Reklama

Reklama

El. MME. Polska - Dania 3-1. Ojrzyński: Gdynia nie jest szczęśliwa dla Duńczyków

Reprezentacja do lat 21 we wtorek w niezłym stylu pokonała 3-1 Danię i nadal ma duże szanse na awans z pierwszej pozycji na mistrzostwa Europy w 2019 roku. - Teraz wszystko może się stać i to jest właśnie fajne. Kogoś się skreśla, inny jest murowanym faworytem, a jeden mecz może to wszystko zmienić - mówi Eurosport.Interia.pl trener Arki Gdynia Leszek Ojrzyński.

Krzysztof Srogosz, Eurosport.Interia.pl: Polacy zachowali szansę na wygranie grupy eliminacyjnej. Podobał się panu ich występ?

Leszek Ojrzyński, trener Arki Gdynia: - Wynik był rewelacyjny, a gra skuteczna. Duńczycy za pewnie poczuli się po początku, gdy wykreowali sobie dwie bardzo dobre sytuacje. Nie wykorzystali ich, ale zapewne myśleli, że później będzie podobnie. A tu po crossowym podaniu Bochniewicza Michalak strzelił gola na 1-0. Potem fatalny błąd popełnili obrońca z bramkarzem gości i prowadziliśmy już 2-0. Po tym skutecznym zakończeniu akcji przez Tomczyka widać było więcej wiary w poczynaniach Polaków. To także zdeterminowało naszą taktykę. Nasi piłkarze czekali na kontry, a rywale musieli cierpliwie budować akcje.

Reklama

- Duńczycy byli mało konkretni, a my w drugiej połowie wykorzystaliśmy szansę. Najlepszy na boisku Szymon Żurkowski i po jego trafieniu zaliczka była wystarczająca. Przed nią to przyjezdni mieli coraz większą przewagę i pierwszy gol dla nich praktycznie wisiał w powietrzu. Na szczęście, dobrze, że "Biało-Czerwoni" stracili bramkę dopiero na 1-3, a nie 1-2. Zwycięzców się nie sądzi. Nasi zagrali dobrze, ale przewaga optyczna była po stronie Duńczyków. Polacy grali o wynik i to się udało. Zobaczymy, jak będzie w kolejnych spotkaniach. Ekipa z Danii musi teraz zejść na ziemię, bo przecież wcześniej nie przegrała żadnego spotkania o stawkę przez ponad dwa lata. Fajnie, że ta seria została przerwana.

To zwycięstwo jest chyba tym bardziej niespodziewane, bo przecież w piątek Polacy po słabym meczu zaledwie zremisowali na wyjeździe 2-2 z Wyspami Owczymi.

- Czasami bywa, że zespół po takim ciosie się odradza. Pewne rzeczy się analizuje, podchodzi się inaczej do pewnych spraw i ekipa się przełamuje. Sam doświadczyłem takich sytuacji w karierze trenerskiej i to nie raz. Dlatego wiedziałem, że kadra będzie grała z dużą determinacją. Ten ostatni zespół z Wyspami Owczymi to był, delikatnie mówiąc, niezbyt dobry wynik. Przypomnę, że Duńczykom Gdynia nie leży. Przecież to na tym stadionie Arka pokonała w eliminacjach do Ligi Europy Midtjylland 3-2. No, a teraz także pokonani wracają do kraju młodzi zawodnicy z Danii.

Przed samym meczem z pierwszej składu wypadł narzekający na problemy żołądkowe Bartosz Kapustka. A może taka roszada właśnie pomogła w lepszej grze?

- Trudno powiedzieć. Awizowany skład był dość dziwny, bo Kapustka miał grać w ataku razem z Pawłem Tomczykiem. Czy taki zarys był naprawdę, tego nie wiem. Szymański wskoczył za Bartka i zasilił pomoc. Tak naprawdę w tym spotkaniu graliśmy system 1-5-4-1, a nie 1-5-3-2. Myślę, że plan jego zastąpienia był przygotowany, bo rozgrzewało się jeszcze dwóch kolejnych zawodników. Było widać, że Kapustka schodzi, a już czeka jego następca. Wykorzystał to piłkarz Legii.

Wydawało się, że szanse na awans z pierwszego miejsca po remisie w piątek są znikome. Polacy tracili do Danii cztery punkty. Teraz na półmetku eliminacji ten dystans zmniejszył się do zaledwie jednego oczka.

- Teraz wszystko może się stać i to jest właśnie fajne. Kogoś się skreśla, inny jest murowanym faworytem, a jeden mecz może to wszystko zmienić. Duńczycy pewnie się czuli i wierzyli, że utrzymają pierwszą lokatę do końca. Przed meczem słyszałem opinię, że oni nie wyobrażają sobie porażki. Nie spodziewali się większego oporu Polaków nie tylko po remisie z Wyspami Owczymi, ale także po tym z Finlandią. Przecież Skandynawowie z tymi przeciwnikami wygrywali łatwo. Super, że teraz było inaczej.

Na początku września dorosła reprezentacja Polski przegrała z Duńczykami w Kopenhadze 0-4. Myśli pan, że ich młodzi koledzy mieli to w głowie?

- Nie sądzę. Oni znają wartość swojej drużyny. Jak od dawna jesteś niepokonany, to grasz inaczej. Widać było, że grają ładnie dla oka. Jakby na początku wykorzystali dwie okazje, to mogło być w tym meczu zupełnie odmienne. To jest jednak piękne w piłce nożnej. Czasami jedna bramka powoduje, że wszystko się zmienia. We wtorek my to wykorzystaliśmy. Byliśmy bardzo skutecznie.

Nam bardzo podobała się gra wspomnianego przez Pana Żurkowskiego. Widzi pan kogoś, kto może wkrótce dostać się do kadry Adama Nawałki?

Trudno oceniać po jednym meczu, bo drużynę w tym składzie widziałem pierwszy raz. Zapowiadało się jakiś czas temu, że obrońca Jan Bednarek może szybko wskoczyć do reprezentacji. Z Danią zagrał dobrze, ale wiadomo, że musi zacząć więcej grać w Anglii. Wtedy będzie mu łatwiej. Naprawdę trudno wskazać innych. Wiadomo, że wszystko szybko może się odmienić. Przecież w pierwszej reprezentacji Polski jest już teraz dwóch zawodników, którzy niedawno grali na zapleczu Ekstraklasy. Mówię o Damianie Kądziorze i Rafale Kurzawie. Nie można nikomu zabierać marzeń. Kto będzie dobrze pracował, to w ciągu kilku miesięcy może znaleźć się w zespole Nawałki. To też jest sygnał dla innych, aby iść tą drogą i wytrwale dążyć do celu.  

Z Gdyni Krzysztof Srogosz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje