Jan Tomaszewski stanowczo ws. kadry, odpowiedział Zielińskiemu. "O co tu chodzi?"
Na reprezentację Polski spadają kolejne medialne "gromy" po porażce 0:2 z Albanią w Tiranie. "Biało-Czerwoni" znacznie skomplikowali sobie sytuację w grupie eliminacji EURO 2024 i możliwe, że będą musieli grać we wiosennych barażach. Jan Tomaszewski szykuje się już na taki scenariusz. - Szanse na bezpośredni awans są iluzoryczne. W ostatnich trzech meczach już mnie nie interesuje wynik, tylko styl - powiedział "Super Expressowi".

Reprezentacja Polski przegrała w Tiranie z Albanią 0:2 i utrudniła sobie sytuację w walce o bezpośredni awans do przyszłorocznych mistrzostw Europy. Podopieczni Fernando Santosa wyprzedzają w tabeli tylko Wyspy Owcze, a przed sobą mają Mołdawię, Czechy oraz właśnie niedzielnego rywala.
Jan Tomaszewski nie łudzi się już, że naszej kadrze uda się zająć któreś z pierwszych dwóch miejsc, premiujących biletami na EURO w Niemczech. Były bramkarz koncentrowałby się już za zbudowaniu zespołu pod marcowe baraże.
Nie można teraz mówić o jednym meczu, tylko pokusić o podsumowanie naszej gry w grupie. Trzeba się przygotować do meczu z Estonią i Walią lub Islandią. Szanse na awans bezpośredni są iluzoryczne. W tych trzech pozostałych spotkaniach już mnie nie interesuje wynik, bo grupa i tak jest już przegrana, tylko styl gry, to czy będziemy dominować nad przeciwnikiem. Musi być jeden skład
Jan Tomaszewski za pozostaniem Fernando Santosa. "Musi dokończyć robotę"
Ma do Santosa pretensje o ciągłe zmiany systemu gry. - Co mecz gramy w innym ustawieniu, gramy nie wiadomo jaki futbol. Santos w Portugalii grał ciągle jednym napastnikiem i miał jakiś styl, tutaj tego nie widzimy. Nie mamy drużyny, koniec kropka. Santos prowadził Portugalię i grał cały czas jedną dziewiątką. Nie było tak, że kombinował i miał jakiś styl. Tutaj tego stylu po prostu nie było. Tu się trzeba zastanowić nad tym, co robić. O tym zresztą mówił Lewandowski, że trzeba znaleźć jakieś wyjście z sytuacji. Zieliński powiedział po tym meczu, że przegraliśmy walką. Nie rozumiem tego. To znaczy, że wy grając w klubach nie walczycie? O co tutaj chodzi? - zapytał.
Co ciekawe, w tym momencie nie jest za zwolnieniem szkoleniowca, choć głównie ze względów finansowych. Portugalczyk ma kontrakt do końca eliminacji, więc PZPN musiałby zapłacić mu łącznie 1,5 miliona złotych za październik i listopad.
Co dalej? Ponieważ Santos nie podał się do dymisji, to musi dokończyć swoją robotę. Nowy selekcjoner nie byłby cudotwórcą, nawet gdyby to był Guardiola. Będziemy płacili podwójną pensję
Zobacz również:











