Reklama

Reklama

Dramat w VI aktach o losach Maora Meliksona

Czy zmiana reprezentacji narodowej z rodzimej na tą matki i klubu, w którym się aktualnie występuje musi od razu rodzić podejrzenia o zdradę i o to, że człowiek goni tylko za kasą?

Akt I - spotkanie na Wiśle

Prezes PZPN-u Grzegorz Lato i selekcjoner reprezentacji Polski Franciszek Smuda, w siedzibie Wisły spotykają się z Maorem Meliksonem. Słyszą z jego ust deklarację "chcę grać dla Polski, ojczyzny mojej matki".

Lato i Smuda nie kryją satysfakcji. Dzięki Maorowi potencjał naszej kadry ma być większy.

Strony umawiają się, że będą swoje ustalenia trzymać w tajemnicy. Aż do momentu, w którym Melikson wystąpi publicznie i opowie o swej decyzji.

Dla Meliksona nie jest to łatwa decyzja. Trzeba mieć na uwadze, że Izrael jest specyficznym krajem, który będąc otoczonym przez kraje arabskie jest w stanie permanentnej wojny o różnym stopniu natężenia. Realnej i mentalnej. Gdy Maor wyjeżdżał do Wisły, "Haretz" przestrzegał go, że wybiera się do kraju antysemickiego. Obrazowo ujmując, kreślił przed nim wizję krainy, w której Żydów pożera się niemalże żywcem.

Reklama

Melikson postawił wszystko na jedną kartę i wybrał ofertę Wisły.

Akt II - Lato nie wytrzymuje i ogłasza światu newsa

We wtorkowe popołudnie, na polską piłkę nożną gruchnęła wiadomość ze strony PZPN-u: Maor Melikson postanowił grać dla Polski! Swym autorytetem potwierdził ją prezes Grzegorz Lato.

Dlaczego złamał umowę zawartą z Meliksonem? Czy chciał w ten sposób zagłuszyć krytykę, jaka ze wszech stron wylewała się na PZPN w związku z organizacją meczu Polska - Białoruś w Niemczech (ostatecznie wybrano Wiesbaden)? Pewne jest jedno - Lato działał zdecydowanie, choć nie jest pewne, czy w sposób do końca przemyślany.

Informacja stała się jeszcze bardziej wiarygodną, gdy potwierdził wybór Meliksona jego menedżer, Dudu Dahan.

Akt III - środa, Melikson nie wychodzi na konferencję

Maor Melikson, po komunikacie postawionym na stronie PZPN-u, a w ślad za nim opublikowanym na wszystkich portalach, dzień później we wszystkich gazetach, został postawiony pod ścianą. Postanowił potwierdzić światu swą decyzję na zwołanej na gorąco w środę konferencji. Media wyostrzyły już obiektywy, włączyły mikrofony, ale zamiast Meliksona, przed dziennikarzami stanął Robert Maaskant i wytłumaczył podopiecznego, że ten na razie nie chce się wypowiadać na temat gry dla Polski, czy Izraela.

"Rozmawiał dużo na ten temat z rodzicami i bratem, z którym jest blisko. Cały czas o tym myśli. Jeśli postawicie się w takiej sytuacji, to zgodzicie się z nim, że to nigdy nie będzie łatwe. Wybór klubu jest trudny, a co dopiero mówić o reprezentacji" - tłumaczył Maaskant i dotknął sedna.

W izraelskich mediach pojawiły się oskarżenia o... zdradę narodową! Dla ojca Maora, który jest izraelskim patriotą były jak cios w serce. - Jak to, ja służyłem w izraelskiej armii przez 14 lat, mój syn był w niej przez trzy lata i teraz padają oskarżenia o zdradę? Chyba ktoś na głowę upadł - denerwował się ojciec Maora, Armand.

Akt IV - Melikson zabiera głos

Histeryczna reakcja niektórych mediów z Izraela osłabiła nieco entuzjazm Meliksona. - Przepraszam, ale nie mogę stanąć teraz przed kamerami i powiedzieć polskim kibicom coś, do czego nie jestem w tym momencie w stu procentach przekonany - przeprosił Maor za powstałe zamieszanie. Chcąc być fair w stosunku do selekcjonera reprezentacji Polski, Franciszka Smudy, dzwoni do niego i przeprasza, że w najbliższym zgrupowaniu nie może jeszcze wziąć udziału.

Telefonicznie przeprasza też Latę. Lato i Smuda ze zrozumieniem przyjmują ten wybór, bo wiedzą, że piłkarz jest rozdarty wewnętrznie i musi wszystko dobrze przemyśleć.

Po załatwieniu sprawy ze Smudą i Latą, Maor Melikson, za pośrednictwem oficjalnej strony Wisły (www.wisla.krakow.pl) publikuje oświadczenie, w którym wstrzymuje się od występów zarówno dla Polski, jak i Izraela. "Zdecydowałem, że obecnie nie jestem gotów grać ani dla Polski, ani dla Izraela". Maor zadzwonił też do selekcjonera Izraela, z prośbą, aby nie powoływał go na najbliższe zgrupowanie przed meczem z Maltą.

- Jeśli to zrobi i tak nie pojadę - miał powiedzieć.

Akt V - świat stanął na głowie

Maor Melikson znalazł się w klasycznej sytuacji między młotem a kowadłem. W Izraelu zarzucają mu zdradę. - Dlaczego nikt nie chce przyjąć do wiadomości, że może postanowiłem grać dla ojczyzny mojej matki? Dlaczego wcześniej, przez 10 lat nikt mnie nie zauważał w Izraelu. Gdy doznawałem ciężkiej kontuzji, w gazetach pojawiała się kilkuwierszowa wzmianka, gdy raz powołano mnie do reprezentacji, komentatorzy mieli kłopoty z wymówieniem mojego nazwiska, a teraz, gdy chce mnie Polska, nagle stałem się ważny dla środowiska piłkarskiego Izraela! W gazetach pisze się o mnie na całą stronę. Gdzie oni wszyscy byli przez ostatnie 10 lat, skoro teraz zdaję się być ważniejszy dla nich od Yossiego Benayouna? - dziwi się Maor.

W Polsce krytykanci zarzucają mu, że stawia na naszą reprezentację, bo z Izraelem nie przyjedzie na Euro 2012 (żadnych szans na awans), czyli okno wystawowe wszystkich najlepszych piłkarzy ze Starego Kontynentu. - I że niby chcę się tylko tutaj wypromować, by wyjechać na Zachód i że w głowie mam tylko pieniądze. Dlaczego nikt nie dopuści do głowy, że może chcę grać dla kraju, w którym ludzie mnie akceptują jak swojego i cieszą się moją grą! Nawet w Poznaniu, choć kibice Lecha są wrogo nastawieni w stosunku do tych z Wisły, dostawałem sygnały uznania dla mojej gry, kibice pokazywali mi kciuki podniesione w górę, bo podoba im się moja postawa na boisku - argumentuje Maor Melikson.

Akt VI - napisze go przyszłość

Z powodu ludzi, którzy uwielbiają robić burzę w szklance wody, dla Maora był to ciężki tydzień.

Skromny, wrażliwy chłopak z Jawnego, czytając komentarze na swój temat w obu krajach, nie mógł sypiać po nocach, schudł dwa kilogramy, choć i tak był szczupły. Potrzebuje teraz spokoju, wyciszenia i refleksji. Widać, że jest zdecydowanie bliżej reprezentacji Polski i nie o kasę mu chodzi. W kraju swojej mamy znalazł nową ojczyznę, w której najzwyczajniej czuje się lepiej, bo nie widzi u nas tylu przejawów tak bardzo drażniącej go hipokryzji. I ludzie go akceptują, jak swojego. To go nakręca.

Maor, trzymaj się i nie zwracaj uwagi na ekstremistów! Cokolwiek byś nie wybrał, pozostań sobą!

Dyskutuj na blogu Michała Białońskiego

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje