Reklama

Reklama

Euro U-21. Michniewicz po powrocie do kraju: Drużyna przestała istnieć

Polscy piłkarze zaledwie kilkanaście godzin po porażce w Bolonii z Hiszpanią 0-5 w młodzieżowych mistrzostwach Europy U-21 wrócili do kraju. - Przegraliśmy nasze marzenia ze świetną drużyną - powiedział na poznańskim lotnisku trener reprezentacji Czesław Michniewicz.

Polacy do końca rundy grupowej mieli szansę na awans do półfinału młodzieżowych mistrzostw Europy, który gwarantował jednocześnie udział w przyszłorocznych igrzyskach olimpijskich w Tokio. W sobotni wieczór przegrali z Hiszpanami aż 0-5 (0-3) i zakończyli swoją przygodę w turnieju. W niedzielę po południu wylądowali na poznańskim lotnisku Ławica.

Na piłkarzy nie czekały tłumy kibiców. Zaledwie kilkanaście osób, głównie młodych chłopaków, liczyło na autografy, ewentualnie zdjęcia z zawodnikami. Na lotnisku więcej było za to przedstawicieli mediów.

Reklama

Michniewicz przyznał, że jego zespół nie był w stanie nic więcej osiągnąć. Ostatni przeciwnik okazał się zdecydowanie za mocny.

- Przegraliśmy decydującą walkę o spełnienie naszych marzeń, o wyjazd na igrzyska, ze świetną drużyną. Nie byliśmy w stanie utrzymać tego tempa dyktowanego przez Hiszpanię. Rozegraliśmy trzy ciężkie mecze w ciągu sześciu dni i nie zdążyliśmy się zregenerować. Czy mogliśmy zrobić coś więcej? W pierwszym meczu zdobyliśmy trzy punkty, w drugim trzy punkty, więcej się nie dało. Może gdyby Hiszpania nie strzeliła gola w końcówce meczu z Belgią na 2-1, to wówczas z sześcioma punktami mielibyśmy szansę wyjść z drugiego miejsca. To pokazuje też skalę trudności tego turnieju - mówił szkoleniowiec.

Jak dodał, jest wiele pozytywnych aspektów występu "Biało-Czerwonych" na Euro. To przede wszystkim ogromny bagaż doświadczeń. Przyznał jednocześnie, że najbardziej ubolewa nad tym, że reprezentacja w obecnym kształcie przestaje istnieć.

- Jako sztab nie jesteśmy szczęśliwi, bo nie zakwalifikowaliśmy się na igrzyska, ale cieszymy się, że udało nam się zdobyć tyle sympatii w Polsce, zarówno wśród mediów, jak i wśród kibiców. Największy smutek po meczu był, gdy dotarło do nas to, że ta drużyna właśnie przestała istnieć. Będziemy funkcjonować, ale oczywiście w innym kształcie. 10 zawodników pozostaje na kolejne eliminacje. Byliśmy najmłodszą drużyną na mistrzostwach - tłumaczył selekcjoner, który już wcześniej podpisał kontrakt na prowadzenie młodzieżówki w kolejnych eliminacjach do mistrzostw Europy.

Dla kapitana Dawida Kownackiego to był ostatni turniej w reprezentacji U21. On zresztą jest już regularnie powoływany do seniorskiej kadry.

- Na pewno jest to dla nas jakiś koniec pewnego etapu, wielu z nas kończy rozdział reprezentacji młodzieżowej. W tej grupie już się nigdy nie spotkamy na żadnym zgrupowaniu. Szkoda, bo bardzo się ze sobą zżyliśmy - opowiadał.

Jak przyznał, podczas turnieju we Włoszech przeżył wiele miłych chwil, jednak z powodu kontuzji nie wystąpił przeciwko Hiszpanom.

- Wróciliśmy do domu chyba za szybko. Na pewno przed turniejem nikt się nie spodziewał, że po dwóch meczach będziemy mieli sześć punktów i pokonamy Belgów oraz Włochów. Oczywiście, my marzyliśmy o tym, bo po to tam jechaliśmy, a nie zbierać +bęcki+ od każdego. Nie zagrałem wczoraj, gdyż ten kontuzjowany mięsień mógłby nie wytrzymać. A był taki wynik, że nie było sensu podejmowania ryzyka - wyjaśnił.

Kadrowicze w Poznaniu zjedli jeszcze wspólny obiad, a po nim rozjechali się do domów.

Marcin Pawlicki

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL