Reklama

Reklama

Dania - Polska. Ryszard Staniek przestrzega przed "duńskim walcem"

W historii polsko-duńskiej rywalizacji na piłkarskiej murawie raz jedni, a raz drudzy stawali sobie na drodze do prestiżu i medali. Najczęściej było tak, jeśli chodzi o igrzyska olimpijskie, ale nie tylko, bo już raz ograliśmy Duńczyków w eliminacjach mistrzostw świata.

Zapraszamy na relację na żywo z meczu Dania - Polska!

Reklama

Relacja na żywo dla urządzeń mobilnych

W olimpijskich finałach spotkaliśmy się ze Skandynawami trzykrotnie. W 1952 roku w Helsinkach, a raczej w Turku, bo tam odbył się mecz, dali nam łupnia 2-0. Osiem lat później, podczas igrzysk w Rzymie, też wybili nam nadzieję wygrywając z nami 2-1. Nie pokonaliśmy ich nawet, podczas jakże udanej dla nas Olimpiady w Monachium w 1972, kiedy tylko zremisowaliśmy 1-1. Na szczęście potem, to my cieszyliśmy się z olimpijskiego złota.

Z kolei przed mundialem w Argentynie wybiliśmy Duńczykom sen o potędze, rozbijając ich w grupowych spotkaniach w 1977 roku, najpierw 2-1 w Kopenhadze, a potem 4-1 na Stadionie Śląskim. W tym pierwszym meczu dwa gole dla biało-czerwonych zdobył niezawodny Włodzimierz Lubański. Dla Duńczyków trafił Alan Simonsen uznany wtedy za piłkarza roku w Europie.

Duński żal. "Odebrali nam złoty medal"

Osobny rozdział stanowi duńsko-polska rywalizacja w olimpijskich eliminacjach w latach 80. i na początku lat 90. Przed igrzyskami w Los Angeles los ponownie przydzielił do jednej grupy oba zespołu. Pierwszy mecz w Aarhus, w październiku 1983 roku wygraliśmy 1-0, po trafieniu byłego pomocnika Stali Mielec i Legii Kazimierza Budy.

Rewanż w Lublinie, który był ostatnim meczem w grupie 2, był dla nas spotkaniem o wszystko, żeby zająć pierwsze miejsce i polecieć za ocean trzeba było wygrać. Skończyło się na bezbramkowym remisie, co dawało pierwsze miejsce jedenastce NRD. Ostatecznie do Los Angeles nie polecieli ani jedni, ani drudzy, bo kraje "demokracji ludowej" zbojkotowały wtedy igrzyska.

Przed kolejnymi IO znowu spotkaliśmy się razem. Na boisku bez dwóch zdań lepsi byli Duńczycy. W Szczecinie, w październiku 1987 roku, wygrali 2-0 po dwóch trafieniach Kima Vilforta, a u siebie rozbili nas potem 3-0. Tyle tylko, że wynik pierwszego meczu został, jeszcze w trakcie eliminacji, zweryfikowany, jako wygrana Polski! O co poszło? W drużynie rywala, jak ustalił wtedy Roman Hurkowski, dziennikarz "Piłki Nożnej", zagrał nieuprawniony zawodnik Per Frimann, który wcześniej grał w eliminacjach MŚ. 

Z tego powodu Duńczykom odebrano dwa punkty, które zaważyły na tym, że na igrzyska do Seulu polecieli Niemcy z Zachodu, a nie oni. - Odebrano nam wtedy olimpijskie złoto. Mieliśmy zespół na medal ze Schmeichelem, Povlsenem, Vilfortem, Nielsenem, Olsenem czy ze mną - mówi mi w Kopenhadze John "Faxe" Jensen, uczestnik nieszczęsnego dla Duńczyków meczu w Szczecinie.

Klęska w Aalborgu

Przed następnymi igrzyskami, które były jednocześnie młodzieżowymi mistrzostwami Europy, spotkaliśmy się ze sobą w ćwierćfinale. W składzie biało-czerwonych, prowadzonych przez Jerzego Wójcika, same asy: Jerzy Brzęczek, Ryszard Staniek, Tomasz Wałdoch, Andrzej Juskowiak, Marek Koźmiński czy Wojciech Kowalczyk. Tymczasem w Aalborgu, po 25 minutach gry, było... 0-4 dla rywala! ostatecznie skończyło się na porażce 0-5...

- Nie musisz mi przypominać tego spotkania. Dali nam wtedy niezłe lanie i zlali nas strasznie, tak, że nie ma czego przypominać... - mówi mi Ryszard Staniek, uczestnik tamtego meczu. Co było powodem takiego, a nie innego przebiegu spotkania, które mogło zakończyć nadzieję o olimpijskim medalu drużyny Wójcika?

- Głównym powodem było, to, że zaraz na początku spotkania, jak dobrze pamiętam, to w 11 minucie, kontuzję złapał Alek Kłak. Wszedł na niego Arek Onyszko. Nie chciałbym nikogo krytykować i zwalać winy, ale nie wyszedł mu za bardzo ten mecz. Potem w rewanżu, na stadionie Górnika, zremisowaliśmy 1:1 i to rywal awansował dalej. Wtedy przejechali się po nas jak walec, ale na Olimpiadzie w Barcelonie kilka miesięcy później nie zaistnieli i nic nie grali (Duńczycy zajęli tam ostatnie miejsce w grupie D - przyp. aut.). Możemy my mieliśmy akurat słabszy dzień? Byliśmy zdruzgotani po tym spotkaniu. Dobrze jednak, że mieliśmy wysoki współczynnik punktowy i dzięki temu udało się zagrać na igrzyskach w Barcelonie, gdzie zdobyliśmy przecież srebrne medale - opowiada Staniek.

Twarda walka i agresja

Jak będzie dzisiaj wieczorem w Kopenhadze? - Wiadomo, że Duńczycy zawsze byli waleczni. To biegająca i agresywnie grająca drużyna, więc jeżeli nie przeciwstawimy się tym samym, to będzie ciężko o dobry rezultat. Trzeba nastawić się na twardą walkę od pierwszej minuty - podkreśla 12-krotny reprezentant polski i srebrny medalista igrzysk w Barcelonie.

Sprawdź sytuację w "polskiej" grupie eliminacji MŚ!

Michał Zichlarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje