Reklama

Reklama

Jerzy Engel: Jak ktoś nie gra, to nie znaczy, że nic nie może dać kadrze

W rozmowie z polsatsport.pl Jerzy Engel komentuje ostatnie powołania Paulo Sousy. Były selekcjoner podkreśla wagę Roberta Lewandowskiego i daje przyzwolenie na eksperymenty dla opiekuna kadry narodowej.

Dariusz Ostafiński, Polsat Sport: Na liście ostatnich powołań selekcjonera Paulo Sousy na mecze z San Marino i Albanią są zawodnicy, którzy nie grają w klubach. Wielu ekspertów zaczyna się gorączkować i pytać: po co są ci piłkarze w kadrze?

Jerzy Engel, były trener reprezentacji Polski: A ja uważam, że każdy selekcjoner ma prawo powołać takich zawodników, co nie grają w klubach. Choćby po to, żeby zobaczyć, jak się prezentują. Zresztą, o czym my rozmawiamy. Tak długo, jak Sousa powołuje podstawowych piłkarzy, tych, bez których reprezentacja żyć nie może, to nie ma problemu.

Reklama

Pana nie irytuje powołanie Płachety, Zalewskiego czy Recy?

Już samo rozmawianie o tych powołaniach, to jest bicie piany. Najważniejsze, że jest Lewandowski i wszyscy ci zawodnicy, którzy tworzą szkielet naszej drużyny narodowej.

Jeśli jednak mamy pięciu co nie grają w klubach, to nie jest czasem tak, że masa krytyczna została przekroczona?

Pięciu to dużo, bo z reguły jest tak, że w kadrze jest dwóch, trzech, co nie mają miejsca w klubowym składzie. Powtórzę jednak raz jeszcze, że dopóki ta podstawowa, grająca grupa zawodników jest na tyle mocna, by uciągnąć ten wózek, to nie ma sprawy. Ważne, że selekcjoner będzie mógł zobaczyć, w jakiej formie są ci, którzy za jakiś czas mają stanowić o sile drużyny.

Na razie z tych, co nie mają pewnego miejsca w składzie broni się tylko Puchacz.

Jerzy Engel komentuje grę reprezentacji i wybory Paulo Sousy

No i w tym miejscu warto przypomnieć, że on to swoje miejsce w kadrze wygrał spotkaniem z San Marino. Dostał szansę na tej samej zasadzie, co ci, których powołania są teraz kwestionowane. Puchacz tę szansę jednak wykorzystał, a to jak współpracował z Moderem było wręcz modelowe. Słusznie, że Puchacz dostał też potem szansę z Anglią. Może drugi mecz z San Marino też kogoś nam objawi. Może, któryś z tych młodych, zdolnych lub wracających po kontuzjach zawodników pokaże tak ładną grę i współpracę, jak Puchacz z Moderem. Pamiętajmy, że jak ktoś nie gra, to nie znaczy, że nic nie może dać kadrze. Przecież taki piłkarz normalnie trenuje w klubie i kwestią czasu jest, kiedy wskoczy do składu.

Jak pan w ogóle patrzy na te dwa najbliższe czekające naszą reprezentację mecze?

San Marino będzie przygotowaniem do spotkania z Albanią. Pewnie z San Marino wielu podstawowych zawodników nie zagra. Co do Albanii, to napędzili nam w Warszawie stracha, ale to nie jest jakiś wielki zespół, co może nam narobić bałaganu. Grają nawet ładnie dla oka, ale nie mają skutecznych strzelców.

Jakby pan był selekcjonerem, to mecz z San Marino potraktowałby pan jak eksperyment?

Czytaj całość na polsatsport.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje