Reklama

Reklama

El. MME. Czesław Michniewicz o tajemnicy wygranej z Rosją i powołaniach Jerzego Brzęczka

Młodzieżowa reprezentacja Polski niespodziewanie pokonała we wtorek swoich rówieśników z Rosji 1-0 w meczu na szczycie grupy 5 eliminacji do mistrzostw Europy. "Biało-Czerwoni" zdołali zgarnąć komplet punktów w starciu z liderem tabeli, mimo że musieli radzić sobie mocno osłabieni brakiem kilku wiodących piłkarzy, którzy zostali powołani do pierwszej reprezentacji. Trener Czesław Michniewicz właśnie odniósł się do całej sytuacji.

Wygrana nad drużyną narodową Sbornej sprawia, że Polacy tracą już tylko punkt do swoich wtorkowych rywali. I mają realne szanse na objęcie prowadzenia w grupie, zwłaszcza że rozegrali jeden mecz mniej niż lider. To sprawia, że po arcyważnym zwycięstwie na stadionie Widzewa młode Orły liczą się w walce o bezpośredni awans do turnieju finałowego mistrzostw Europy, co gwarantuje zwycięstwo w grupie.

Reklama

Nasza młodzieżowa kadra pokazała w meczu z Rosją, że ma pomysł, jak pokonać faworyzowanego rywala. Co więcej, jednym z kluczy do zatrzymania groźnych zawodników rywala była skuteczna gra w formacji obronnej, choć trener Michniewicz, jeśli chodzi o skompletowanie defensywy, stanął przed karkołomnym zadaniem.

Wszystko z powodu decyzji trenera Brzęczka, który do pierwszej kadry na spotkania w Lidze Narodów powyrywał "zęby trzonowe" z młodzieżówki, powołując Sebastiana Walukiewicz, Michała Karbownika oraz Jakuba Modera. Pierwsi dwaj nie otrzymali szansy gry nawet przez minutę, ale filozofia selekcjonera kadry A polega na powolnym wprowadzania debiutantów, którzy najpierw oswajają się z grupą, atmosferą oraz poznają sposób gry i założenia.

Między innymi właśnie absencja Walukiewicza sprawiła, że Michniewicz musiał poważnie przeformatować blok obronny.

- Każdy obrońca był z innej parafii. Gumny występuje w tym zespole od dawna, a Piątkowski, Kiwior i Puchacz nigdy wcześniej w nim nie grali, co pokazuje skalę wyzwania - tłumaczy szkoleniowiec w rozmowie z "Przeglądem Sportowym".

Michniewicz jednak nie ma żadnych pretensji do Brzęczka, który skorzystał ze swojego świętego prawa, bo interesy pierwszej reprezentacji są priorytetowe. - Trener Brzeczek mówił, że chce im się przyjrzeć. Musieliśmy szukać innych rozwiązań. (...) Na całym świecie piłkarze z młodzieżówki trafiają do pierwszej reprezentacji. Jedynie w Rosji jest inaczej, trener Czerczesow weźmie zawodnika tylko wtedy, gdy ten ma szansę gry - dodał Michniewicz w tym samym wywiadzie.

Art

Dowiedz się więcej na temat: michniewicz | Jerzy Brzęczek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje