Reklama

Reklama

Dawid Janczyk mógł grać w Chelsea u Mourinho. Teraz jest w tarapatach

Były wielkie wzloty na MŚ U-20, w Legii i w CSKA Moskwa, a po nich gigantyczne upadki. Przez alkohol. Dawid Janczyk znalazł się na rozdrożu, żona wyrzuciła go z domu, trwa sprawa rozwodowa. O swych tarapatach opowiedział rosyjskiemu "Sport Expressowi".

Rosjanie przypominają, że dla Dawida wszystko zaczęło się znakomicie. "Nawet Robert Lewandowski nie uchodził za tak utalentowanego napastnika jak on. W wieku 17 lat napastnik Sandecji z rodzinnego Nowego Sącza wyjechał na dwutygodniowe testy do Chelsea, gdzie poznał wielkich ludzi piłki" - przypomina dziennik.

Obcięte zdjęcie z Mourinho

- Oczywiście, pamiętam tamten wyjazd. Bardzo się denerwowałem, ale miałem nadzieję, że wywrę dobre wrażenie na Jose Mourinho. Poznaliśmy się wtedy, do dzisiaj mam fotografię z tym trenerem. Na dodatek zjadłem śniadanie z Romanem Abramowiczem, bardzo miło było go poznać - wraca do przeszłości napastnik.

Reklama

Ostatecznie młody Polak nie dołączył do "The Blues".

- Wszyscy o mnie wypowiadali się dobrze, Chelsea proponowała mi pozostanie w klubie. Ale w tym czasie, gdy byłem na testach w Londynie doszło do wielkiej tragedii, zmarł papież Jan Paweł II. To mnie zszokowało i uznałem, że muszę wrócić do domu - podkreśla.

"Sport Express" cytuje byłego agenta piłkarza Jerzego Kopca, który potwierdza, iż śmierć Ojca Świętego wstrząsnęła jego podopiecznym, gdyż był i jest głęboko wierzącym katolikiem. Dlatego nie doszło do testów medycznych Janczyka, na jakie zapraszała go Chelsea. Zamiast do Londynu Dawid przeniósł się po sezonie do Warszawy, by grać w Legii.

Rosjanie zwracają uwagę na fakt, że zdjęcie z Mourinho jest awatarem Dawida w WhatsAppie. Z tą różnicą, że Kopiec jest z niej wycięty.

"Właśnie tego agenta obwinia się o to, że młody Janczyk stracił głowę od pieniędzy i alkoholu" - precyzuje "Sport Express".

Odpowiedział na gole Aguero i Di Marii

Rosyjski dziennik przypomina wakacje 2007 r. i MŚ do lat 20, podczas których Polska z Janczykiem w składzie dotarła do 1/8 finału, by ulec Argentynie. Honorowe trafienie zapewnił nam właśnie Dawid, a dla "Albiceleste" dwie bramki strzelił Kun Aguero, a jedną Angel Di Maria.

- To był najlepszy moment w moim życiu. Wiesz, teraz chce mi się płakać, gdy wspomnę tamten okres i porównam go z tym, co teraz. Teraz moje życie, cholera. Dlatego nie chcę wspominać tego, co było na tych MŚ - mówi Dawid.

Po MŚ w Kanadzie miał propozycje z Hiszpanii, Włoch i Anglii. Marzył o występach w Interze, któremu kibicuje od dziecka. Ale najlepsza oferta, opiewająca na kwotę 2,5 mln euro przyszła z Atletico Madryt. Nie zadowoliła jednak Legii.

- W którymś momencie postanowiłem, że przyjmę pierwszą ofertę, jaka zadowoli klub. Tak też się stało. Wybrałem CSKA Moskwa, gdyż Legię zadowoliła suma 4,2 mln euro i zostałem najdroższym piłkarzem w historii polskiej ligi. A dlaczego CSKA postawił na mnie? Myślę, że z uwagi na podobieństwo z Vagnerem Love, który fetował gole robiąc z palców pistolet. Ja dokładnie tak samo się cieszyłem z bramek w reprezentacji młodzieżowej. Wydaje mi się, że CSKA to zobaczyło i uznało, że będę tak grał jak Love - opowiada Janczyk.

Zgubny lot od 2,5 do 160 tys. zł miesięcznie

Cytując autobiografię piłkarza, autorstwa Piotra Dobrowolskiego "Dawid Janczyk. Moja spowiedź" Rosjanie przypominają, że początkowo z Legii piłkarz zarabiał 2,5 tys. zł miesięcznie, a tuż przed MŚ U-20 pensja wzrosła do 40 tys. zł. Natomiast w CSKA zapłata młodego napastnika wzrosła jeszcze kilkukrotnie.

- W CSKA zarabiałem 160 tys. zł miesięcznie. Taka była podstawa, do której dochodziły premie od 10 do 40 tys. dolarów. Najwyższe premie otrzymywaliśmy za zwycięstwa nad Spartakiem, Zenitem, Dynamem i Lokomotiwem - zwierza się Janczyk.

Zepsute urodziny Czerczesowa

W wieku 19 lat wskoczył do wyjściowego składu CSKA i został bohaterem derbów ze Spartakiem, dzięki zdobyciu wyrównującej bramki w czwartej minucie doliczonego czasu. Akurat w derbach wszedł z ławki, za Vagnera Love. Młody Polak tą bramką zepsuł 44. urodziny trenera Spartaka Stanisława Czerczesowa, który już witał się z gąską - miał nadzieję na pierwsze zwycięstwo Spartaka nad CSKA od sześciu i pół roku. Trener "Armiejców" Walerij Gazzajew triumfował na konferencji: - Musicie jeszcze trochę popracować, żeby nas ograć.

- Trener Gazzajew nic mi nie powiedział po tym meczu. Był tylko rozczarowany zachowaniem Vagnera, który podczas zmiany nie podał mu ręki, za co Brazylijczyk został zesłany do rezerw na kilka dni - wspomina Janczyk.

Gazzajew trzymał dyscyplinę i miał ciekawy zwyczaj: nikt po nim nie mógł wsiąść do autobusu drużyny.

- Nieważny czy nazywał się Krasić, Vagner, Żyrkow, czy Jo (João Alves de Assis Silva). Pamiętam, jak po trenerze próbował wsiąść do autokaru jeden piłkarz i po prostu nie pojechał na mecz - mówi Polak.

Jedna flaszka, druga flaszka, potem ....

Dawid żalił się na sytuację, w jakiej się znalazł.

- Wiesz bracie. Patrzę na to, co się dzieje teraz w moim życiu... Staram się znaleźć jakikolwiek klub, wyjście z sytuacji. W Polsce jest mi ciężko znaleźć pracodawcę. Każdy myśli, że piję, a to nieprawda! Nie piję już rok! Wcześniej piłem, ale teraz nie mogę nawet o tym myśleć, bo wiem, że to ryzykowna ścieżka - opowiada Dawid.

Janczyk zdradził, jak popadł w nałóg. Stało się to po rozmowie z prezesem CSKA Babajewem, u którego chciał załatwić wypożyczenie do innego klubu.

- Babajew się nie zgodził, twierdził, że w klubie na mnie bardzo liczą. Wtedy coś we mnie pękło. W drodze powrotnej kupiłem butelkę. Jedną, potem drugą i .... Złość minęła - wspomina.

Nie ma złudzeń, że zgubiły go pieniądze. Nie wiedział na co je wydawać, więc wybrał jedną z gorszych opcji - alkohol. Zaczynał pić o godz. 16, po powrocie z treningu. W klubie nikt nie zauważył, że zanurza się w nałogu. "Jedna flaszka, druga flaszak, potem trzecia kurde bele leci" - mógłby mu akompaniować "Kult".

- Mógłbym wypić nawet beczkę whisky, a nazajutrz i tak nikt by nic po mnie nie rozpoznał - twierdzi.

Żona mówi "rozwód"

- Tylko pisz proszę o mnie pozytywnie. Jestem w trakcie procesu rozwodowego. Ja tego nie chciałem, ale moja żona tak zdecydowała - zwrócił się do rosyjskiego dziennikarza.

Żonę Dominikę poznał w Warszawie. Grając w CSKA specjalnie dla niej przylatywał do Polski.

- Teraz u mnie wszystko ... shit. Mieszkam sam, wkrótce rozwód, a żona żąda ode mnie pół miliona euro. Za co? Nie wiem. W ogóle nic nie wiem. Wiem tylko, że światem zawładnął koronawirus, a ja i bez niego mam masę problemów - nie kryje. 

- Nie wpuszczają mnie nawet do własnego domu. Zdarzyło się raz, że żona mnie nie wpuściła i całą noc spałem pod drzwiami. Taką właśnie mam żonę! To mój dom, zarobiłem na niego grą w CSKA, a teraz nie mogę się do niego dostać. Zabroniono mi do niego wchodzić i zbliżać się do żony na odległość mniejszą niż 50 metrów. Dobrze, że chociaż z dziećmi mogę się widywać - opowiada swe traumatyczne doznania Janczyk.

Córki chcą z tatą wszystko robić

Wiktora ma już 10 lat, a Walentyna pięć. Mieszkają z mamą.

- Obie z tatą chcą wszystko robić. Rysować, śpiewać, grać w piłkę. Z dziewczynkami nie mam żadnych problemów. Natomiast nie mogę się z nimi widywać bez osób postronnych. Nie mogę ich zapraszać do siebie. Dlaczego? Bo mam problemy życiowe - żali się piłkarz.

MB

***
Sprostowanie:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama