El. Euro 2020. Austria – Polska. Pokuta "Biało-Czerwonych" powinna się udać

To nie przegrana z kretesem Liga Narodów, ale dopiero jutrzejsze starcie o punkty w eliminacjach ME będzie dla piłkarskiej reprezentacji Polski pierwszą poważną okazją odkupienia win popełnionych na mundialu w Rosji. Jest wiele przesłanek, że pokuta powinna się udać, ale to nie one zdecydują, tylko nogi, a przede wszystkim głowy "Biało-Czerwonych" - piszą z Wiednia wysłannicy Interii Michał Białoński i Piotr Jawor.

 

Reklama

Jakub Błaszczykowski w życiowej formie fizycznej, Grzegorz Krychowiak prawie bez tkanki tłuszczowej, świetnie przygotowany do wiosny, Jan Bednarek z piątego koła u wozu zamienił się w filar Southampton FC, na Kamilu Gliku Monaco opierało się zawsze, tyle że teraz, w odróżnieniu od jesieni, zaczęło regularnie wygrywać. Tych wyliczanek nie trzeba przedłużać o atak, jakiego nie mieliśmy od czasów Lubańskiego, Laty i Bońka, by wiedzieć, że reprezentacja jest wręcz zobowiązana do tego, aby nie spalić na panewce początku zmagań o przyszłoroczne Euro 2020.

- Na pewno drużyna jest lepsza niż przed MŚ i liczymy na to, że zdoła to pokazać jutro na tym stadionie - podkreślał w Wiedniu selekcjoner Jerzy Brzęczek.

Nic tak dobrze nie symbolizuje odrodzenia jak przykład Błaszczykowskiego. Najpierw uratował Wisłę, pożyczając jej pieniądze, później zaczął strzelać dla niej bramki. Był bohaterem wygranej w Kielcach i zwycięstwa w derbach. W ten sposób stworzył sportowe perpetuum mobile: on napędza "Białą Gwiazdę", a poprzez to dochodzi do znakomitej dyspozycji, która otwiera mu drzwi do kadry.

Ktoś powie: "Nie wolno na podstawie Ekstraklasy wyrokować czy ktoś się nadaje do kadry" i w 90 procentach pewnie będzie miał rację. Posłuchajmy jednak selekcjonera:

- Mamy wgląd do wyników wydolnościowych Kuby od kilkunastu lat. Dlatego mogę powiedzieć, że nawet za swych najlepszych czasów nie był w takiej kondycji, jaką ma teraz. Dlatego nie wykluczam, że znajdzie się dla niego miejsce nawet w wyjściowym składzie - wykłada kawę na ławę Jerzy Brzęczek.

Mieć 33 lata i błyszczeć w klubie, a także w kadrze? Czemu nie! Skąd my to znamy? Cristiano Ronaldo jest niemal o rok starszy, a jakim zbawcą Juventusu w Lidze Mistrzów został ostatnio, cały świat widział. To pokolenie jest chyba z innej gliny. Potwierdzają to inni "piękni trzydziestoletni" - Kamilowie Glik i Grosicki, bez których trudno nam sobie wyobrazić "Biało-Czerwonych".

Z kolei Grzegorz Krychowiak, bez którego wybitnej postawy nie byłoby naszego sukcesu na Euro 2016, po ME miał różne perypetie. A to nie grał w PSG, a to przenosił się do WBA, a to znowu zmieniał barwy na Lokomotiw Moskwa. Każdy z nich kosztował go utratę rytmu treningowego, przez co przestano go określać mianem czołowego defensywnego pomocnika Europy. W wypadku "Krychy" również nadeszła piłkarska wiosna:

- Zimowe przygotowania były dla mnie kluczowe. Po dwóch-trzech latach przerwy mogłem je wreszcie przepracować w klubie w całości. W lidze rozegrałem dopiero trzy mecze, ale już czuję dużą różnicę - nie kryje Grzegorz.

- Kończy się eksperymentowanie, czas na show, na pokazanie, jaka jest wartość naszej drużyny - dodaje młodzieniec Jan Bednarek, który grą i wypowiedziami wyrasta już na rutyniarza. W Premier League dojrzewa się znacznie szybciej niż gdzie indziej na świecie.

Jesienią głowiliśmy się kogo wstawić na środek obrony, obok Glika, wobec faktu, że Bednarek i Michał Pazdan w swoich klubach zostali odstawieni na bocznicę. Teraz możemy wystawić nawet czterech stoperów, gdyż obaj wrócili do gry, a w Bundeslidze błyszczy Marcin Kamiński. Mało prawdopodobne jest jednak, by selekcjoner rozbijał parę Glik - Bednarek, tym bardziej, że w zderzeniu z mierzącym 192 cm Marko Arnautoviciem potrzebne będą i wzrost, i siła.

Na środku pomocy pewne miejsce mają: Krychowiak, Piotr Zieliński, Mateusz Klich. Na skrzydłach nikt i nic nie powinien zagrozić pozycji Grosickiego i Błaszczykowskiego. W ataku - Lewandowskiego. Selekcjoner nie chciał zdradzić planu na wykorzystanie Arkadiusza Milika i Krzysztofa Piątka, których raczej nie zobaczymy w wyjściowej "jedenastce". Najważniejsze, że Brzęczek ma ten plan i jutro go zobaczymy.

Ci, którzy oczekują od trenera wystawienia trójki napastników naraz, muszą pamiętać, że w ostatnich latach na stadionie Ernsta Happela z Austrią przegrały nawet Niemcy, a pokonała ją tylko Brazylia, którą na razie nie jesteśmy.

Ze Stadionu Ernsta Happela Michał Białoński, Piotr Jawor

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje