Reklama

Reklama

Engelowi się udało. Dlaczego ma się nie udać Fornalikowi?

Dwanaście i pół roku temu reprezentacja Jerzego Engela jechała do Kijowa po wyrok. Wygrana z Ukrainą 3-1 w wielkim stylu była zalążkiem sukcesu, jakim po latach posuchy okazał się awans na mundial. W piątek kadra Waldemara Fornalika zagra ze wschodnim sąsiadem, by wyprostować i poszerzyć sobie drogę do Brazylii.

Po kolejnych nieudanych eliminacjach polskiej reprezentacji, tym razem dowodzonej przez Janusza Wójcika, który próbował wprowadzić nas na belgijsko-holenderskie Euro 2000, kadrę objął Jerzy Engel. To on do spółki z Dariuszem Wdowczykiem brał udział w wywalczeniu przez Polonię Warszawa tytułu mistrza Polski w 2000 roku, kiedy to przejął stery reprezentacji.

Ciężkie doświadczenie

Reklama

Pierwsze mecze drużyny Engela, patrząc jedynie na wyniki, nie były udane. Przed rozpoczęciem eliminacji japońsko-koreańskiego (choć dla nas tylko koreańskiego) mundialu Engel nie wygrał ani razu. Trzeba jednak przyznać, że postanowił się uczyć od najlepszych, bo Polska grała sparingi m.in. z Hiszpanią (0-3), Holandią (1-3), Francją (0-1) i mocną wtedy Rumunią (1-1). - To ciężkie doświadczenie przyniosło pożądany skutek - powiedział w rozmowie z INTERIA.PL Jerzy Dudek - nasz najlepszy bramkarz tamtej ekipy.

- Zawsze twierdziłem, że lepiej grać z mocnymi przeciwnikami i nawet przegrać, ale na podstawie porażek wyciągać wnioski i uczyć się, niż grać ze słabeuszami i wygrywać po 6-0. Mecze, które rozgrywaliśmy przed Ukrainą, były po to, żeby obnażyć nasze błędy, wytworzyć atmosferę mówiącą nam, że nie jesteśmy wielkimi piłkarzami, że cały czas musimy nad sobą pracować - opowiedział nam były bramkarz Liverpoolu.

Pojechali po wyrok

Nadszedł 2 września 2000 roku. Pierwszy mecz eliminacyjny z bardzo silną, jak się wydawało, Ukrainą. W ataku rywali słynny już Andrij Szewczenko, a wraz z nim Sierhiej Rebrov, którzy chociażby brali udział w nie mniej słynnym rozbiciu przez Dynamo Kijów Barcelony 7-0 w dwumeczu Ligi Mistrzów.

Polska drużyna pojechała na Ukrainę, w zgodnej opinii ekspertów, powalczyć co najwyżej o remis. Engel wyselekcjonował taki oto skład: Dudek - Kłos (85. Hajto), Wałdoch, Zieliński, Michał Żewłakow - Iwan, Świerczewski, Kałużny, Koźmiński (90. Krzynówek) - Juskowiak (68. Gilewicz), Olisadebe.

Znajdź nas na Facebooku! Będziesz na bieżąco!

Po raz pierwszy w ważnym meczu o punkty w polskiej bramce stanął Dudek. Szewczenko, jak obawiało się wielu, chociaż zdobył bramkę, nie został katem Polski i Dudka. To Dudek stał się katem Szewczenki pięć lat później w pamiętnym finale Ligi Mistrzów, w którym Liverpool pokonał karnymi AC Milan.

- Ja zawsze go pocieszam, że on stał się katem Juventusu w finale Ligi Mistrzów 2003, gdzie wykorzystał decydującą jedenastkę. Mówię mu, żeby pamiętał ten moment, a ja będę pamiętał ten z 2005 roku, bo to są dla nas piękne wspomnienia - mówi Dudek o swoich rozmowach ze słynnym Ukraińcem.

"Oli" był ważny

"Farbowany lis" z Nigerii, jak powiedzieliby dziś niektórzy, Emmanuel Olisadebe, był odkryciem Engela z czasów Polonii Warszawa i w dużej mierze to on wprowadził nas na mistrzostwa. Wielką klasę pokazał już we wspomnianym meczu w Kijowie.

- "Oli" był dla nas bardzo ważny. Był szybki, graliśmy dobrze z kontrataku, więc potrzebowaliśmy zawodnika, który by wypełniał lukę między ostatnim obrońcą a bramkarzem. On to robił genialnie, miał nosa, taką świeżość strzelecką - wspomina Dudek.

- Z drugiej strony, gdyby nie było Radka Kałużnego, czy Tomka Hajty, też byśmy nic nie wygrali - mówi nasz słynny bramkarz.

Odmienili losy polskiej piłki

Polacy grali przeciwko Ukraińcom jak z nut. Dwa gole Olisadebe plus trafienie Radosława Kałużnego dały nam wygraną 3-1. Szewczenko tylko raz był w stanie pokonać Jerzego Dudka. Mogliśmy wygrać wyżej, gdyby Andrzej Juskowiak nie zmarnował karnego. - Jednym spotkaniem, jednym momentem odmieniliśmy losy całej polskiej piłki - mówi Jerzy Dudek. - Po szesnastu latach awansowaliśmy do mistrzostw świata. Stało się to w głównej mierze dzięki temu spotkaniu, które dało nam dużo pewności.

Rewanż z Ukrainą na Stadionie Śląskim rok później zakończył się remisem 1-1. Dla nas był to jednak mecz o nic, gdyż już wcześniej jako pierwsza drużyna z Europy zapewniliśmy sobie awans na mundial. Drużyna Engela w wielkim stylu wygrała eliminacje, co wtedy było dla polskiej piłki największym sukcesem od lat. Po paru miesiącach polska reprezentacja z hukiem wyleciała jednak z azjatyckich mistrzostw. Czar Engela prysł.

My wykonamy wyrok?

W piątek o godz. 20.45 na Stadionie Narodowym w Warszawie Polska zagra z Ukrainą w eliminacjach brazylijskiego mundialu. Tym razem nie czekamy na wyrok, ale, według hurraoptymistów, to my mamy go wykonać na Ukraińcach, którzy kiepsko rozpoczęli kwalifikacje.

Patrząc na ostatnie mecze kontrolne kadry Fornalika rozgrywane w pierwszym składzie, z Urugwajem, czy Irlandią, trudno jednak o optymizm. Podobnie było z kadrą Engela przed wyprawą na Ukrainę.

- My wciąż szukamy odpowiedniego dla siebie stylu gry. Od wielu miesięcy powtarza się scenariusz, zgodnie z którym potrafimy zagrać bardzo dobrą połowę meczu, a w drugiej wszystko zepsuć. Musimy znaleźć odpowiedź, jak przez 90 minut grać na równym poziomie - uważa Dudek.

- Trener musi mieć plan i zawodnicy muszą go dobrze znać. Jeśli jeden piłkarz mówi w wywiadzie: "Musimy zagrać odważnie", a drugi obok mówi: "Musimy zagrać ostrożnie", to coś jest nie tak i wszystko okaże się na boisku, wówczas znów będziemy świadkami meczu: "A nuż się uda" - nieco obawia polski bramkarz.

"Lewy" w końcu musi strzelić

Dziś nie mamy w kadrze Olisadebe. Mamy natomiast Roberta Lewandowskiego, piłkarza, który już osiągnął w futbolu dużo więcej niż Nigeryjczyk i wyceniany jest na co najmniej dwadzieścia milionów dolarów.

"Lewy" przecież nie strzelił gola w kadrze od stu lat - zaraz odezwą się głosy niezadowolonych. Ale co stoi na przeszkodzie, by zrobił to w meczu z Ukrainą? Spotkaniu kluczowym, w którym wygrana przedłuży nasze szanse na występ w Brazylii i pogrąży Ukraińców, a remis lub porażka poważnie skomplikuje sytuację naszej reprezentacji.

Zdaniem Dudka, "skoro Lewandowski nie strzela od ośmiu meczów, to kiedyś w końcu musi strzelić".

Rewanż z Ukrainą zagramy w październiku. Odwrotnie niż w przypadku drużyny Engela - będzie to mecz wyjazdowy. Nie pojedziemy tam na piknik, bo trudno przypuszczać byśmy do tej pory byli pewni awansu.

Plany (czyt. marzenia) są inne. W piątek pokonamy Ukraińców, dzięki czemu to oni wyjdą w październiku na piknik, a my to wykorzystamy i wygrywając z nimi po raz drugi zapewnimy sobie wyjazd do Brazylii.

Realne? Jak najbardziej. Skoro udało się Engelowi, na którego nikt nie stawiał, czemu miałoby się nie udać Fornalikowi, który ma kilku piłkarzy wysokiej klasy? Obecny selekcjoner musi tylko odpowiednio ustawić i zmotywować swoich piłkarzy.

Autor: Waldemar Stelmach

Polska wygra z Ukrainą? Dołącz do dyskusji na forum!

Zobacz wyniki, strzelców bramek, terminarz i tabelę "polskiej" grupy eliminacyjnej

INTERIA.PL zaprasza na tekstową relację na żywo z meczu Polska - Ukraina. Początek 22 marca o 20.45

INTERIA.PL zaprasza na tekstową relację na żywo z meczu Polska - San Marino. Początek 26 marca o 20.45

Relacje możesz także śledzić na urządzeniach mobilnych

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje