Reklama

Reklama

Jak wydać 2 mld zł i stać się pośmiewiskiem Europy

- Macie dach nad stadionem i go nie używacie, choć od dwóch dni prognozy mówią o deszczu?! To największa farsa jaką widziałem! - śmieją się z nas Anglicy, których spora część wróci z Warszawy nie oglądając meczu eliminacji MŚ 2014 Polska - Anglia.


Reklama

Z Anglikami mieliśmy zagrać wczoraj na Stadionie Narodowym zbudowanym za 2 miliardy złotych. Nawet tak gigantyczny dla naszego kraju wydatek nie uchronił nas przed kolejną kompromitacją związaną z tą areną (mieliśmy już walące się schody, czy mecze polskich drużyn, których nie da się tam zagrać).

Mecz z wtorku na środę został przeniesiony w myśl regulaminu FIFA opublikowanego przed rozpoczęciem eliminacji do MŚ 2014 roku. Punkt 19., podpunkt 7. głosi:

"Jeśli mecz nie może być rozegrany w terminie z powodu warunków pogodowych, bądź innych okoliczności niezależnych od organizatora, spotkanie należy rozegrać nazajutrz, unikając znaczących dodatkowych wydatków po stronie gości".

Deszcz spowodował przerwanie meczu Polska - Anglia - ogłosiliśmy światu we wtorkowy wieczór, choć nie do końca było to prawdą. Spowodowała to głupota, nieudolność ludzka, przez którą gruntujemy na świecie obraz Polaka, który nawet stadion za 2 mld zł spartaczy.

Opady deszczu w październiku w naszej strefie klimatycznej nie są niczym nadzwyczajnym. Nadzwyczajnym zjawiskiem jest za to niedziałający drenaż na jednej z najnowocześniejszych aren świata, jaką jest Stadion Narodowy. Nienormalna jest też sytuacja z brakiem wykorzystania zadaszenia - bez względu na to, kto w tym przypadku zawinił.

- Drenaż na stadionie działa tak samo jak na innych arenach Euro 2012, tylko opady były nazbyt intensywne - przekonywała nas rzeczniczka NCS-u, ale dziwnym trafem woda stała tylko w niektórych częściach boiska, choć padało na całą murawę.

Jeszcze 30 września na płytę stadionu Narodowego wbiegło siedem tysięcy uczestników - nota bene - świetnie zorganizowanego Maratonu Warszawskiego. Byłem wśród nich. Trawnika nie było wtedy ani śladu. - Zaraz, zaraz, jak oni zdążą w kilka dni przygotować profesjonalną murawę - pomyślałem mając na uwadze spotkania z RPA i Anglią. Nie zdążyli.

Podczas piątkowego meczu z RPA obie drużyny narzekały na stan murawy. - Nie jest ona taka, jak być powinna - podkreślał Waldemar Fornalik wskazując, że piłka nie odbija się od boiska prawidłowo. Wyraził jednocześnie nadzieję, że do wtorku sytuacja ulegnie poprawie. Okazało się jednak, że podczas deszczu na płycie boiska woda zbiera się niczym w szczelnym basenie, a nie jest odprowadzana przez system drenażowy. Trener Anglików - Roy Hodgson dodał, że nie chodzi tylko o odprowadzenie wody, ale ogólny stan murawy. - Trzeba będzie naprawdę wielkich wysiłków, by ta trawa nadawała się do gry w piłkę w środę po południu - podkreślił.

W związku z przełożeniem meczu, Anglicy zawnioskowali, aby w środę dach nad Narodowym był jednak zamknięty.

FIFA dopuszcza, by obaj trenerzy zmienili składy wyjściowych "jedenastek" na mecz w nowym terminie. Roy Hodgson zapewnił jednak, że nie zamierza korzystać z tego prawa. - Wykonaliśmy ciężką pracę, aby się optymalnie przygotować do tego meczu, nie wątpię, że Polacy też to zrobili. Musieliśmy jednak wrócić do hotelu, by koncentrację zacząć od nowa - utyskiwał selekcjoner Anglii.

W ten sposób tego dnia Polska pokazała dwa oblicza: we Wrocławiu udanie przeprowadzono mecz towarzyski Brazylia - Japonia, ale siedem godzin później w Warszawie, na znacznie droższym i lepszym stadionie niemożliwe okazało się rozegranie o wiele bardziej istotnego, bo eliminacyjnego meczu. Polska - Anglia odbędzie się dzisiaj o godz. 17 i pewnie przy zamkniętym dachu, czego FIFA stara się unikać.

Anglicy nie mogli się nadziwić naszej niefrasobliwości. - Ciężko jest pojąć, dlaczego mając do dyspozycji zadaszenie murawy nie używasz go, chociaż od dwóch dni prognozy mówiły, że we wtorkowy wieczór będzie padało. To największa farsa, jaką widziałem! - denerwował się 32-letni kibic angielski Simon Govers z Milton Keynes cytowany przez BBC.

Szkoda, że bardzo dobre wrażenie, jakie Anglicy wywieźli z Polski po Euro 2012 dzięki pobytowi w Krakowie, zostało teraz zatarte. Najbardziej jednak żal tysięcy kibiców z całej Polski i tych dwóch tysięcy z Anglii, którzy dla przeżycia wtorkowego widowiska poświęcili czas, pieniądze, urlopy. Na środę może ich już nie być stać. Większość gości z Wysp Brytyjskich na środę miało wykupione loty powrotne. Ich zmiana - jeśli nawet jest możliwa - sporo kosztuje.

Michał Białoński

Relacja na żywo z wtorkowych wydarzeń na Stadionie Narodowym - kliknij

Tutaj znajdziesz relację na żywo w wersji mobilnej

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama