Reklama

Reklama

Czarnogóra - Polska. Kluczowy bój w drodze do Rosji

​Jeśli reprezentacja Polski dzisiaj od godz. 20:45 pokona w Podgoricy osłabioną kadrowo Czarnogórę, nikt jej nie odbierze awansu na MŚ w Rosji. - Otwórzmy sobie autostradę na mundial - apeluje kapitan Orłów Robert Lewandowski.

Polakom nie udało się pokonać małego kraju ze stolicą w Podgoricy w dwóch dotychczasowych podejściach (2-2 w Podgoricy i 1-1 na Stadionie Narodowym w Warszawie). Każdy w obozie Adama Nawałki wierzy w powiedzenie "do trzech razy sztuka". Oprócz niego są jeszcze wiara, ambicja, pokora. I strategia - słowo klucz dla ekipy Nawałki. Tu nic nie jest zostawione przypadkowi.

Reklama

Obrazuje to choćby organizacja poszczególnych części treningu. Asystent Nawałki Bogdan Zając wyjmuje z kieszeni karteczkę i z prędkością strzałów karabinu maszynowego odczytuje nazwiska, imiona, bądź ksywy piłkarzy, dzieląc ich na cztery grupy i wskazując miejsca ćwiczeń. Każda sekunda jest cenna, żadna nie może zostać zmarnowana. Po to treningi są planowane szczegółowo. Te klocuszki układanki dają obraz gry w meczu. Takim jak ostatnia wygrana 3-0 nad Rumunią w Bukareszcie, gdy po raz pierwszy zdominowaliśmy technicznie tego rywala.

- To był jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w całej historii polskiej piłki - uważa wiceprezes PZPN Marek Koźmiński, licząc na to, że dzisiaj "Biało-czerwoni" wypadną równie okazale.

Jak to w piłce, a więc sporcie kontaktowym bywa, obie ekipy wystąpią osłabione. Czarnogórcom skruszyła się obrona po urazach Marko Baszy i Żarko Tomaszevicia, a atak stracił najgroźniejsze żądło - Stevana Joveticia. By jakimś cudem przywrócić do "żywych" napastnika, który w czterech meczach eliminacyjnym dał "Dzielnym Sokołom" trzy gole i dwie asysty, zawieziono go nawet do słynnej na całe Bałkany znachorki Marijany Kovaczević, której zabiegi pomogły w szybszym dojściu do formy m.in. Maciejowi Rybusowi.  

- Jesteśmy przygotowani na obydwa warianty. Na ten, że rywal zagra z Joveticiem, jak i na ten, że wystąpi bez niego. Przede wszystkim jednak patrzymy na siebie - podkreśla Adam Nawałka.

Sam też miał nie lada wyzwanie - rekonstrukcja drugiej linii bez jej kluczowego gracza - Grzegorza Krychowiaka. Wszystko na to wskazuje, że na środku, obok Krzysztof Mączyńskiego i Piotra Zielińskiego, zobaczymy Karola Linettego.

-  Liczę na to, że to będzie jego mecz, że Karol weźmie na barki odpowiedzialność za to, co będzie się działo na środku boiska. We Włoszech radzi sobie coraz lepiej - podkreśla wiceprezes Koźmiński.

Wszyscy w naszym sztabie zgodnie podkreślają, że nie ma mowy o zlekceważeniu Czarnogórców. Rodzi się tylko pytanie, czy Orły dorównają agresywnością gospodarzom, którzy na przedpolu własnej bramki nie będą przebierać w środkach.

- Czarnogórcy prezentują futbol technicznie na bardzo dobrym poziomie, fizycznie są bardzo silni, świetnie zorganizowani w defensywie, bazują na szybkim ataku, mają również dopracowane stałe fragmenty gry. To drużyna groźna dla najlepszych - przestrzega Adam Nawałka.

Arkadiusza Milika, który odbudowuje formę po kontuzji, selekcjoner pozostawi najpewniej na ławce. Zagramy z jednym napastnikiem, co dało piorunujący efekt w Bukareszcie.

Piłkarska Czarnogóra zadaje sobie pytanie, jak zatrzymać Roberta Lewandowskiego. Ogólnie jednak ten mały, piękny kraj, zamieszkały przez przyjaźnie nastawionych ludzi ma inne, poważniejsze problemy. Pod parlamentem od kilku tygodni trwa strajk głodowy kobiet. Protestują przeciw zmniejszeniu zasiłku rodzinnego dla matki trójki dzieci ze 190 do 140 euro. Strajk spowodował wyłączenie z ruchu głównej ulicy, a co za tym idzie, uciążliwe objazdy. Kierowcy psioczą na strajkujące panie.

- Najprostszy sposób na życie to urodzić trójkę dzieci i już masz całkiem niezłą pensyjkę. Na dodatek dają się podpuścić proserbskim politykom - kierowca Aleksander nie jest zwolennikiem protestu.

Zresztą Czarnogórcy mają więcej problemów, ale w dniu meczu schodzą one na dalszy plan. Po odzyskaniu niepodległości 11 lat temu sport jest wielką inspiracją dla mieszkańców. Spotkanie z Polską to też mały jubileusz dla czarnogórskiej piłki. Mija dokładnie 10 lat od ich pierwszego oficjalnego meczu.

Do Podgoricy przyjechało ponad 800 kibiców z Polski. Stadion Pod Goricom wypełni się 17 tys. widzów. 

- Gdybyśmy mieli obiekt większy trzykrotnie, na ten mecz i tak by się zapełnił. Zainteresowanie biletami przekroczyło nasze oczekiwania - informuje Interię Ivan Radović, rzecznik Czarnogórskiej Federacji Piłki Nożnej.

Dla Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej (FIFA), jak i organizatorów jest to mecz podwyższonego ryzyka.

- Nie spotkałem się jeszcze z przypadkiem, żeby FIFA na jakiś mecz wysłała dwóch delegatów, a tylu właśnie przyjechało tutaj - podkreśla PZPN-owski ekspert ds. bezpieczeństwa na stadionach Marek Doliński.

Pięć lat temu na tym stadionie petardą trafiony został Przemysław Tytoń. Nie było to jednak wydarzenie wyjątkowe, bo od tego czasu w Podgoricy niemal na każdym meczu dzieją się podobne historie.

Czarnogóra jest na celowniku FIFA od pamiętnego meczu z Rosją, w trakcie którego trafiono w głowę bramkarza "Sbornej" Igora Akinfiejewa, co zakończyło się walkowerem przeciw Czarnogórcom, zamknięciem stadionu na jeden mecz i grzywną 50 tys. euro. Trybuna najbardziej krewkich kibiców została ogrodzona siatką.

Ivan Radović jest optymistą, gdy - pomni awantur między fanami Buducznosti Podgorica i Śląska Wrocław - pytamy go o wątek kibicowski.

- To mecz reprezentacji krajów, a nie klubowy. Nie sądzę, aby istniały niesnaski między Polakami a Czarnogórcami - podkreśla.

"Biało-czerwoni" muszą jednak liczyć przede wszystkim na siebie. Nie dać się sprowokować i zachować chłodną głowę.

- Jeśli zafundujemy kibicom duże emocje na boisku, to nie będą mieli czasu, by zajmować się czymś niepotrzebnym na trybunach - podkreśla Jakub Błaszczykowski.

Z Podgoricy Michał Białoński, ŁS

Dowiedz się więcej na temat: mecz Czarnogóra - Polska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje