Reklama

Reklama

Czarnogóra – Polska 1-2. Lewandowski tonuje nastroje po historycznym zwycięstwie

Najładniejszy gol zdobyty dla „Biało-czerwonych” z rzutu wolnego i pierwsze w historii zwycięstwo nad Czarnogórą – dla kapitana Roberta Lewandowskiego była to naprawdę udana niedziela na stadionie Pod Goricom. Po meczu wygłosił jednak kilka krytycznych uwag, by sprowadzić zespół na ziemię.

Po meczu "Lewy" daleki był od hurraoptymistycznych tonów, wedle których Polska już na stałe weszła do europejskiej czołówki.

Reklama

- Spokojnie. Pamiętajmy, gdzie byliśmy jeszcze niedawno. Musimy to mieć gdzieś z tyłu głowy. Nie ma co za daleko sięgać w przyszłość, lepiej skupić się nad tym, co zaraz nastąpi i tak raczej do tego podchodzimy. Piłka nożna w dzisiejszych czasach jest trudna do przewidzenia i zawsze należy być przygotowanym w stu procentach, mieć podejście, że czeka cię kolejny ciężki mecz. Również z tego względu cięższy, że pewnie rywal będzie do nas inaczej podchodził - tłumaczył Robert.

- Jednocześnie zrobiliśmy mały krok do przodu, w kierunku awansu, ale trzeba sobie też powiedzieć, że nie zagraliśmy perfekcyjnie, ale takie są mecze eliminacyjne na wyjazdach: czasami trzeba wymęczyć, wybiegać, wywalczyć, być o tą jedną sytuację, jedną bramkę lepszą drużyną i dzisiaj wydaje mi się, że w miarę kontrolowaliśmy przebieg spotkania - komentuje Robert. - Później te zmarnowane sytuacje się zemściły i straciliśmy gola na 1-1. Czasami tak jest, że gdy nie podwyższy się prowadzenia, to ciężko jest utrzymywać prowadzenie 1-0. My jednak zdołaliśmy przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść.

Lewandowski wywalczył rzut wolny, gdyż to jego sfaulował Stefan Savić, a później zamienił go na bramkę. Wejście nakładką Savicia w nogę Polaka przypominało brutalne wejście Gordona Greera ze Szkocji, w meczu eliminacji do Euro 2016 rozegranym w październiku 2016 r.

- W odróżnieniu od faulu Szkota, po którym miałem dziurę w nodze, tym razem, po wejściu Savicia, na szczęście nic mi się nie stało. Na dodatek sędzia odgwizdał faul, bo w meczu ze Szkocją odgwizdał aut dla przeciwnika - uśmiechał się Robert, do dziś zadziwiony gafą arbitra Alberto Mallenki sprzed dwóch i pół roku.

- W Podgoricy udało się z tej sytuacji strzelić bramkę. To też jest bardzo ważne, bo dawno nie udało mi się w reprezentacji zdobyć gola z wolnego. To też pokazuje, że z każdym elementem jesteśmy groźniejsi dla przeciwnika. Czy to po rzutach rożnych, czy wolnych - zauważa "Lewy".

Jeśli już przy stałych fragmentach jesteśmy, to naszym piłkarzom należy się lekka bura za krycie przy rzutach rożnych Czarnogórców. Po jednym z nich Aleksandar Szofranac o mały włos nie trafił na 2-1.

- Stałe fragmenty gry Czarnogórców są groźne. W jednej sytuacji o mały włos nie straciliśmy gola, choć staraliśmy dobrze bronić. Ten jeden raz po rzucie rożnym się nie udało przypilnować rywala, ale szczęście nam dopisało - przyznaje Lewandowski.

Kapitan polskiego zespołu ani myśli osiadać na laurach, w związku z rosnącą przewagą Orłów w tabeli grupy E eliminacji MŚ.

- Jeszcze do awansu droga daleka, choć jesteśmy na dobrej pozycji. Im szybciej sobie go zapewnimy, tym będzie lepiej i tak będziemy podchodzić do każdego przeciwnika. Przed każdym kolejnym spotkaniem będziemy mieli w głowie tylko trzy punkty - zapewnia napastnik Bayernu.

Dlaczego Polacy, zwłaszcza w pierwszej połowie, z uporem maniaka często podawali górą, co przy mocno wiejącym wietrze kończyło się stratami?

- Stosowaliśmy takie podania, gdyż próbowaliśmy wychodzić na wolne pole. Miejsce ku temu było sporo, czasem jednak czegoś brakowało, jak choćby zebrania drugiej piłki. O szybkie rozgranie z klepki nie było łatwo, gdyż piłka bardzo skakała. W pierwszej połowie graliśmy bardzo dobre spotkanie. W drugiej może wyszliśmy trochę zbyt defensywnie, choć dwie sytuacje mieliśmy. Ten mecz jest na pewno dobrym materiałem do przeanalizowania - uważa.

Robert Lewandowski cmokał nad postawą polskich fanów.

- Było ich znacznie mniej niż gospodarzy, a jednak tak głośno nas wspierali, że cały czas ich było słychać. Dlatego po meczu podeszliśmy i podziękowaliśmy im za wsparcie. Ze strony gospodarzy spodziewałem się gorętszego dopingu, ale może ostudziła ich nasza bramka i padający deszcz - zakończył "Lewy".

Z Podgoricy Michał Białoński, Łukasz Szpyrka

Dowiedz się więcej na temat: Robert Lewandowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje