El. ME 2020. Kaczmarek: Mecz z Austrią nie rzucił na kolana

Bogusław Kaczmarek uważa, że wygrany przez Polaków 1-0 eliminacyjny mecz mistrzostw Europy z Austrią we Wiedniu był przeciętnym widowiskiem. - To spotkanie nie rzuciło na kolana, ale zwycięstwo na wyjeździe ma swój wymiar - powiedział gdański trener.

Zwycięstwo na wyjeździe zawsze ma swój wymiar. Na starcie eliminacji zabraliśmy rywalowi trzy punkty, ale mankamentów było sporo. Oba zespoły nie ustrzegły się wielu prostych błędów, takich jakich my w 88. minucie, kiedy Marc Janko miał najlepszą okazję w meczu. Z takiej pozycji bramkę zdobędzie junior średniej klasy. Gdyby trafił, ocena tego spotkania byłaby zupełnie inna - stwierdził.

Reklama

W sporcie wynik determinuje wiele rzeczy, ale według Kaczmarka nie może wszystkiego przesłaniać.

- To było bardzo przeciętne spotkanie w wykonaniu obu drużyn, ale zawsze rozgrzeszeniem przy pewnych ułomnościach, do których szczególnie zaliczyłbym brak spójności i płynności w grze, bo akcje były rwane i brakowało im jakości, jest wygrana. Ten mecz nie rzucił jednak na kolana - ocenił.

Popularny "Bobo" podkreślił, że o końcowym wyniku decydują detale. Takie jak stałe fragmenty, które od dawna są silną stroną biało-czerwonych. Gra Polaków zyskała także po dwóch pierwszych zmianach. - Rywalizacja otwiera się kiedy są mocne skrzydła. Pierwsza zmiana była przemyślana i uzasadniona, bo Milik okazał się cieniem zawodnika z Napoli. Nie umiał utrzymać się przy piłce, brakowało mu też agresywności, pazerności i ciągu na bramkę. W pewnym momencie nie mógł sobie znaleźć miejsca na boisku i to była słuszna zmiana. A wejście Frankowskiego sprawiło, że udało nam się rozszczelnić defensywę rywali - dodał.

Zwycięskiego gola strzelił w 68. minucie Krzysztof Piątek, który z kolei w 59. minucie zastąpił Piotra Zielińskiego. - Warto prześledzić całą bramkową akcję, a nie tylko jej finał. Po dośrodkowaniu Grosickiego Piątek zdemolował Alabę i sprowadził go do parteru, walkę o pozycję przegrał co prawda Lewandowski, ale zmusił Baumgartlingera do wybicia piłki głową idealnie Kędziorze na wolej, błąd popełnił też golkiper rywali, a Krzysiek znalazł się tam, gdzie powinien być klasyczny napastnik. Nie wiadomo jednak co by było, gdyby kontuzji nie nabawił się Zieliński - zauważył.

Asystent Leo Beenhakkera nie ukrywa, że specjalnie nie obawiał się tego spotkania. - A to dlatego, że w ekipie Austrii nie ma się kogo bać. Poza Alabą w tym zespole nie ma żadnego piłkarza zbliżonego klasą do naszych czołowych zawodników. W przypadku Arnautovica potwierdziło się to co mówił o nim klubowy kolega Łukasz Fabiański. W wielu spotkaniach nie widać go na boisku i w tym meczu także był średnio obecny. Generalnie chodził po murawie, machał rękami i wprowadzał wiele folkloru - przyznał.

W niedzielę o 20.45 w drugim eliminacyjnym spotkaniu podopieczni trenera Jerzego Brzęczka zmierzą się w Warszawie z Łotwą, która w czwartek przegrała na wyjeździe z Macedonią 1:3. 69-letni szkoleniowiec jest przekonany, że w grupie G nikt Polaków nie jest w stanie zatrzymać. - Warto przytoczyć łacińską maksymę, która znajduje się na herbie Gdańska, czyli "Nec temere, nec timide", a to oznacza bez nadmiernej pewności siebie, ale i bez strachu. To jest idealna zasada, którą w tych eliminacjach powinni kierować się nasi piłkarze. Mamy trzy punkty i w niedzielę wypada w dobrym stylu pokonać Łotwę - podsumował Kaczmarek.

Marcin Domański


Dowiedz się więcej na temat: reprezentacja Polski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje