Reklama

Reklama

Czy stać nas na to, aby "Polski Czołg" był poza reprezentacją?

Marcin Wasilewski coraz lepiej radzi sobie w Leicester City. Czy w ślad za tym dostanie powołanie do reprezentacji Polski?

Gdybyście zapytali kibiców na King Power Stadium, który z piłkarzy biegających po murawie miał otwarte złamanie nogi, pewnie na samym końcu wskazaliby na "Wasyla".

Człowiek z Krakowa, z Nowej Huty, gdzie dorastanie wśród blokowisk uczyło człowieka, by łatwo się nie poddawał i miał twardy kark. Kręgosłup też. Dokładnie taki jest Marcin i nie zmieniła go nawet kontuzja, jakiej doznał po ostrym wejściu Aksela Witsela.

 Głównie z uwagi na "Wasyla" z ciekawością obejrzałem starcie Leicester City z Liverpoolem. Wszak mamy pierwszego od lat Polaka - nie licząc bramkarzy - grającego w Premier League.

Reklama

To, co zobaczyłem przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Wasilewski był jednym z najlepszych aktorów tego widowiska, choć jego zespół przegrał 1-3.

Rywale, po starciach z nim kładli się jak kłosy zboża przed kombajnem. A raczej przed "Polskim Czołgiem", bo tak nazwali go jeszcze w okresie występów w Anderlechcie.

Gdy we wrześniu ubiegłego roku "Wasyl" - jako wolny agent - związywał się kontraktem  z Leicester City, można było uznać, że idzie dorobić do emerytury. Ale on i jego zespół realizują ambitniejsze cele. Awans do Premier League, a teraz walka o utrzymanie się w niej. Dzisiaj, w wieku 34 lat, Marcin może szczycić się tym, że zagwarantował sobie pozycję w wyjściowym składzie. Tym mocniejszą, że drugi stoper - Wes Morgan wyleciał z boiska po prostym błędzie technicznym, który naprawiał faulem na wychodzącym na czystą pozycję rywalu. Morgan szybko do gry nie wróci.

Jak smakują wejścia Marcina, poznali m.in. Lallana i Lambert. Ktoś powie, że za przyduszanie  drugiego w Polsce "Wasyl" wyleciałby z boiska. Ale w Anglii futbol nie jest zabawą dla małych dziewczynek. Tam nikt nie płacze, nie biegnie do sędziego: "Panie sędzio, on mnie kopnął!", tylko walczy w ramach obowiązujących zasad. A w tej walce trudno znaleźć lepszych od Wasilewskiego.

Rodzi się pytanie, czy stać nas na to, by jedyny Polak grający w polu w ekstraklasie Anglii był omijany przy powołaniach do reprezentacji? Odpowiedź na to pytanie zna Adam Nawałka i jego sztab. Moim zdaniem jednak, w dobie kontuzji Artura Jędrzejczyka i w perspektywie wyjazdowych bitw z Irlandią i Szkocją, warto by było odkurzyć "Wasyla" dla kadry narodowej. Tym bardziej, że on zawsze wnosił do zespołu nie tylko charakter, twardość i ambicję, ale także potrafił wpłynąć pozytywnie na atmosferę w szatni.

Ktoś powie, że w smakowitej zupie nie ma co mieszać i zwróci uwagę na fakt, że bez Wasilewskiego zespół sobie świetnie radzi, liderując w grupie D eliminacji Euro 2016. Niby tak, ale szczególnie w obronie Nawałka ma ograniczony wybór i od nadmiaru dobrych piłkarzy głowa go z pewnością nie boli.

Kto jak kto, ale "Wyspiarze" docenili Polaka i umieścili go w najlepszej jedenastce Premier League za listopad!

Pewne jest jedno - hasło "biją naszych" nie ma zastosowania, gdy na boisku jest "Wasyl".  Wtedy to raczej nasi są stroną bijącą.


Tu znajdziesz szczegóły z meczu Leicester - Liverpool 1-3

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje