.
Gdy wyładowują swoją złość, wydaje się, że niebo grzmi, a nad boiskiem trzaskają pioruny.
Dziś Albańczycy nie tylko wygwizdali, wybuczeli i zagłuszyli polski hymn. Nie uszanowali nawet minuty ciszy, poświęconej ofiarom trzęsienia ziemi w Maroku. Zamiast tego woleli szaleńczo śpiewać, wymachiwać rękami i wprowadzać zamęt.
Na trybunach iskrzyło między fanami. Jeszcze przed meczem w ruch poszły krzesła i dopiero policja rozdzieliła walczących kibiców obu państw. Po tym, jak sędzia anulował bramkę Jakuba Kiwiora, ochrona powstrzymała innego Albańczyka, który chciał bić się z jednym z polskich fanów tuż pod trybuną prasową.
Nie było niczego. Wkrótce nie będzie też Santosa
Aby grać w takich warunkach potrzeba nie lada charakteru. A przecież to właśnie dyskusja o charakterze zdominowała ostatnio dyskurs w polskich mediach piłkarskich.
Dziś po raz kolejny otrzymaliśmy dowód, że charakteru nie ma. Nie ma też gry. Nie ma punktów. Nie ma niczego.
Nie ma pomysłu selekcjonera i wkrótce nie będzie też Fernando Santosa. Pod jego wodzą przegraliśmy trzy z sześciu meczów, za każdym razem będąc faworytem. Porażkę z Czechami można było jeszcze zrozumieć i wybaczyć.
Przegrane z Mołdawią i Albanią są już nie do obronienia.
Żaden z naszych grupowych rywali nie ma w składzie takich piłkarzy jak Robert Lewandowski, Piotr Zieliński, czy Wojciech Szczęsny. Mimo tego po pięciu eliminacyjnych meczach w tabeli wyprzedzamy jedynie Wyspy Owcze.
To musi być koniec Fernando Santosa w reprezentacji Polski.
Graliśmy dziś w piekle. I jesteśmy w piekle.
Z Tirany Wojciech Górski, Interia











