Reklama

Reklama

Jeśli Robert Lewandowski będzie sabotował Jerzego Brzęczka, zaszkodzi sam sobie

Jedność w piłkarskiej reprezentacji Polski jest warunkiem koniecznym osiągnięcia sukcesu. Nie ma opcji, by selekcjoner i kapitan drużyny dążyli do niego osobno.

Juergen Klopp, Pep Guardiola, a teraz Hansi Flick - trzeba przyznać, że nadzwyczajną karierę Roberta Lewandowski kształtowali najwspanialsi trenerzy klubowi. Nie trudno uwierzyć, że Jerzy Brzęczek nie jest szkoleniowcem z tej samej półki. Dopóki jednak będzie selekcjonerem drużyny narodowej, musi mieć stuprocentowe wsparcie kapitana. Wymaga tego interes wspólny.

Reklama

Jeśli Lewandowski ma uwagi do taktycznych rozwiązań wybieranych przez Brzęczka jego pozycja jest dość mocna, by uczciwie pójść i porozmawiać w cztery oczy. Może w cztery oczy pogadać z prezesem PZPN, jeśli uzna, że sam selekcjoner nie przyjmie jego racji. Jest wiele sposobów na próbę porozumienia, zamiast stawać przed kamerą po fatalnym meczu takim jak ten niedawny z Włochami i dawać do zrozumienia milionom kibiców, że drużyna nie miała pojęcia, jak grać przeciw tak mocnemu rywalowi.

Nie trzeba wnikliwej analizy, by dojść do wniosku, że zespół Brzęczka to materiał na europejskiego średniaka. Regularnie wygrywa z rywalami przeciętnymi, ale już ci z topu (Portugalia, Włochy, Holandia) dają mu łupnia. Dzisiejsza reprezentacja Polski ma jedną megagwiazdę (Lewandowski), dwóch bramkarzy klasy europejskiej (Szczęsny, Fabiański) i kilkunastu piłkarzy absolutnie przeciętnych w skali międzynarodowej. W dodatku liderzy tacy jak Glik, Krychowiak, czy Grosicki - szczyt możliwości mają już dawno za sobą. Jest też jeden przypadek osobny - Piotr Zieliński to pomocnik świetnie wyszkolony technicznie, który ma jednak tajemnicze kłopoty, by wziąć na siebie ciężar gry kadry. Tego potencjału jaki zgromadził Brzęczek nie da się porównać do Włoch, Portugalii, Holandii, czy Hiszpanii. Tym bardziej nie stać Polaków na jakieś wewnętrzne wojny. One tylko osłabią ich i tak niepewne szanse.

Lata temu Lewandowski zrównał z ziemią Franciszka Smudę - selekcjonera, który odpowiadał za porażkę Polaków na Euro 2012. Jeszcze jako gracz Borussii Dortmund ogłosił w wywiadzie, że Smuda absolutnie nie nadawał się na selekcjonera. Tyle że powiedział to już po polsko-ukraińskim turnieju, kiedy właściwie nikogo nie musiał do tego przekonywać.

Lewandowski - wielki jako piłkarz, ma jedną niezbyt ładną przypadłość. Porażek drużyny narodowej nie umie lub nie chce wziąć na siebie. Tak było na mundialu w Rosji, gdzie ewidentnie grał poniżej możliwości. Ale z jego publicznych wypowiedzi wynikało, że sam nie był w stanie wyciągnąć drużyny do 1/8 finału. Słuchało się tego z pewnym zażenowaniem.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje