Reklama

Reklama

Franciszek Smuda dla INTERIA.PL: Zamiast gwizdać przyklaśnijmy Polanskiemu!

- Owszem, Polański mieszka i pracuje tam, w Niemczech, ale skoro zdecydował się występować dla "Biało-czerwonych", to trzeba temu przyklasnąć i powiedzieć OK, mamy o jednego dobrego zawodnika więcej i to się liczy - powiedział w wywiadzie dla INTERIA.PL selekcjoner reprezentacji Polski, Franciszek Smuda.

Z selekcjonerem Franciszkiem Smudą rozmawialiśmy długo i na wiele tematów, ale najbardziej ważkim był ten związany z odzyskaniem z Niemiec dla Polski defensywnego pomocnika FSV Mainz - Eugena Polanskiego, czyli po polsku - Eugeniusza Polańskiego. Już w środę, o godz. 20:30 na Dialog Arenie w Lubinie "Biało-czerwoni" zmierzą się z Gruzją.

INTERIA.PL: Wśród defensywnych pomocników w reprezentacji Polski numerem "jeden" był dotychczas Rafał Murawski. Czy po dołączeniu do kadry Eugena Polańskiego to się zmieni? Czy nie miał pan wątpliwości biorąc zawodnika, który jeszcze rok temu deklarował, że gra dla Polski go nie interesuje. Przypomnijmy, że Eugeniusz jest urodzonym Polakiem, który nie miał żadnego wpływu na to, że w wieku trzech lat wraz z rodzicami wyemigrował do Niemiec. Bez względu na to, że mieszka tak długo w Niemczech, wciąż mówi biegle po polsku.

Reklama

Franciszek Smuda, selekcjoner reprezentacji Polski: - Mam apel do mediów, by nie przekręcać historii Eugena. Ja najlepiej wiem, jaka była jego decyzja rok temu, gdy rozmawiałem z nim po jednym z jego meczów w Bundeslidze. Powiedział mi wówczas: "Trenerze, na dzień dzisiejszy ja nie chcę jeszcze decydować gdzie będę grał i co będę robił. Nie jestem jeszcze w takiej formie, by reprezentować jakikolwiek kraj". Później szum informacyjny zrobiły media. Ja z Polańskim zawarłem taką umowę, że jeśli na rok przed Euro 2012 nie zdecyduje czy chce grać dla Polski, to zamykamy sprawę. Jeżeli natomiast zadzwoni do mnie i powie, że chce grać dla nas, to droga jest otwarta.

Widać, że zadzwonił i szczęśliwie w poniedziałek dołączył do zgrupowania reprezentacji w Legnicy?

- Tak, ale nie wszystkim się to podoba. Czytam w internecie, że część kibiców chce wygwizdać Polańskiego podczas meczu z Gruzją. Chciałbym ich zapytać, czy pamiętają jakikolwiek przypadek, aby Niemcy wygwizdywali grających w ich reprezentacji Polaków Podolskiego i Klosego, o których nie walczyliśmy, bo niektórzy w PZPN-ie nie wiedzieli, że ci piłkarze tam, w Niemczech są? Nie, nie było żadnych gwizdów, były tylko oklaski. Niemcy uznali ich natychmiast za swoich, chociaż to byli nasi zawodnicy, urodzeni w Polsce! Polański jest również urodzony w Polsce, więc dlaczego mamy go wygwizdywać? Owszem, mieszka i pracuje tam, w Niemczech, gra obecnie w bundesligowym klubie, ale skoro zdecydował się występować dla "Biało-czerwonych", to trzeba temu przyklasnąć i powiedzieć OK, mamy o jednego dobrego zawodnika więcej i to się liczy!

Nie popieramy gwizdania, ale kibicom nie musi się podobać taka sytuacja, że coraz mniej reprezentantów mówi po polsku, choć Polanski tej liczby nie zaniża.

- Nie jest z tym aż tak źle. Ludo Obraniak coraz więcej zaczyna rozmawiać w naszym języku, Perquis też się uczy. Właściwie nie ma w szatni nikogo, kto by po polsku nie zrozumiał. Niemcy mają w swoim zespole prawdziwych Niemców trzech-czterech. Reszta ma korzenie w innych krajach, ale Niemcy się tym nie przejmują, tylko cieszą ze zwycięstw. My natomiast przejmujemy się tym kto jest czystym, a kto nie czystym Polakiem i eliminując tych drugich chcemy sobie rzucić kłody pod nogi. A wiemy w jakiej sytuacji teraz jesteśmy: na boiskach naszej Ekstraklasy nie ma zbyt wielu dobrze grających Polaków. Zdarzają się takie mecze ligowe, gdzie na 22 piłkarzy jest tylko pięciu Polaków, więc z czego mam wybierać tę reprezentację Polski?

Faktycznie, w meczu pierwszej kolejki Widzew - Wisła w podstawowej jedenastce mistrzów Polski znalazł się tylko jeden Polak - Czarek Wilk, którego powołuje już pan od dawna.

- To potwierdza, że mamy naprawdę ciężką sytuację w piłce, a gdy jeszcze będziemy przebierali, wybrzydzali, że ten Polak, a ten nie-Polak, to wybijmy sobie z głowy zbudowanie silnej reprezentacji na Euro 2012. Każdemu zależy na tym, abyśmy w mistrzostwach Europy wyszli z grupy, taki zresztą mamy cel.

Niemcy zajęli trzecie miejsce na MŚ w RPA, fetowali przez kilka dni i tam nikt nie wybrzydzał, że na ten sukces zapracowało kilku piłkarzy innej narodowości!

Czy po losowaniu eliminacji MŚ 2014 roku spadł panu kamień z serca?

- Na pewno nie możemy powiedzieć, że mieliśmy pecha. Trafiliśmy do grupy, w której możemy powalczyć o awans. Przez najbliższy rok pracy i dzięki udziałowi w Euro 2012 zyskamy doświadczenie, dzięki któremu będziemy w stanie powalczyć z Anglią, Ukrainą, Czarnogórą, czy Mołdawią. Obawiałem się, abyśmy nie trafili do grupy I, gdzie wszyscy są silni, a nawet Finlandia może zajść za skórę, o czym przekonali się Niemcy, którzy ani razu nie pokonali Finów w eliminacjach do mundialu w RPA.

Nasz felietonista, Zbigniew Boniek nazwał naszą grupę niewygodną, gdyż poza Anglią nie ma faworyta, a od Ukraińców, czy Czarnogórców poczujemy się silniejsi, co może się okazać zgubnym.

- Ja nie zlekceważę nikogo. Czarnogóra to solidny zespół, ale na miarę naszych możliwości. Dlatego euforii po losowaniu nie ma, ale też nie musimy się martwić, że nic nie ugramy.

Porozmawiajmy o składzie na Euro 2012. Którzy bramkarze są najbliżej kadry na finały ME?

- W tej chwili mamy trzech świetnych bramkarzy: Fabiański, Szczęsny, Tytoń i czwarty Sandomierski, który też może zrobić spore postępy i przed Euro może wskoczyć do kadry na turniej.

Kolejność Fabiański, Szczęsny, Tytoń jest alfabetyczna, czy przypadkowa?

- Przypadkowo tak ich wymieniłem.

Zacytuję jeszcze raz Zbigniewa Bońka, który uznaje, iż mamy tylko jednego piłkarza klasy międzynarodowej - Artura Boruca i pan go nie powołuje. Czy jest szansa na jego powrót do kadry?

- Nie ma kwestii Boruca.

A może czas zagoi rany?

- Rany są już zagojone, ja nie mam pretensji do chłopaka. Pokazał co pokazał i na tym się skończyło.

Czyli ktoś, kto nazywa selekcjonera "Dyzmą" zatrzaskuje sobie drogę do reprezentacji Polski?

- Nazwać mnie może jeszcze gorzej, to nie ma nic do rzeczy. Po prostu zachowanie niektórych zawodników jest nie na miejscu. W kadrze tak nie może być!

Mamy trochę pecha, że Szczęsny i Fabiański są w jednym klubie, Arsenalu, a to oznacza, że jeden z nich będzie rezerwowym i co wtedy, też weźmie go pan na turniej?

- Mam świadomość, że istnieje takie ryzyko, dlatego wymieniłem panu czterech bramkarzy, a trzech z nich będzie z nami na Euro 2012.

Rozmawiał: Michał Białoński

Na drugą część wywiadu zapraszamy w środę

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje