Reklama

Reklama

Co zrobić, by na sukces nie czekać równie długo?

Pierwsze od ośmiu miesięcy zwycięstwo piłkarskiej reprezentacji Polski jest okazją do refleksji, co zrobić, by na kolejne nie czekać równie długo.

Jedno jest oczywiste: Franciszek Smuda nie może pozwolić sobie na luksus zastosowania zasady, że drużynę buduje się od tyłu. Z czwórki obrońców, którzy zagrali wczoraj w meczu z WKS na razie "produktem reprezentacyjnym" jest tylko Łukasz Piszczek. Nie ze względu na fenomenalną grę w Poznaniu, ale za całokształt formy w kadrze i klubie. Jeśli piłkarz wyróżnia się w zespole lidera Bundesligi, można mu ufać. Ta sama uwaga dotyczy Łukasza Fabiańskiego - pozycja numer jeden w Arsenalu dała mu spokój i pewność tego co robi.

Ratownik Arboleda?

Reklama

Miarą kłopotów na trzech pozostałych pozycjach w defensywie jest jednak nostalgiczne i bezustanne wzdychanie selekcjonera za kontuzjowanym lewym obrońcą Werderu Brema Sebastianem Boenischem, który u niego zagrał raptem dwa razy. Maciej Sadlok to zapewne zdolny obrońca, ale jeśli w Ruchu gra w środku defensywy, na co dzień nie pracuje nad dryblingiem, czy dośrodkowaniem - umiejętnościami niezbędnymi dla udzielenia wsparcia skrzydłowemu. Te dwie pozycje w tyłach różnią się zbyt mocno, by łączył je piłkarz tak mało obyty w wielkich meczach. Zwykle to boczny obrońca nabierając doświadczenia dorasta do rangi stopera.

Środkowi obrońcy (Grzegorz Wojtkowiak i Tomasz Jodłowiec) popełnili wczoraj kilka rzucających się w oczy błędów. Nie twierdzę, że ich one dyskwalifikują, ale w takiej parze powinien być gracz starszy, sprawdzony w roli dowodzącego i młody talent nadrabiający brak rutyny witalnością i siłą. Po wykluczeniu Michała Żewłakowa Smuda lidera obrony nie ma, Wojtkowiak i Jodłowiec są w tej samej sytuacji reprezentanta raczkującego. Na dodatek piłkarz Lecha gra w klubie na boku obrony, bo na środku są Bartosz Bosacki i Manuel Arboleda.

Dochodzimy do paradoksalnej sytuacji z Kolumbijczykiem, którego szansę gry na Euro 2012 przed rokiem Smuda ze swadą uśmiercił, by wskrzesić po 12 miesiącach bezowocnych poszukiwań. Kuriozalny nie jest dla mnie sam fakt, że Kolumbijczyk mógłby pójść w ślady Olisadebe, czy Rogera, ale sposób, w jaki selekcjoner traktuje całą sprawę. Powołanie dla Arboledy Smuda uzależnia od jego pozostania w Lechu "bo jeśli wyjedzie do zagranicznego klubu, przestanie mu zależeć". Jeśli taka jest prawda o stosunku Arboledy do reprezentacji Polski, to dla mnie kwestii w ogóle nie ma.

To już pewniacy na Euro 2012

Najbardziej zaskoczyła mnie jednak opinia Smudy dotycząca graczy ataku i środka pola - selekcjoner ogłosił, że są już niemal gotowi do Euro 2012. Oglądając mecz z WKS absolutnie nie miałem takiego wrażenia. Obraniak, Błaszczykowski, Matuszczyk, Murawski, Mierzejewski i Lewandowski mają potencjał każdy z osobna, ale żeby potrafili utrzymać piłkę, wymienić ze swobodą serię podań potrzebne jest zgranie i zrozumienie. Wczoraj było z tym gorzej, niż u rywala.

Przez 12 miesięcy pracy selekcjonera pomoc i atak nie wykonały znaczącego jakościowego skoku, jaka jest gwarancja, że starczy na to kolejne półtora roku?

Okres pracy Smudy z drużyną szykowaną na najważniejsze wydarzenie w dziejach polskiego sportu, nie był logicznym ciągiem zdarzeń prowadzącym kadrę od poziomu niższego, do wyższego. Dużo było szamotaniny, problemów, borykania się z ubóstwem kadrowym, które człowiekowi pracującemu w naszej lidze od niemal 20 lat, powinno być dobrze znane. Potencjał polskiej piłki jest mały, więc nawet do mistrzostw Europy zespołu Smudy nie stać będzie na danie kibicom gwarancji, raczej odbudowanie nadziei.

Oby w czerwcu 2012 roku kadra grała zdecydowanie lepiej niż wczoraj. Nikt nie błysnął przecież formą życiową - nawet Robert Lewandowski.

Zwycięstwo było Smudzie potrzebne, kolejna porażka pogłębiłaby marazm i depresję wokół drużyny, która powinna pracować w spokoju. Czy gwiazdy WKS regularnie zawalające kolejne mistrzowskie turnieje, potrafiły potraktować poważnie jesienny sparing w Poznaniu? To, na szczęście, nie jest zmartwieniem polskiego selekcjonera.

Dla przypomnienia:

Debiut Smudy z Rumunią (14 listopada 2009): Tomasz Kuszczak - Marcin Kowalczyk, Michał Żewłakow (90. Maciej Sadlok), Adam Kokoszka, Piotr Brożek - Jakub Błaszczykowski (80. Sławomir Peszko), Dariusz Dudka, Ludovic Obraniak (80. Roger), Kamil Kosowski (75. Maciej Rybus) - Ireneusz Jeleń, Robert Lewandowski (70. Patryk Małecki).

Poprzedni wygrany mecz z Bułgarią (3 marca 2010): Kuszczak - Kowalczyk, Żewłakow, Glik, Dudka - Peszko (59. Jodłowiec), Majewski (46. Rybus), Murawski (85. Sadlok) - Błaszczykowski (78. Małecki), Lewandowski (74. Nowak), Obraniak (46. Iwański).

Dyskutuj na blogu Darka Wołowskiego

Zobacz bramki z meczu Polska - WKS

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje