Reklama

Reklama

Czy Boruc może postraszyć Szczęsnego?

​Powołanie Artura Boruca do reprezentacji na mecz z Irlandią wzbudziło spore kontrowersje. Trener Waldemar Fornalik postanowił jednak zaryzykować, gdyż sytuacja wśród naszych bramkarzy przed wiosennymi meczami eliminacji mistrzostw świata nie jest dobra.

Boruc tak naprawdę z kadry wyleciał jesienią 2009 roku, po nieudanych dla niego eliminacjach do mistrzostw świata w RPA. Franciszek Smuda, który nigdy za nim nie przepadał, powołał go tylko dwa razy - w 2010 roku i zagrał w meczach z  Ukrainą i USA. Zakończyło się to skandalem. Trener oskarżył zawodnika o picie wina podczas powrotu ze spotkania kadry, w rewanżu Boruc nazwał Smudę "Dyzmą". To zamknęło na zawsze możliwość współpracy pomiędzy nimi.

Smuda tym się nie przejmował, bo i tak stawiał na Wojciecha Szczęsnego, który był w znakomitej formie, a w odwodzie miał jeszcze Przemysława Tytonia i Łukasza Fabiańskiego.

Reklama

Niezła sytuacja wśród naszych bramkarzy zmieniała się jesienią ubiegłego roku. Szczęsny doznał kontuzji, wypadł z gry na blisko dwa miesiące, a Tytoń stracił miejsce w składzie PSV Eindhoven i nic nie wskazuje na to, aby je odzyskał. Cały czas problemy zdrowotne ma Łukasz Fabiański, a Grzegorz Sandomierski nie łapie się nawet na ławkę w Blackburn. Formą nie imponuje także Tomasz Kuszczak grający Brighton.

W tej sytuacji nie dziwi fakt, że Fornalik postanowił sprawdzić Boruca, który wreszcie zaczął bronić w Southampton.  Na razie Boruc wielką formą nie imponuje, ale widać, że z każdym meczem nabiera pewności. Jego pozycją nie zachwiała nawet zmiana trenera, gdy Nigela Adkinsa zastąpił Argentyńczyk Mauricio Pochettino. Spekulowano, że może on postawić na swojego rodaka - Paula Gazzanigę.

Powołanie Boruca może pomóc reprezentacji, choćby w dodatkowej mobilizacji Szczęsnego, ale może też zaszkodzić. Boruc to przecież wciąż dość nieobliczalny piłkarz i człowiek, który ma problemy z zachowaniem dyscypliny. Już na początku swojej gry w Southampton podpadł kibicom, gdyż odrzucił w trybuny butelkę. Przez to stracił miejsce w bramce na długie tygodnie.

Wszyscy pamiętają jego alkoholowe wyczyny za kadencji Leo Beenhakkera.  Ostatnio na łamach "Rzeczpospolitej" jeden z reprezentantów przypomniał jeszcze jedną historię z Borucem w roli głównej. "Jeden jedyny raz nie mogliśmy wyjść z drużyną na miasto po zakończonym meczu. Było to w Moskwie, po remisie 2-2 z Rosją. Leo Beenhakker zabronił, był wściekły na organizatorów, było dużo niedociągnięć. Wszyscy zostali w pokojach. No, prawie wszyscy. Boruc i Michał Żewłakow skorzystali z zewnętrznych schodów pożarowych. Ale oni zawsze coś wymyślili". 

Dlatego Fornalik już na wstępie musi uświadomić bramkarzowi "Świętych", jakie zasady obowiązują w jego kadrze. Tym bardziej że obecnie drużyną nie rządzi już Boruc z Żewłakowem, ale kapitan Jakub Błaszczykowski.

Wydaje się jednak, że Boruc zmądrzał. W wywiadzie dla oficjalnej strony PZPN mówił: "Przez kilka ostatnich miesięcy życie niemiłosiernie nauczyło mnie pokory. Tak jakbym dostał od życia "dobrego liścia". Zdaję sobie sprawę z tego, w jakim miejscu teraz jestem. Wiadomo, każdy chce grać, a jaką trener podejmie decyzję? Musimy na nią poczekać. Będę robił wszystko, aby wystąpić. Jeśli jednak trener nie będzie widział mnie w składzie, jak najbardziej to zrozumiem i przyjmę z pokorą".

Autor: Grzegorz Wojtowicz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje