Reklama

Reklama

Groźna kontuzja Salamona, Milik przenosi się do młodzieżówki

Obrońca Bartosz Salamon doznał groźnej kontuzji na środowym treningu reprezentacji Polski i wygląda na to, że nie będzie mógł wziąć udziału w dalszej części zgrupowania i meczach z Ukrainą oraz Anglią. Z powodu lekkiego urazu zajęcia opuścił z kolei Jakub Błaszczykowski.

Pierwszą kadrę opuścił dziś również Arkadiusz Milik, który wzmocni reprezentację U-21 w meczach ze Szwecją i Turcją w ramach eliminacji młodzieżowych mistrzostw Europy, które są drogą na igrzyska olimpijskie w Rio de Janeiro.

Reklama

- W trakcie przedpołudniowych zajęć Bartek doznał urazu stawu skokowego, teraz przechodzi szczegółowe badania. Wszystko wskazuje na to, że nie poleci z nami do Charkowa - powiedział Tomasz Rząsa, koordynator reprezentacji ds. kontaktów z mediami.

Według odpowiedzialnego za przygotowanie fizyczne kadrowiczów Leszka Dyi, pierwsza diagnoza nie jest zbyt optymistyczna.

- Mogło dojść do zerwania więzadła piszczelowo-skokowego w stawie skokowym, więc jest to kontuzja dość poważna. Myślę, że powrót do zdrowia i gry zajmie mu co najmniej kilka tygodni. Na pewno na tym zgrupowaniu nie będzie już do naszej dyspozycji - dodał.

22-letni Salamon od 2007 roku przebywa we Włoszech, gdzie był graczem Brescii Calcio (Serie B), z przerwą na roczne wypożyczenie do Foggi (Serie C1), a w styczniu 2013 roku został zawodnikiem AC Milan. W jego barwach nie zagrał jednak ani razu i przed sezonem 2013/14 przeniósł się do Sampdorii. W Genui na razie także jeszcze nie zadebiutował w Serie A.

19-letni Milik obecnie jest napastnikiem Augsburga, gdzie został wypożyczony z Bayeru Leverkusen. Milik do Bundesligi trafił w grudniu 2012 roku z Górnika Zabrze.

W środę indywidualnie ćwiczył natomiast kapitan drużyny narodowej Jakub Błaszczykowski, ale jego występ w Charkowie nie jest zagrożony.

- Kuba po wtorkowym popołudniowym treningu zgłosił lekki uraz. To nic poważnego, nie ma powodu do niepokoju. Jednak postanowiliśmy dmuchać na zimne i w środę nie wziął udziału w treningu z drużyną - poinformował Dyja.

Jak przyznał Rząsa, selekcjoner Waldemar Fornalik nie przewiduje obecnie powołania dodatkowych piłkarzy.

W środę normalnie trenował już Grzegorz Krychowiak, który od dwóch dni dochodził do zdrowia po lekkim urazie kolana podczas ostatniego meczu ligowego Reims.

Dyja zaznaczył, że piłkarze są dobrze przygotowani fizycznie do czekających ich spotkań.

- Na tym etapie sezonu raczej nie wysyłają sygnałów o zmęczeniu. Jedynie może to dotyczyć zawodników Legii Warszawa, którzy rozegrali sporo spotkań w europejskich pucharach. Po Kubie Wawrzyniaku widać też, że nie doszedł jeszcze do pełnej dyspozycji fizycznej po niedawnej kontuzji, ale nie odbiega jakoś zdecydowanie od grupy i na treningach prezentuje się doskonale - dodał.

Spore wrażenie na trenerze przygotowania fizycznego zrobił wracający do kadry po czterech latach Mariusz Lewandowski.

- Liga ukraińska jest dynamiczna i ostra, a on świetnie się w niej odnajduje. Jest naprawdę mocny. Budową atletyczną przewyższa młodszych kolegów, którzy na treningach mają z nim sporo problemów. Szybkościowo też jest w dobrej dyspozycji. Do tego widać, że ma temperament, słychać go na zajęciach. Jeśli trener Fornalik zdecyduje się wpuścić go w piątek na boisko, to na pewno pomoże drużynie - opisał.

Dyja zdradził, że na początku każdego zgrupowania piłkarze poddawani są badaniom.

- Robimy testy krwi i określamy wskaźniki zmęczeniowe. Na tej podstawie zazwyczaj już drugiego dnia, przed popołudniowym treningiem, mamy pełny obraz stanu fizycznego zawodników. Wiemy, w jakim stopniu ich organizmy są zregenerowane bądź zmęczone - wyjaśnił.

Przyznał, że jego zadanie na zgrupowaniu, które rozpoczyna się 3-4 dni przed meczem, polega głównie na indywidualnej pracy z zawodnikami.

- Nie ma czasu na to, by zająć się zespołem jako całością. Raczej skupiamy się na jednostkach. Piłkarze przyjeżdżają na zgrupowanie po meczach ligowych, które grają w różne dni i spędzają na boisku różną liczbę minut. Na początku musimy te parametry wyrównać poprzez odpowiednie dawkowanie obciążeń. Część ćwiczy w grupie, ale niektórzy wymagają zajęć indywidualnych. I to jest moja rola - zaznaczył Dyja.

Dodał też, że kadrowicze mają różne potrzeby między treningami. - Wspólnie dopracowujemy drobne szczegóły, np. ćwiczymy na siłowni po to, by w dniu meczu wszyscy byli w optymalnej dyspozycji - wskazał.

Przedpołudniowe zajęcia na stadionie Polonii były ostatnimi podczas zgrupowania w Warszawie. Wieczorem piłkarze mają zaplanowane m.in. spotkanie ze sztabem szkoleniowym, poświęcone omówieniu gry najbliższego rywala. Do Charkowa kadra odleci w czwartek rano.

- Mam nadzieję, że meczu w Charkowie nie zaczniemy tak, jak w marcu w Warszawie, kiedy po siedmiu minutach przegrywaliśmy 0-2. To było bolesne, ale cenne doświadczenie. Bardzo szybko wszystkie założenia wzięły w łeb i musieliśmy zmienić przygotowaną taktykę o 180 stopni. Liczę, że taka sytuacja już się nie powtórzy. Marzy mi się, że teraz to my zaczniemy od 2-0, a rywale będą gonić wynik. Na pewno jednak będzie trudno o taki scenariusz, bo Ukraińcy to doświadczony, groźny zespół - powiedział obrońca Kamil Glik.

- Czy czuję się pewniakiem? Absolutnie. Pytanie, kto obok mnie zagra w środku obrony należy zadać trenerowi Waldemarowi Fornalikowi. Ja nie zajmuję się przypuszczeniami, w jakim składzie wystąpimy w piątek, choć oczywiście na podstawie treningów można coś wnioskować - dodał.

Dowiedz się więcej na temat: reprezentacja Polski | eliminacje MŚ 2014 | Bartosz Salamon

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje