Reklama

Reklama

Eksperyment Michniewicza! Niestrawne danie przez ponad godzinę

W Holandii Czesław Michniewicz nie zakładał gry na trójkę stoperów. Tłumaczył, że nie miał kiedy tego przećwiczyć. Na rewanż z Belgią zastosował ten wariant. Nie do końca wyszło. Nie dość, że szybko straciliśmy bramkę, to jeszcze gra wyglądała koszmarnie. „Biało-Czerwoni” doszli do głosu dopiero po 82. min, gdy przeszli na ustawienie czwórką obrońców w linii.

Za dużo zmiennych, by to się mogło powieść

Brak kontuzjowanego Jana Bednarka, wprowadzenie debiutującego Mateusza Wieteskę plus zmiana ustawienia na trójkę stoperów z wahadłowymi. Zmiennych było za dużo, by to mogło wypalić. Nicola Zalewski harował w defensywie, przez co brakowało go z przodu. Zamysł naszego selekcjonera był prosty - zablokować wahadłowych "Czerwonych Diabłów", którzy w Brukseli zrobili nam sporo krzywdy. 

Koszt zablokowania belgijskich wahadeł zbyt wysoki

Koszt zablokowania boków "Czerwonych Diabłów" był jednak zbyt wysoki. Po odbiorze piłki połowę drużyny mieliśmy wepchniętą we własne pole karne, przez co brakowało sił w drugiej linii i z przodu do rozegrania akcji, a to kończyło się częstymi stratami. I ponowną pogonią za piłką. Piątka obrońców powodowała także, że brakowało nam liczebności w drugiej linii do założenia średniego choćby pressingu. W związku z tym Belgowie bawili się "w dziadka" nawet na naszej połowie i bezkarnie zmieniali strony ataku, bez silenia się na sprinty i arytmie.

Reklama

Było to ciężkostrawne danie dla piłkarzy, zniechęconego szamotaniem się z przeważającymi siłami przeciwnika Roberta Lewandowskiego. Ciężkostrawne dla kibiców.

Przejście na czwórkę obrońców, wzmocnienie drugiej linii poprawiło obraz gry

Posiadanie piłki, operowanie nią również na połowie gości poprawiło się diametralnie po 82. min, gdy trener Michniewicz zdjął Wieteskę i Karola Linettego, by wprowadzić dwóch pomocników - Kamila Grosickiego i Jacka Góralskiego. Wtedy zaczęliśmy częściej zagrażać bramce Simona Mignoleta. I do wyrównania zabrakło naprawdę niewiele. Jeszcze mniej niż przed przerwą Nicoli Zalewskiemu.

Selekcjoner już w meczu barażowym ze Szwecją przekonał się, że z czwórką obrońców w linii drużyna spisuje się lepiej, czuje się pewniej. We wtorek, specjalnie dla Belgów, mając na przećwiczenie nowego ustawienia w eksperymentalnym składzie zaledwie jeden trening, w niedzielę, zdecydował się je wypróbować. Zablokowanie wahadłowych Belgii wyszło nam dobrze. 

Roberto Martinez, widząc pięciu polskich defensorów, zalecił "Czerwonym Diabłom" zarzucanie naszego pola karnego prostopadłymi podaniami. Naszą obroną przeciwrakietową były pułapki ofsajdowe. Zdecydowana większość się udała. W tej jednej, jedynej sytuacji linię spalonego złamał Matty Cash i nieszczęście stało się faktem.

Natomiast jeszcze raz przekonaliśmy się, że lepiej czujemy się w ustawieniu 1-4-5-1, czy 1-4-4-2.

Czytaj też: Belgia znowu lepsza! Tym razem bez kompromitacji

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL