Reklama

Reklama

El. MŚ 2014: Z odwiecznym rywalem w meczu jesieni

Prestiż, miejsce w historii i trzy punkty w eliminacjach mistrzostw świata - to stawka wtorkowego meczu z Anglią na Stadionie Narodowym w Warszawie. "Chyba tylko spotkania z Niemcami i Rosją wywołują podobne emocje" - twierdzą polscy piłkarze.

Mecze z Anglią zawsze były traktowane w Polsce prestiżowo. Także dlatego, że - z wyjątkiem dwóch pierwszych w 1966 roku - ich znaczenie było duże. W eliminacjach mistrzostw świata obie jedenastki zmierzą się już po raz jedenasty, raz spotkały się w mundialu, a czterokrotnie w kwalifikacjach europejskiego czempionatu.

Reprezentacja ojczyzny futbolu należy do najbardziej niewygodnych rywali "Biało-czerwonych". Z 17 spotkań polscy piłkarze wygrali jedno, 39 lat temu w Chorzowie. Po następnych czterech miesiącach był kultowy remis na Wembley, chyba najczęściej wspominany mecz reprezentacji.

Reklama

Później było tylko gorzej. Wszystkie potyczki na własnym terenie Anglicy wygrali, a w Polsce czasami zadowalali się remisem. "Biało-czerwonych" pogrążali tacy piłkarze jak Gary Lineker, Alan Shearer czy Paul Scholes.

"Od 40 lat te mecze są wyjątkowe, wywołują wielkie zainteresowanie" - przyznał trener reprezentacji Waldemar Fornalik.

Podobnie uważa Kamil Grosicki. "Anglia to zespół, który wywołuje podwójną motywację. Zarówno u wszystkich polskich piłkarzy, jak i kibiców. Chyba tylko rywalizacji z Niemcami i Rosją towarzyszą równie duże emocje. Dla nas to jak derby, klasyk po prostu" - zaznaczył skrzydłowy "Biało-czerwonych".

Z drugiej strony selekcjoner próbuje tonować nastroje. "Za ewentualną wygraną dostaniemy tylko trzy punkty" - zauważył Fornalik, a obrońca Kamil Glik dodał: "Ani zwycięstwo we wtorek nie zapewni nam awansu do mundialu, ani porażka nie przekreśli szans. To jeden z ważnych, meczów, ale nie decydujący w tych eliminacjach".

W eliminacjach, które nabierają tempa i zbliżają się do półmetka, Polacy w dwóch występach - z Czarnogórą 2-2 i Mołdawią 2-0 - zdobyli cztery punkty i zajmują trzecią pozycję w tabeli grupy H. Ich najbliżsi rywale mają siedem i prowadzą, ale rozegrali trzy mecze.

W piątek pokonali San Marino 5-0, lecz - podobnie jak polski zespół towarzyską potyczkę z RPA (1-0) - potraktowali pojedynek raczej treningowo. We wrześniu w ostatniej chwili uratowali się od porażki na Wembley z Ukraińcami (1-1).

Byłaby to pierwsza przegrana pod wodzą selekcjonera Roya Hodgsona, który przejął drużynę tuż przed Euro 2012. Jego bilans w tej roli to siedem zwycięstw i trzy remisy, a z mistrzostw Europy Anglików dopiero rzutami karnymi wyeliminowali w ćwierćfinale Włosi.

Oba zespoły, które przechodzą pokoleniową zmianę warty, we wtorek nie zagrają w najsilniejszych składach.

Wśród Polaków zabraknie przede wszystkim kapitana Jakuba Błaszczykowskiego, który urazu stawu skokowego nabawił się tuż przed przyjazdem na zgrupowanie. Kłopoty zdrowotne wyeliminowały też jego potencjalnego zmiennika Jakuba Koseckiego i doświadczonego Marka Saganowskiego, który mógłby stanowić wsparcie lub alternatywę dla Roberta Lewandowskiego w ataku.

Po Błaszczykowskim opaskę kapitana przejął Marcin Wasilewski. Na prawej stronie pomocy piłkarza Borussii Dortmund zastąpi natomiast prawdopodobnie Paweł Wszołek. 20-latek z Polonii Warszawa dopiero w piątek zadebiutował w drużynie narodowej, ale jego klubowy trener Piotr Stokowiec nie ma obaw, że nie wytrzyma ciśnienia, gdyż "to zawodnik bez układu nerwowego".

W bramce Fornalik postawi zapewne na Przemysława Tytonia, któremu w spotkaniu z RPA pozwolił zagrać 90 minut, by złapał rytm, gdyż ostatnio w PSV Eindhoven jest rezerwowym. Znający angielski futbol od podszewki Tomasz Kuszczak zostanie w rezerwie.

Wyspiarze przylecą do Warszawy bez Franka Lamparda, Theo Walcotta, których wyeliminowały kontuzje, ale i najbardziej znanych środkowych obrońców Johna Terry'ego i Rio Ferdinanda, których przygodę z reprezentacją zakończyły historie obyczajowe.

Po raz 99. w reprezentacji zagrają Ashley Cole i Steven Gerrard, ale największą gwiazdą od lat pozostaje Wayne Rooney. 26-letni napastnik Manchesteru United debiutował w kadrze w 2003 roku. Rozegrał 77 meczów i zdobył 31 goli. We wtorek będzie kapitanem swojej drużyny i jedynym piłkarzem, który pamięta ostatni mecz Anglii z Polską - w październiku 2005 roku na Old Trafford w Manchesterze gospodarze wygrali 2-1.

"Anglicy już nie mają wielkiej drużyny, jak w dawnych latach. Nie możemy nastawić się na zdobycie tylko punktu, bo to za mało. W tak wyrównanej grupie eliminacyjnej należy u siebie wygrywać" - uważa pamiętający z boiska sukcesy w meczach z tym zespołem były reprezentant Polski Lesław Ćmikiewicz.

Spotkanie na Stadionie Narodowym, gdzie Polacy jeszcze nie przegrali, zgromadzi komplet ponad 50 tysięcy kibiców, w tym ponad dwa tysiące angielskich. O skali wydarzenia świadczy fakt, że wnioski akredytacyjne przysłało ponad 400 przedstawicieli mediów, w tym stu z Wysp Brytyjskich.

Na trybunach rozłożona zostanie wielka biało-czerwona flaga, która powstała w czasie Euro 2012. Z kolei podczas Mazurka Dąbrowskiego kibice podniosą do góry tysiące kartonów w barwach narodowych.

Pierwszy gwizdek 39-letniego włoskiego arbitra Gianluki Rocchiego - we wtorek o godz. 21.

Przypuszczalne składy:

Polska: Przemysław Tytoń - Łukasz Piszczek, Marcin Wasilewski, Kamil Glik, Jakub Wawrzyniak - Paweł Wszołek, Ariel Borysiuk, Grzegorz Krychowiak, Ludovic Obraniak, Kamil Grosicki - Robert Lewandowski

Anglia: Joe Hart - Glen Johnson, Phil Jagielka, Joleon Lescott, Ashley Cole - James Milner, Steven Gerrard, Michael Carrick, Alex Oxlade-Chamberlain - Wayne Rooney, Danny Welbeck.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy