Reklama

Reklama

Czesław Michniewicz: Lubię piłkę uporządkowaną. Selekcjoner kadry U-21 dzieli się swoim warsztatem

Gdy w zeszłym roku reprezentacja Polski do lat 21 otarła się o awans na igrzyska olimpijskie, wielu ekspertów chwaliło ją za piłkarską dojrzałość. - Organizacja gry jest podstawowa - mówi w obszernym wywiadzie z Interią selekcjoner Czesław Michniewicz. Jednocześnie zaznacza, że pod względem techniki i taktyki, wyjeżdżającym z Polski piłkarzom najczęściej wciąż wiele brakuje do zachodnich standardów. Z trenerem Michniewiczem rozmawia Wojciech Górski.

Wojciech Górski, Interia: Zacznę od tego, że bardzo zaintrygowały mnie filmy, jakie udostępnia trener na swoim kanale na YouTubie. To bardzo rzadkie, by trenerzy publicznie dzielili się analizą gry swoich drużyn.

Czesław Michniewicz, selekcjoner reprezentacji Polski do lat 21: - Faktycznie, ciężko znaleźć w internecie coś podobnego w wykonaniu innych trenerów (śmiech). Moja praca zawsze opierała się na otwartości, począwszy od zatrudnienia w Lechu, poprzez inne zespoły. Wiele moich prezentacji z różnych warsztatów krąży w internecie, na ich kanwie na pewno powstało wiele innych. Cieszy mnie, że ludzie chcą korzystać z mojego doświadczenia. Chciałbym, żeby ktoś kiedyś podał mi tak swoją wiedzę, ja swojej własnej nie zamierzam zabierać do grobu. Dzielę się nią.

Reklama

- Udostępniam też filmy po to, żeby pokazać innym trenerom, że my nie jesteśmy w studni chowani. Też mamy wiedzę, też mamy umiejętności, też mamy rozeznanie w tym, w czym pracujemy. Nie jest tak, że polski trener nie ma wykształcenia i nie ma przygotowania merytorycznego.

Jest to więc pewien element budowania własnej marki w Europie?

- My swoją markę budujemy grą reprezentacji. Dla trenera zawsze wizytówką jest gra drużyny, a moją jest dziś reprezentacja. Jesteśmy rozpoznawalni, jeśli chodzi o sposób grania. Nasza praca jest dostrzegana w Europie. Bardzo się z tego cieszę, ale nie chodzi tylko o mnie. Chodzi też o innych trenerów, o pokazanie, że coś się zmienia, że idzie ku lepszemu.

- Dużo ludzi z Europy, przeciwko którym graliśmy, chce wiedzieć jak pracujemy, byli pod wrażeniem tego, jak dochodzimy do tych lub innych rzeczy. Jestem zapraszany na różne konferencje - byłem w Krakowie, byłem ostatnio też w Szklarskiej Porębie. Pokazałem tam cały mikrocykl przed Portugalią, z każdym treningiem nagranym z drona i wyjaśniałem, dlaczego działamy tak, a nie inaczej. Konferencja trwała 2,5 godziny, mnóstwo czasu, ale nikt nie wyszedł przed końcem. Pokazałem wszystkie detale, okoliczności, bo mamy je sfilmowane i nie są to detale przepisane z książki, ale to życie podyktowało takie rozwiązania. Nieraz na konferencjach pojawiają się obcokrajowcy, niedawno miałem lecieć akurat na Wyspy Owcze przeprowadzić konferencję razem z moim asystentem, ale przez koronawirusa nie polecieliśmy.

Na filmach na swoim kanale przedstawia trener przede wszystkim kwestie taktyczne - budowanie defensywy, kontrataków, stałych fragmentów gry. To były kluczowe elementy sukcesu drużyny młodzieżowej?

- Wszystko było ważne, cała organizacja gry. Lubię piłkę uporządkowaną. Rola trenera polega na tym, żeby ograniczyć przypadek. Żeby samemu nie grać przypadkowo, a wykorzystywać przypadkowe ustawienia przeciwnika, przypadkowe zachowania i odnieść z tego korzyść. Do tego trzeba umieć dobrze bronić, dobrze budować atak pozycyjny i skupialiśmy się na wszystkich tych elementach. Organizacja gry jest jednak podstawowa - żeby każdy zawodnik wiedział, w jakim momencie jest bezpieczny. Tak jak bokser - jak przeciwnik ma przewagę to możesz się zasłonić, przejść do narożnika, czasami cwaniacko uderzyć w szczękę, żeby zyskać kilka sekund - to wszystko jest taktyka.

- Taktyka, czyli dostosowanie się do siły, do jakości przeciwnika. A większość zespołów z którymi graliśmy - poza kilkoma przypadkami - to były teoretycznie lepsze od nas drużyny, a my potrafiliśmy z nimi wygrywać. Myślę, że to wynika przede wszystkim z organizacji gry, o której pan mówił - z taktyki, której bardzo dużo było na zajęciach. Każdy zawodnik, który przeszedł przez nasz szlak bojowy od początku 2017 roku do mistrzostw Europy we Włoszech, dokładnie wiedział czego oczekujemy i jak się zachować. W tym tkwiła nasza siła.

Spytam troszkę ogólnie, a zaraz przejdę do tego, dlaczego zadaję takie pytanie. Kiedy powinno rozpocząć się z zawodnikiem trening stricte nad rozumieniem gry i nad taktyką?

- Taktykę można "sprzedawać" zawodnikom podświadomie. Bardzo rozwijają ją gry pomocnicze. W mojej młodości graliśmy praktycznie w każdą dyscyplinę. Taktykę gry w piłce nożnej rozwija chociażby koszykówka, siatkówka, piłka ręczna. To takie gry uzupełniające. Im jest ich więcej w młodym wieku, tym łatwiej zrozumieć taktykę. W te sporty gramy rękoma, więc jest łatwiej - a już kiedyś Jan Tomaszewski mówił o zdolnościach manualnych ręki (śmiech). Tak jak ręką, tak samo później próbujemy zagrać piłkę nogami lub głową, co jest już trudniejsze.

- Chodzi głównie o to, by odczytywać właściwe ustawienie na boisku i korzyści z tego ustawienia, jakie można odnieść. Zrozumieć, dlaczego czasami wykonuje się ruch do piłki, a czasami od piłki. Ruch od piłki jest najtrudniejszy. Kiedy dzieci grają na podwórku, to każdy biegnie do piłki, bo każdy chce piłkę, a najważniejszy w moim rozumieniu jest ruch od piłki, czyli zdobywanie przestrzeni. To, o czym mówi Marcelo Bielsa i inni trenerzy. Najważniejsze, by nauczyć zawodnika, kiedy zrobić ruch i w jakim kierunku. Rozmawiam dużo z Mateuszem Boguszem, który pracuje z Bielsą. Kiedy Mateusz przyjeżdża do nas na zgrupowania, to koledzy zauważają, że jest różnica w jego wyszkoleniu. Był w Leeds dopiero rok, a już widziałem zachowania, których oczekuje Bielsa. Na przykładzie naszych zawodników pokazywałem, że nasi chłopcy tego niestety nie robią. I nad tym pracujemy.

Sam trener przeszedł do tego, o czym chciałem wspomnieć. Patryk Dziczek po wypożyczeniu do Serie B powiedział tak: Wszystkiego musiałem uczyć się powoli, głównie taktyki. A przecież to był bardzo ważny zawodnik mistrza Polski. Pan wspomniał o Bielsie i Boguszu, który z nim pracuje. Faktycznie jest tak duży przeskok między Polską a zachodem pod tym względem?

- Tak. Jeśli chodzi o taktykę, zachowania. U nas w piłce jest dużo spontaniczności, piłka - prosta gra. Niektórzy nie chcą jej utrudniać i przy tej prostocie zostają. Ale ta prostota często polega na intuicji, na inteligencji piłkarza. Czasami zawodnik podejmuje dobre decyzje zawsze lub w większości sytuacji, a czasami ma odwrotną filozofię - kiedy powinien strzelać, to podaje i odwrotnie. Gry w takich sytuacjach musimy zawodnika nauczyć. Do pewnego poziomu można pewne zachowania wyszkolić, ale ci najwięksi piłkarze mają intuicję i inteligencję na dużo, dużo wyższym poziomie od innych. Szybciej myślą, szybciej oceniają sytuację, szybciej reagują. Dlatego dostrzegają moment do podania prostopadłego, moment do strzału, więcej widzą na boisku. Mówimy, że taki zawodnik "czyta grę". Tacy piłkarze są na świecie - taki był Zinedine Zidane, tacy byli Andrea Pirlo, Armando Maradona, Michel Platini i wielu innych zagranicznych piłkarzy. To typ playmakera, który otworzy grę. Dziś każdy zawodnik musi umieć otworzyć grę. Kolejnym przykładem jest Zbigniew Boniek. Zaczynał jako napastnik, grywał jako pomocnik, skończył jako stoper w AS Roma.

- Oglądałem we wtorek Łukasza Piszczka, który 13 lat temu razem ze mną zdobywał mistrzostwo Polski w Lubinie. Grał jako napastnik, dziś gra jako środkowy obrońca. A po drodze grał jako skrzydłowy, jako prawy obrońca, dzisiaj odnajduje się jako jeden z trójki środkowych obrońców, gdzie wcześniej nie grał. Dlaczego? Bo jest inteligentny na boisku. Rozumie grę. I potrafi dostosować się do sytuacji we właściwy sposób, podejmować właściwe decyzje. Dlatego, mimo że ma już trochę lat, to zostanie w Bundeslidze na przynajmniej kolejny rok. To najlepszy przykład, że jak umiesz grać w piłkę, jak rozumiesz grę, to jesteś w stanie grać na kilku pozycjach i nie jest tak, jak u nas często mówią: "Dziś słabo zagrałem, bo trener mnie przesunął z prawej pomocy na lewą". Zdarzają się takie przypadki, jak Piszczek, że ratuje się zawodnikowi karierę zmieniając mu pozycję, bo na tej pozycji na której występował wcześniej są albo lepsi, albo po prostu zawodnik nie ma aż tylu atutów, żeby osiągnąć światową klasę. Rolą trenera jest, żeby takie rzeczy dostrzegać.

- Przychodząc do Lubina Grzesiu Bartczak był jednym z ośmiu środkowych pomocników. Zrobiłem z niego prawego obrońcę i w październiku, jak przyszedłem, powiedziałem mu tak: "Zobaczysz, że jeśli dostaniesz powołanie do reprezentacji, to dostaniesz je jako prawy obrońca, a nie środkowy pomocnik". Minął niespełna rok. W czerwcu, po mistrzostwie kraju został powołany do reprezentacji przez Leo Beenhakkera jako prawy obrońca.

Wynika z tego, że zawodnik lepiej może przystosować się do gry na innej pozycji, jeśli z łatwością przychodzi mu intuicyjne rozumienie gry. Przyszedł mi do głowy przykład w drugą stronę. Kadr z filmu o zeszłorocznym Euro U-21. Trener zwrócił w nim uwagę, że Paweł Bochniewicz nie za bardzo chciał zostać przesunięty na lewą obronę i ostatecznie w ostatnim spotkaniu z Hiszpanią wylądował na ławce rezerwowych.

- To nie do końca tak, że Paweł nie chciał. On wiedział, że nie da tyle, ile będzie oczekiwała od niego drużyna w tym meczu, bo wiedział o atutach zawodnika, który będzie grał na niego. Stąd też Paweł wiedział, że lepiej może zagrać Kamil Pestka, chociaż Pestka w tamtym czasie nie grał w Ekstraklasie, bo był wypożyczony do Głogowa. Paweł zaś cały czas grał w Górniku Zabrze. "Bochen" realnie ocenił swoje umiejętności, że tam nie da tyle, ile potrzebowaliśmy. I myślę, że to też jest inteligencja człowieka, który potrafi ocenić realnie, powiedzieć: "Trenerze, ktoś inny da więcej".

- Oglądałem Pawła na tle bodaj Piasta Gliwice i dostał bardzo szybkiego skrzydłowego. Grał w końcówce meczu jako lewy obrońca i nie za dobrze sobie radził. Po meczu rozmawiałem z Pawłem, powiedział: "To nie moja pozycja". Odpowiedziałem: "Paweł, ale nie wiemy, co będzie za miesiąc lub za półtora, kiedy pojedziemy na mistrzostwa. Bądź przygotowany, że być może w pewnym momencie będzie musiał na tej pozycji zagrać".

- Na szczęście Kamil Pestka obronił się swoją grą. Paweł zaś zagrał bardzo dobry mecz z Włochami. Nie wystawiliśmy go przeciwko Hiszpanii, bo szukaliśmy nieco innego ustawienia.

Wracając jeszcze do poprzedniego wątku. Przypominają się trenerowi jeszcze inni zawodnicy, którzy podobnie jak Piszczek i Bartczak imponowali wyjątkowym rozumieniem tego, co dzieje się na boisku?

- Miałem wielu takich zawodników, może zaczynając przegląd klubów od końca - bardzo inteligentnym piłkarzem na boisku był Rafał Murawski, który grał w Pogoni Szczecin. Pamiętałem go jeszcze z Gdańska, bo chciałem go do Lecha Poznań w 2003 lub 2004 roku. Mógł zagrać jako "dziesiątka", jako "ósemka", poruszał się świetnie w osi boiska. Chodzi o to rozumienie gry - przychodząc do Pogoni Rafał miał trochę lat, chciał już kończyć karierę, a został w tamtym sezonie najlepszym piłkarzem. Jeszcze rok pograł w Ekstraklasie i może nie został już wybrany najlepszym piłkarzem, ale zagrał na bardzo dobrym poziomie.

- Bartosz Bosacki też był piłkarzem bardzo inteligentnym, Robert Gumny - moim zdaniem może być bardzo dobrym defensywnym pomocnikiem. Jako "szóstka", bo świetnie odbiera piłkę. To mógłby być przypadek taki, jak Philippa Lahma, który u Guardioli grał jako środkowy pomocnik. Robert świetnie czyta grę, jest bardzo inteligentny.

- Za to Jakubowi Moderowi powiedziałem na kadrze: "Jesteś świetnym materiałem, żeby zrobić z ciebie środkowego obrońcę. Masz fantastyczne wprowadzenie, prawa, lewa noga". Trzeba popracować jeszcze nad uderzeniem piłki głową, ustawieniem się, ale on czyta grę, on wprowadza piłkę do gry - nie kopie jej, on wprowadza ją do gry. Przed październikowym meczem z Rosją wziąłem go na rozmowę i powiedziałem, że do końca zastanawiam się, czy na pozycji środkowego obrońcy powinien zagrać on czy ktoś inny. Powiedział, że on tam nie grał, poza epizodem w juniorach. Odpowiedziałem, że mi to nie przeszkadza, bo możemy wykreować go jako środkowego obrońcę. Ostatecznie nie widziałem tego błysku w oku, trochę się przestraszył. Powiedziałem więc, że to nie zmienia sytuacji i w przyszłości możemy do tego wrócić. To było jeszcze, kiedy mało grał w Lechu, miał dużą konkurencję, zanim jeszcze zaczął strzelać bramki. Powiedziałem: "Możesz fantastycznie wchodzić w linie pomocy i tworzyć grę, budować ją". Nie wykluczam, że do tematu Modera na tej pozycji jeszcze wrócę, jeśli będzie taka możliwość.

Podobny manewr do Gumnego i Lahma zastosował trener z Karolem Filą, wystawiając go na środku pomocy przeciwko Hiszpanii.

- Tak, Karol grywał na tej pozycji. On też jest inteligentny. Przed meczem z Hiszpanią mieliśmy problem, bo Kownacki nie trenował, był kontuzjowany. Zszedł z treningu Bielik, także kontuzjowany. Nie mogliśmy zdecydować się na to, żeby Bielik grał w środku pomocy, bo był bardzo zmęczony i ponaciągany po meczu z Włochami, bo na takiej intensywności dawno nie grał - trzeba było grać co trzy dni, a on był po kontuzjach. Uznaliśmy, że korzystniej dla nas będzie jeśli zrezygnujemy z Pawła Bochniewicza, Bielik zagra na środku obrony z Wieteską, a jako drugiego defensywnego pomocnika obok Dziczka wystawimy właśnie Filę. Chcieliśmy też wstawić do składu Gumnego, który był wypoczęty, a wiedzieliśmy, że Hiszpanie bardzo dużo akcji budują skrzydłami. Na nasze nieszczęście dwie bramki na początku padły właśnie z naszej prawej strony. To nie tylko wina Gumnnego, grali tak szybko, że nie byliśmy w stanie zabezpieczyć się przed tymi podaniami.

Trener oglądając mecz wie doskonale, co jest elementem wyćwiczonym - wynikającym z ram taktycznych, a co wychodzi spontanicznie od zawodnika?

- Tak. Jeśli się zagłębie w drużynę, to kiedy jadę na obserwację lub oglądam mecz, to widzę, że pewne zachowania się powtarzają. Widzę też, kiedy jest intuicyjne zagranie. Jeśli chodzi o sposób myślenia, podejmowania decyzji - doskonale obrazuje to nasz mecz z Włochami. Przygotowując się do niego analizowaliśmy ich wszystkie mecze towarzyskie, bo tak tylko grali przez dwa lata - z Niemcami, Anglią, Francją. Grali fantastyczne mecze, ale tydzień przed mistrzostwami doszło do nich pięciu zawodników z pierwszej reprezentacji - Chiesa, Cutrone, Barella, Pellegrini, Mancini... Doszli do reprezentacji w ostatniej chwili i Włosi w tym składzie nie zagrali żadnego meczu przed mistrzostwami. Mieli olbrzymie doświadczenie z pierwszej reprezentacji i Serie A, ale mówiłem zawodnikom, że to dla nas dobre rozwiązanie, bo oni ze sobą jeszcze nie grali i muszą się dotrzeć. Jeden mecz mógł im na to nie wystarczyć. Na Hiszpanów to wystarczyło - przegrywali, później podostrzyli grę, Hiszpanie popełnili proste błędy i przegrali.

- Pytał pan, czy można zorientować się, jak kto gra. Na przykładzie Włochów - wysłaliśmy naszych trenerów na obserwację, odpowiedzialny za to był Krzysztof Paluszek, dziś dyrektor w Śląsku Wrocław. Obserwował ich wcześniej, przyjechał z meczu z Hiszpanią i mówi: "Słuchaj, zupełnie grają inaczej, niż dotychczas". I poświęciliśmy od razu mnóstwo czasu na analizę. Poświęciliśmy na to dwa dni, wyciągnęliśmy istotne elementy, pokazaliśmy zawodnikom, co się powtarza i na co mają zwrócić uwagę - m.in. na blokowanie wycofanych podań na piąty metr, które się często powtarzały. Powtarzało się wiele rzeczy, jak sposób rozegrania piłki przez Mandragorę.

W ten sposób wiele rzeczy na boisku można przewidzieć?

- Bardzo wiele. We wtorek piękną bramkę strzelił Joshua Kimmich i powiedział, że wiedział Buerki wychodzi daleko za piątkę, a jest nie za wysoki. "Sprzedał" mu więc loba za kołnierz. Tak samo u innych zawodników - nie zmienisz nawyków z dnia na dzień. Każdy ma swoje. Wiedzieliśmy, jak rozgrywa piłkę Mancini, co robi Adjapong, co robi Chiesa, czego nie lubi Cutrone. To wszystko pomaga, ale to wszystko taktyka - zachowanie wynikające z obserwacji. Trener musi wiedzieć wszystko, ale zawodnikom nie można wszystkiego powiedzieć, bo będzie myślał, że ma do czynienia z bogiem (śmiech). Zawodnik musi dostawać wiedzę punktową, którą może później wykorzystać.

- Na zgrupowaniu przed mistrzostwami o reprezentacji Włoch zaznaczyliśmy tylko, że będziemy grać z nimi w drugim meczu. Nie chciałem, żeby zawodnicy koncentrowali się na tym i myśleli o Włochach przed meczem z Belgią. Rozmawialiśmy więc tylko o Belgach. Dopiero dzień po meczu z Belgią zacząłem im dokładnie pokazywać, co robią Włosi - jak i dlaczego. Ale już wcześniej każdy zawodnik dostał na iPadzie wszystkie zagrania Włochów, Hiszpanów i Belgów z wcześniejszych meczów. Każdy mógł podglądać zawodników ze swoich pozycji itd. Dlatego, gdy mówiłem im o Chiesie, to każdy wiedział, że jest to napastnik, a nie środkowy obrońca (śmiech).

Odnoszę takie wrażenie, że nasza drużyna na mistrzostwach bardzo mocno przygotowywała się pod konkretnego przeciwnika. Pod każdego był osobny plan i założenia. To chyba też nie jest łatwe, by piłkarze do kolejnych meczów podchodzili z innymi założeniami taktycznymi.

- Tak, ale to wszystko było wypracowane. W eliminacjach wypracowaliśmy sobie trzy ustawienia, które zmienialiśmy w zależności od przeciwnika. Zaczęliśmy od ustawienia 4-3-1-2, nikt tak w Polsce przed nami nie grał. Zaczęliśmy tak grać, bo Dawid Kownacki grał w takim ustawieniu w Sampdorii Genua. Pozwoliło nam to umieścić wielu kreatywnych piłkarzy w wyjściowym składzie, a do tego grać dwójką napastników. Tak wygraliśmy z Gruzją 3-0. W drugim meczu, z Finlandią, przeszliśmy na trójkę obrońców. Doszedł do nas wtedy Janek Bednarek, który wcześniej pauzował za kartki. Później na trójkę obrońców graliśmy też z Duńczykami, czasami graliśmy na czterech obrońców, czasami na pięciu. To wszystko było ćwiczone i najważniejsze, że na każdym zgrupowaniu przypominaliśmy chłopcom, że zagramy w takim ustawieniu, ale w trakcie meczu możemy zmienić je na takie albo na inne. Gdy padał sygnał do zmiany, każdy wiedział, co ma robić na boisku. Nie było tak, że uczyliśmy się ustawienia podczas meczu.

- Przygotowując się do mistrzostw Europy ćwiczyliśmy różne rozegrania. Później tylko w odpowiednim momencie musieliśmy sięgnąć do odpowiedniej szuflady. Najważniejsze, by drużyna wierzyła w trenera i nie ma lepszego komplementu od słów Dawida Kownackiego po mistrzostwach. Zabrzmi to próżno, ale powiem - "Kownaś" powiedział, że najważniejsze, że trener Michniewicz potrafił wygrać dla nas taktycznie mecz. To najlepsza opinia zawodnika o trenerze. Jeśli zawodnik potrafi zdobyć się na słowa, że trener pomógł mu wygrać mecz, to nie potrzeba niczego więcej.

Trudno się z Dawidem nie zgodzić. W większości meczów nie byliśmy faworytem, ale potrafiliśmy napsuć sporo krwi rywalom. Z drugiej strony nawet z ust trenera padło, że nie lubimy roli faworyta i dobrze czujemy się jako drużyna, która może sprawić niespodziankę.

- Nie ukrywam tego, co pokazały eliminacje, że mamy problem, gdy przeciwnik jest głęboko cofnięty. Mamy problemy w meczach, w których potrzebujemy kreatywności, szybkiego rozgrywania piłki, czegoś niekonwencjonalnego. Musimy lepiej szkolić zawodników pod kątem, o którym pan wspominał - kreatywności, rozumienia gry, wykorzystaniu przestrzeni. Potrafimy się dobrze ustawiać - mówię też o zespołach ligowych - ale mamy problem w grze na małej przestrzeni. Musimy podejmować szybsze decyzje. Juergen Klinsmann mówi, że aby grać lepiej - trzeba skrócić czas "obrobienia" piłki. Kolejne podania muszą trwać szybko, jeśli trwa sekundę - to już jest za długo. Tak nie da się zbudować akcji, to musi być ułamek sekundy.

- Oczywiście są różne momenty. Czasami trzeba piłkę przytrzymać, by gdzieś indziej stworzyła się wolna przestrzeń, ale wszystko zależy od szybkości. Szybkości myślenia i reakcji, a dopiero na końcu szybkości biegania. Bo jeżeli szybko biegasz, ale wolno myślisz, to nic z tego nie będzie.

Problem z grą w ataku pozycyjnym można przypisać nie tylko reprezentacji młodzieżowej, ale i pierwszej reprezentacji oraz większości drużyn Ekstraklasy, które nie czują się dobrze, gdy muszą atakować rywala.

- Wszystko zależy od techniki. Podam przykład: lubię pograć w tenisa, ale jestem samoukiem, bo za moich czasów był to sport elitarny. Nie każdego było stać, by brać lekcję, więc zacząłem szkolić się później. Widzę jednak doskonale, jak wygląda ktoś, kto w tenisa gra od małego - jak się zachowuje, jak ustawia do piłki i tak dalej. To jest technika. On tę technikę będzie miał w wieku 5, 15, a nawet 50 lat.

- Tak samo jest w piłce nożnej - technika to fundament, jeśli o czymkolwiek marzymy, to jeśli nie będą nasi piłkarze tak wyszkoleni technicznie jak Hiszpanie, to nie poradzimy sobie z zespołami, które się dobrze bronią. Bo dziś, jeśli trener ma wiedzę, to może naprawdę dobrze nauczyć zespół grać w defensywie. Z tym mamy duży problem - nawet przeciwko Wyspom Owczym. Z kolei Włosi mieli problem przeciwko nam, bo się dobrze organizowaliśmy. Belgowie tak samo. Ale Hiszpanie, którzy mają bajeczną technikę, wykorzystali ją. Przy stracie pierwszej bramki w polu karnym było ośmiu naszych zawodników, a od nich dwóch.

"There is no defence for that" - napisał trener pod filmem z tej sytuacji.

- Jeśli nie masz techniki, to wszystko wolno trwa. Jeśli wolno trwa, to przeciwnik ma dużo czasu, żeby się zabezpieczyć przed atakiem. Dlatego mamy duży problem. Polska liga niestety tak wygląda. Najwięcej bramek pada po kontratakach i stałych fragmentach gry. Nie mamy takiej drużyny, która potrafi zdominować przeciwnika, zamknąć go na 30 m i stworzyć sytuację bramkową.

- Proszę zobaczyć - we wtorek oglądałem mecz Miedzi Legnica. Atakowała Legia, a po podaniu piłki do skrzydłowego, który miał zgrać piłkę, zgrał ją tak, że poszła kontra w drugą stronę. Za chwilę piłkę dostał Roman, Hiszpan z Miedzi, i zgrywa ją idealnie. Gdy Dawid Kownacki przeszedł do Sampdorii Genua, to przez pierwsze pół roku uczyli go zgrywać mocne piłki do drugiego napastnika. Na tym polega włoska piłka - po długim podaniu do przodu następuje zgranie do tyłu i ponowne zagranie do przodu. Tak gra 95 procent włoskich zespołów. Podobnie było z Dziczkiem - on to umiał, ale na poziomie polskiej piłki. We Włoszech, gdzie gra się szybciej, wystarczy spóźnić się o dwa metry, by "dostać" sytuację bramkową. Gdy o tym rozmawiamy, przypomina mi się sytuacja, gdy w meczu z Anglikami Kuba Piotrowski nie odbudował ustawienia na czas, spóźnił się o dwa metry i Anglicy mieli z tego sytuację. Dobrze, że pan o to pyta, to od razu wrzucę na profil i zobaczy pan, co znaczą dwa metry w piłce na wysokim poziomie.

Rozmawiał Wojciech Górski

Oto film, o którym na końcu rozmowy wspominał Czesław Michniewicz:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje