Reklama

Reklama

Dno jest gdzieś nad nami

Porażka z Ukrainą przekreśla praktycznie marzenia reprezentacji o brazylijskim mundialu, a natężenie gwizdów po meczu wyraża całą beznadzieję i frustrację polskiej piłki - pisze felietonista INTERIA.PL Dariusz Wołowski.

Zobacz wyniki, terminarz i tabelę w "polskiej" grupie eliminacji MŚ 2014

Ktoś przytomny zwróciłby mi uwagę, że to nie były marzenia, ale mrzonki. Polski futbol to pacjent od lat chory na niedouczenie, bezmyślność i brak aspiracji. Kiedy na konferencji prasowej po meczu jeden z dziennikarzy zapytał Mychajła Fomienkę jak w tak krótkim czasie zdołał podnieść z kolan swoich graczy, nowy trener Ukrainy wyjaśnił, że właściwie nic nie musiał robić, bo oni sami czuli, iż są coś winni kibicom. Najwyraźniej polscy piłkarze tego nie czuli, choć po klęsce na Euro 2012, przysięgali co innego. W tym sensie faktycznie nasz futbol mrzonkami stoi.

Kibic miał jednak prawo marzyć. Jak nie teraz, to kiedy? Polska kadra od jakiegoś czasu przestała być zbieraniną graczy wycierających ławki w przeciętnych, zagranicznych klubach, stając się grupą ludzi robiących w Europie normalne kariery. Tymczasem, kiedy nasi gwiazdorzy pełniący niepoślednie role w Bundeslidze, Serie A, Ligue 1, czy Premier League zjeżdżają na zgrupowanie, dopada ich syndrom bezradności z lat minionych. Sami nie mogą się doszukać w swojej grze nie tylko ładu i składu, ale nawet ambicji, o czym wspominał po klęsce z Ukrainą Artur Boruc.

Od razu przestrzegam zwolenników opcji "zerowej". Teza, że wszystkich zmanierowanych gwiazdorów powinno się rozpędzić na cztery wiatry, a dać szansę młodym, głodnym gry chłopakom z Ekstraklasy, jest tyleż nośna, co absurdalna. Wczoraj przez 45 minut zachodziłem w głowę, co robią na boisku Radosław Majewski i Maciej Rybus? Odpowiedź dostałem w drugiej części spotkania, gdy na placu pojawili się tak samo bezproduktywni Jakub Kosecki i Ludovic Obraniak. Kosecki, który w lidze polskiej zdobywa bramki niczym Leo Messi, w pojedynkach z Ukraińcami kopał się w czoło. To ma związek z tym, o czym znienawidzony Leo Beenhakker mawiał: "international level". Oczywiście jestem jak najdalej od pochopnego przekreślania szans młodego gracza Legii.

Piłka na europejskim poziomie, czyli to, co dla graczy Dynama Kijów, czy Szachtara Donieck jest normalnością, dla piłkarzy ligi polskiej, jest wciąż tylko mrzonką. Gdyby byli dość dobrzy, nie graliby w Ekstraklasie. Dlatego nie zgadzam się na publiczny lincz Roberta Lewandowskiego, bo jest on bezdyskusyjnie najlepszym napastnikiem w Polsce, mimo iż gola w kadrze nie zdobył od tysiąca minut. Każdy inny na jego miejscu czekałby dwa tysiące. Problem jest głębszy: reprezentacja Polski nie posiada podstawowych atrybutów drużyny.

Reklama

Zwolnić Waldemara Fornalika? Przecież to taki miły trener. Trzeba sobie jednak powiedzieć jasno, że ogłada selekcjonera to ostatnie z ważnych kryteriów w jego profesji. Mieliśmy zresztą niedawno takiego, który z mozołem klecił zdania, i nie było ani gorzej, ani lepiej. Wszyscy polscy trenerzy, którzy osiągnęli cokolwiek, swoje szanse w kadrze już zaprzepaścili. Chyba, że PZPN sięgnie na przykład po bezrobotnego Macieja Skorżę? To by było w jego stylu.

O zagranicznych trenerach nawet nie wspominam, w czasach, gdy prezes Zbigniew Boniek ma zamiar pilnować czystości polszczyzny graczy kandydujących do kadry, nie ośmieli się postawić na ich czele kogoś, kto nie umie powiedzieć: "dzień dobry".

Taplajmy się więc dalej w polskim geniuszu futbolowym, żyjmy sukcesami sprzed 30 lat, pielęgnujmy narodową dumę, wymachujmy szabelką. Zobaczymy gdzie wylądujemy? Trzeba spaść na dno, żeby się od niego odbić? Tyle, że po eliminacjach mundialu w RPA, gdzie reprezentacja Polski wyprzedziła tylko San Marino, po klęsce na Euro 2012 i po wczorajszym laniu na pięknym, nowoczesnym i wypełnionym po brzegi (mimo mrozu) Stadionie Narodowym można przypuszczać, że dno jest już gdzieś nad nami. Chorobliwi romantycy widzą tam jednak ciągle błękit nieba. I nawet przeraźliwe gwizdy, takie jak wczoraj, im tego nie odbiorą.

Autor: Dariusz Wołowski

Dyskutuj na blogu Darka Wołowskiego

Znajdź nas na Facebooku! Będziesz na bieżąco!

Zobacz zapis relacji na żywo z meczu Polska - Ukraina

INTERIA.PL zaprasza na tekstową relację na żywo z meczu Polska - San Marino. Początek 26 marca o 20.45

Relacje możesz także śledzić na urządzeniach mobilnych

Czego zabrakło w grze "Biało-czerwonych"? Dyskutuj

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL