Reklama

Reklama

Jerzy Brzęczek zwolniony. Kto będzie nowym selekcjonerem Polaków? Włoska opcja Bońka

Po trzech polskich trenerach Waldemarze Fornaliku, Adamie Nawałce i Jerzym Brzęczku pora na zagranicznego – najwyraźniej do takiego wniosku doszedł szef polskiej piłki Zbigniew Boniek. Choć prezes PZPN-u milczy w tej sprawie jak kamień, można podejrzewać, że tym razem skorzysta z bliskiej mu opcji włoskiej.

W rozmowie z Interią Szwed Lars Lagerbaeck zapowiedział, że nie zamyka drzwi, gdyby miał przejąć trenowanie Polaków, ale z naszych informacji wynika, że ma mniejsze szanse na objęcie funkcji selekcjonera "Biało-Czerwonych" niż jego włoscy koledzy po fachu.

Reklama

Z prostej przyczyny. Zbigniew Boniek we Włoszech spędził ostatnich pięć tygodni, w trakcie których doszedł do wniosku, że należy dokonać zmiany trenera. Na dodatek tamtejszych trenerów zawsze cenił. Jeszcze trzy miesiące temu znalezienie ewentualnego następcy Brzęczka byłoby dla Bońka proste: bez pracy pozostawał Cesare Prandelli. Człowiek, który z powodzeniem prowadził Italię podczas Euro 2012, który mentalnie jest bliski Polakom, chociażby z uwagi na głęboką wiarę (słynne jego pielgrzymki do Sankturium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach) Na dodatek Bońkowi odpowiadała wizja futbolu Prandellego. Sęk w tym, że od listopada Cesare prowadzi Fiorentinę.

Od stycznia 2021 r. jest jednak wolny Luciano Spaletti, któremu do końca 2020 r. Inter wypłacał wysoką gażę. Mówi się nawet o dziesięciu milionach euro rocznie. Spaletti to ceniony i uznany szkoleniowiec, pytanie jednak, czy PZPN-u byłoby stać na jego angaż.

- Spaletti to trener z najwyższej półki. Na dodatek, podobnie jak Boniek jest to romanista (dwukrotnie prowadził Romę), dobrym kolegą Zibiego. To byłby dobry wybór - uważa w rozmowie z Interią prof. Stefan Bielański, korespondent "La Gazzetta dello Sport".

- Nie zamierzam płacić selekcjonerowi dwa miliony euro rocznie z prostej przyczyny: jego szanse na pokonanie potęg takich jak Hiszpania czy Anglia nie są wcale większe niż te Jerzego Brzęczka - mawiał w wywiadach prezes Boniek. Teraz najwyraźniej potrząśnie kiesą. Nie wiadomo jednak czy aż na tyle, by sprowadzić do Polski Massimiliana Allegrego, który w Juventusie inkasował około ośmiu milionów euro. W PZPN-ie na pewno tyle by nie dostał.

Allegri zdobył sześć mistrzostw Włoch, ale od lipca 2019 r. nikogo nie trenował.

W zasięgu możliwości finansowych naszej federacji znajduje się za to Vincenzo Montella. 47-letni szkoleniowiec hołduje systemowi 1-3-5-2 i od ponad roku jest bez pracy, gdy nie udała mu się misja Fiorentina. Jego żądania finansowe z pewnością zamkną się w kwocie dwóch milionów euro rocznie. Eksperci twierdzą, że Fiorentina w okresie przebudowy była trudnym warsztatem dla każdego trenera. Natomiast ciągle młody Montella świetnie poradził sobie w Milanie, w sezonie 2016/2017, zdobywając z nim Superpuchar Włoch.

Nie wolno lekceważyć szans na objęcie schedy po Brzęczku przez Marca Giampaolo, który pracował w Sampdorii z Karolem Linettym.

- Na dodatek był chwalony przez Bońka jako najlepszy taktycznie trener. Faktycznie, to dobry trener, tylko niekoniecznie ma dobre wyniki - uśmiecha się prof. Bielański.

Na razie Giampaolo jednak nie został zwolniony z Torino, z którym pikuje w strefie spadkowej i jego pozycja wisi na włosku. Pytanie, czy wzięcie dołującego trenera nie będzie nadmiernym ryzykiem? Wcześniej Giampaolo nie poradził sobie z Milanem. Jedyny jego jasny okres to Sampdoria, gdzie, w latach 2016-2019, pracował z trójką Polaków: oprócz Linettego byli to Bartosz Bereszyński i Dawid Kownacki.

Nie warto też przekreślać szans Luigiego Di Biagio, który wprawdzie nie pracuje od sierpnia, gdy zwolniło go SPAL, ale doświadczenie z prowadzenia włoskiej młodzieżówki i krótki epizod z pierwszą kadrą Italii czynią jego kandydaturę poważną. Podobnie jak Montella, Di Biagio był jako piłkarz związany z AS Roma, gdzie piłkarską karierę w Italii kończył Boniek.

Ostatni, co wcale nie znaczy najgorszy na liście Bońka może się być Roberto Donadoni. Od sierpnia 2020 r. nie pracuje już w Chinach (Shenzen FC), więc wyjazd na Euro 2020 byłby dla niego z pewnością kuszącą perspektywą. Pracy selekcjonerskiej nie smakował od 2008 r. Po MŚ 2006 r. przez dwa lata prowadził Italię.

Michał Białoński, vit



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje